ilustr. Anna Fudyma/pinezka.pl

Pan Tofelek, jak zwykle na kacu, sięgnął po winogrono.
– Ekhm, na pańskim miejscu bym tego nie jadł – rzekł szybko Dupek, któremu Pan Tofelek właśnie składał wizytę – to jest mały eksperyment. Te winogrona położyłem na stole trzy tygodnie temu i cały czas wyglądają jak świeżo zerwane.

Pan Tofelek zdziwił się uprzejmie.
– Prowadzę małe studia z zakresu metod konserwacji żywności – wyjaśnił Dupek – w lodówce mam też dwutygodniowe truskawki i trzymiesięcznego brokuła. Zastanawiam się, ile jeszcze pociągną.
– Fascynujące – odparł Pan Tofelek – a czym je pan konserwuje?
– Ja? Niczym. Ja je kupiłem w celach spożywczych, ale podejrzanie długo zachowują świeżość. Cele spożywcze porzucilem, po pierwsze z ciekawości, po drugie ze strachu.
– Coś takiego! Wobec tego, raczej jada pan steki?
– Raczej nie – odezwał się ponuro brat Dupka, antyglobalista – tutejsze mięso, że tak powiem, to czwarty stan skupienia wody, a nie jedzenie. Zauważ pan, że jeśli włoży pan mięso w brytfannie do piekarnika, to po chwili ono będzie pływać w wodzie. Której pan nie nalał – oczy Dupkowego brata zwęziły się – pompują wodę w mięso, a wcześniej szpikują je chemią, żeby woda zechciała tam wejść. Pan płaci za wodę jak za mięso, a korporacje napychają kieszenie pańską naiwnością.
– Że nie wspomnę o metodach hodowli – odezwał się szwagier Dupka, weganin. Nie jadał żadnych potraw pochodzenia zwierzęcego.

Zaczął sypać jak z rękawa mrożącymi krew w żyłach historiami o nieludzkim (a może właśnie bardzo ludzkim) traktowaniu zwierząt hodowlanych. Nie tykał nawet miodu w ramach solidarności z pszczołami. W zasadzie głównym źródłem jego pożywienia – wyjaśnił – jest soja pod różnymi postaciami.

 Ale z soją też był problem. Kuzyn Dupka, skrajnie nawiedzony ekolog dowodził, że to właśnie przez takich oszołomów jak szwagier, soi nie starczy dla całej ludzkości, co się wiąże z genetycznymi modyfikacjami, zwiększającymi wydajność jej hodowli. A na rezultaty – przepowiedział złowieszczo – niedługo nam przyjdzie czekać.

Stryj Dupka usiłował przekonać towarzystwo do polowań, dowodząc, że to jeszcze najlepsze dla wszystkich (z wyjątkiem korporacji, ale tych nikomu nie szkoda) rozwiązanie. Antyglobalista był za, miłośnik zwierząt przeciw, wkrótce panowie zaczęli się tłuc w obronie swoich argumentów. Zrobiło się cokolwiek późno, a Pan Tofelek musiał jeszcze zrobić zakupy. Wycofał się chyłkiem i udał do sklepu.

Długo szukał na półkach czegoś, co nadawałoby się do jedzenia, a było w miarę ekologiczne, antyglobalistyczne i nie nosiło znamion okrucieństwa wobec zwierząt. Przez chwilę rozważał zakupienie flaszki, ale że był na kacu, porzucił ten zamiar. W końcu znalazł produkt w miarę bezkonfliktowy i udał się ze zdobyczą do kasy.
– To wszystko? – spytała kasjerka, pakując w reklamówkę Proszek Do Pieczenia Nie Modyfikowany Genetycznie.

ilustr. Anna Fudyma/pinezka.pl

 

Ilustracje: Anna Fudyma/pinezka.pl