Do końca roku zostało mniej, niż dwanaście godzin, kiedy do pociągu wsiadła dziewczyna tak przecudnej urody, że na inteligencję na pewno już nie było u niej miejsca. Był grudzień, więc co tu kryć, piździło strasznie, toteż nie zagrzała miejsca w przedziale. Poszła do wagonu Warsa zagrzać się sama. Zapłaciła za szklankę z ciepłym wrzątkiem i szczura, po czym zatopiła oczy w mknącym za oknem krajobrazie.

Plan podróży był prosty, nawet dla takiej kretynki, jak ona: w Bielsku-Białej czekał na nią kumpel. Z Krakowa to jakieś dwie godziny drogi z hakiem. Czekała ją przesiadka, ale zdecydowała, że nie w Trzebini, a w Katowicach (miała tam, niczym Czerwony Kapturek, babcię, którą chciała przy okazji odwiedzić).

Zapach podkładów kolejowych wpływał na nią kojąco, gdyby nie pierońsko niewygodne warunki, pewnie by zasnęła, gdy…
– Bilety do kontroli – wyrwał ją z zamyślenia jakiś głos. Drżącymi rękami wysupłała kartonik z zawiniątka, dzierżonego pod płaszczem.
– Dziękuję bardzo. Szczęśliwego Nowego Roku w imieniu Polskich Kolei Państwowych – konduktor uśmiechnął się do niej ojcowsko.

Odetchnęła z ulgą. Bilet był w porządku, przynajmniej konduktor nie stwierdził w nim żadnych nieprawidłowości. A jednak poczuła ukłucie zdenerwowania. W jej umyśle zapaliła się maleńka żaróweczka niepokoju – to było u niej normalne, zazwyczaj niepokój był uzasadniony i nie dotyczył tego, CZY coś spieprzyła, tylko CO spieprzyła tym razem. Ale skoro bilet był w porządku, to znaczy, że jest we właściwym czasie i miejscu, więc…?

I nagle, jak obuchem w głowę, uderzyła ją nieprzyjemna myśl. U bielskiego kumpla bywała wcześniej kilka razy, wiedziała, na którym przystanku ma wsiąść, gdzie iść, gdy wysiądzie, które drzwi są jego.
Ale nie ma pojęcia, którym autobusem ma jechać! A z cholernego dworca odjeżdża ich chyba ze dwadzieścia.
Zawsze tam była z kimś, kto wiedział, jak do gościa dotrzeć. Drogę zapamiętała, ale nie znała ani adresu, ani numeru autobusu. Kumpel telefonu nie miał, więc nie mogła zadzwonić i zapytać. Właściwie mogła wysiąść z pociągu, bo skoro nie wiedziała, gdzie jedzie, to równie dobrze mogła sobie darować dalszą podróż. Ale doświadczenie jej mówiło, że GDZIEŚ dojedzie, więc z czystej ciekawości została, popijając wystygłą już herbatę ze szczura.

    Dookoła niej pojawiali się i znikali zmarznięci na kość podróżni. Pociąg dojechał do Trzebini, tu wysiadało i wsiadało nieco więcej ludzi. Przedział Warsa zapełnił się. Obok niej pojawił się jakiś chłopak, stawiając na blacie gorącą herbatę i grzejąc zmarznięte dłonie. Musiał tutaj wsiąść, na jego paltociku roztapiały się świeże płatki śniegu. Zrazu popijali swoje napoje w milczeniu, ale ileż można? Zwłaszcza, że powalająca uroda dziewczyny obudziła w jej towarzyszu podróży żyłkę zdobywcy i uwodziciela. Kto wie, może jadą w to samo miejsce? Na tą samą imprezę?

Zagaił więc neutralnie, proponując jej nową herbatę. Rozmowa toczyła się stosunkowo wartko, na tyle, na ile nieprawdopodobna głupota dziewczyny na to pozwalała, rzecz jasna. Ale gdyby ktoś się im przysłuchiwał, wyczułby, że coś jest mimo wszystko nie tak. Co jakiś czas któryś z rozmówców wyczuwał jakiś zgrzycik, spoglądał na partnera z odrobiną politowania i niedowierzania, ale zaraz rozmowa schodziła na inny tor.

– Więc gdzie ty w końcu imprezujesz dzisiaj?
– No, w Jaszczurach.
– Patrz, człowiek tyle lat żyje i nie wiedział, że w Katowicach są Jaszczury.
– W jakich znowu Katowicach?
– No tych normalnych, z górnikami, jedne są Katowice w Polsce, nie?
– O rany. Tobie się nieźle już popieprzyło. Ty może nie pij od rana, poczekaj do Krakowa, co?
– Ale dlaczego mam z tym czekać aż do Krakowa? Ja się zamierzam wcześniej napić, przecież po to jadę, nie?
– No właśnie o tym mówię, może by tak poczekać na koniec podróży?
– ??????????
– ??????????
– Hmmmmm…
– I ty naprawdę zamierzasz imprezować w Bielsku? Dzisiaj?
– No tak, co w tym takiego dziwnego?
– Noooo, ja się poważnie obawiam, że tam nie dojedziesz. Nie na dzisiejszy wieczór przynajmniej.
– Ale dlaczego? Trakcję zerwało?
– O rany, jaką znowu trakcję?
– No to o co chodzi?
– No, a jak ty chcesz dojechać do Krakowa i wrócić do Bielska?
– A po co mam jechać do Krakowa?
– A skąd ja mam wiedzieć, po co?
– ??????????
– ?!?!?!?

Maleńka żaróweczka niepokoju w prześlicznej głowie młodej podróżniczki zamieniła się w wyjącą syrenę (taką z opowiadania gph). Wyglądało na to, że koniec roku spędzi kompletnie zagubiona w przestrzeni i w czasie, dziwne uwagi jej towarzysza na temat Bielska i Krakowa wcale jej się nie podobały. Mówiąc szczerze, nie mogła zrozumieć, o co gościowi chodzi. I wyglądało na to, że z wzajemnością.
– Słuchaj, a może jednak w Krakowie zostaniesz na tego Sylwestra? – dziewczyna, choć głupia jak but, była naprawdę śliczna.
– Ale dlaczego mam teraz wracać?
– Jak to wracać?
– No do Krakowa.
– No przecież właśnie tam jedziesz.
– Co ty bredzisz?
– Ten. Pociąg. Jedzie. Do. Krakowa. A my w nim.
– Z Krakowa do Krakowa?
– Z jakiego Krakowa? Przecież wsiedliśmy w Trzebini.
– Ty wsiadłeś. Ja wsiadłam w Krakowie.

Dziewczyna miała czułe serce i naprawdę zrobiło jej się żal faceta, gdy w końcu dotarło do niego, że w Trzebini wsiadł w pociąg w drugą stronę. Nieszczęśnik jechał z Bielska, dodatkowa jazda z Katowic do Krakowa wcale mu się nie uśmiechała. Postanowiła się z nim podzielić swoim pechem, ostatecznie nic tak nie poprawia samopoczucia, jak czyjeś nieszczęście.

– No i co, nie możesz do gościa zadzwonić, żeby cię odebrał z dworca?
– On nie ma telefonu.
– A nie możesz zadzwonić do kogoś, kto ten adres zna?
– Jedyny numer, jaki stamtąd znam, to jego sąsiad, ale przecież nie będę z siebie robić kompletnej kretynki i dzwonić do obcego faceta, żeby pytać go, gdzie mieszka; to jest tylko telefon w nagłych wypadkach.
– To JEST nagły wypadek – w kolesiu obudził się rycerz i opiekun niewiast. Wyciągnął zza pazuchy komórkę – w tamtych czasach gadżet niepowszechny i kosztowny – dawaj ten numer.
Dziewczyna podała mu kalendarzyk, otwarty na odpowiedniej stronie. I facet zamarł na moment. A potem schował komórkę.
– Co jest?
– Nie ma sensu do niego dzwonić.
– Dlaczego?
– Bo go nie ma w domu. To jest mój cholerny numer. Ten twój przyjaciel, to mój sąsiad i kumpel z piaskownicy.

Uszczęśliwiona dziewczyna czym prędzej zapisała obok rzeczonego telefonu adres i numer autobusu, wypytawszy o nie swego towarzysza.

O kierunek tegoż autobusu nie pytała. Tak na wszelki wypadek.

Animacja: Anna Fudyma/pinezka.pl