ilustr. spinelli/pinezka.pl

Lubię chodzić do ZOO ze względu na kaczki. Co prawda są one także w parkach i na skwerkach czasem, a z rzadka widzę je z okna, gdy lecą gdzieś zaaferowane, ale najbardziej lubię te w ZOO. Może dlatego, że trzeba dużo wysiłku, by się tam dostać i jeszcze za bilet trzeba zapłacić.

No więc jadę do tych kaczek, które łażą w te i we wte, albo nurkują w brudnej wodzie, chyba, że jest lód, to wtedy ślizgają się po lodzie i rechocą, gdy któraś się wywali. Przychodzę do nich i siadam na ławce, a one zlatują się do ogrodzenia i mówią „siewka”, „no i jak tam”, „co nowego”, „napisałeś coś?”. Jeszcze chwilę daję się prosić, a potem wyciągam kartki i czytam im wszystkie nowe rzeczy. Pchają się do ogrodzenia i jedna przez drugą „niezłe”, „świetne”, „oby tak dalej”. Zawsze im się podoba, nigdy nie słyszałem słowa krytyki. Za to gdzieś w połowie drugiej kartki przyjeżdża melex, pakują mnie do niego i wywożą za bramę.

Gdy ląduję na chodniku, wciąż jeszcze słyszę w głowie „ej, faszysto, zostaw go!”, „gdzie z tym wózkiem, idioto?”, „hej, wróć niebawem, to było niezłe”. Otrzepuję się i wracam do domu pisać. Choć czasem mam wrażenie, że się ze mnie nabijają.

 

Ilustracje: spinelli/pinezka.pl, ydorius/pinezka.pl