ilustr. spinelli/pinezka.pl
A. była piękną kobietą. Kiedy szła ulicą, wszyscy się za nią oglądali, na równi mężczyźni i kobiety, i wszyscy czuli to specyficzne uczucie, gdy tuż koło nas paraduje piękno we własnej osobie. Uczucie, dodajmy, nie tylko fizyczne, lecz również psychiczne: doświadczenie własnych niedociągnięć w tym względzie, bo niezależnie od tego, jakby u nas było dobrze, u A. było jeszcze lepiej – z oczywistym w takich przypadkach uwzględnieniem różnic płci.

A. paradowała więc wzdłuż i wszerz miasta, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że jest najpiękniejsza i że gdyby Platon chciał znaleźć personifikację idei piękna, to ona by nią właśnie była. To znaczy ujmijmy to ściślej: A. pomyślałaby to, gdyby Platon nie kojarzył jej się z gatunkiem drzewa liściastego.

Któregoś razu, spacerując jak zwykle, A. poczuła kłucie w boku. Kłucie to szybko przerodziło się w prawdziwy ból, który niemal natychmiast wyłączył A. wizję, skutkiem czego ideał sięgnął bruku. Wszyscy ludzie dookoła, jak jeden mąż, rzucili się na pomoc, po części z przerażenia, że coś mogło jej się stać, po części dlatego, że była to pierwsza i być może ostatnia okazja, by dotknąć A. osobiście – oczywistym bowiem było to, że będąc wcieleniem piękna nikomu nigdy nie pozwoliła się nawet musnąć.

A. przetransportowano do lekarza, który, nie bez estetycznej przyjemności (choć trzeba przyznać, że zachował się wyjątkowo etycznie jak na okoliczności), dokonał dogłębnych badań, po czym wyszedł do cisnących się w poczekalni ludzi, by oznajmić, że A. nie żyje (co było zresztą zgodne z prawdą). Tłum wyraził ubolewanie, a jedna pani nawet próbowała zemdleć, ale ponieważ nikt się nie przejął jej stanem w obecnych okolicznościach, sama się podniosła z upadku i doprowadziła z powrotem do porządku.

estetyka.gif

   Potem wszyscy się rozeszli, a kilka miesięcy później ratusz opublikował wyniki badań przestępczości, która od czasu śmierci A. wyrobiła 315% normy. Wyjaśnienie, leżące u podłoża raportu, zwracało uwagę na rosnącą liczbę emigrantów i niewesołe losy pracodawców, ale ludzie wiedzieli swoje. A., odebrawszy swoją istotę miasteczku – wbrew poglądom behawiorystów – drastycznie zaniżyła estetyczne standardy, co znacząco wpłynęło na obserwowalną rzeczywistość.

Ilustrowała: spinelli/pinezka.pl