Pan Tofelek, jak zwykle na kacu, wykonywał codzienne, rutynowe czynności. Poprzedniego dnia zrobił solidne zakupy, bo jakoś ostatnio tak był zajęty wyższymi celami, że zaczynało w domu brakować podstawowych artykułów. Otworzył kartonik z pastą do zębów, nadusił tubkę, zaklął szpetnie, odkręcił zakrętkę, przebił malutką membrankę, zakręcił, co trzeba, wycisnął słupek pasty na szczoteczkę i wyszorował zęby.

Wyszorowawszy je i ogoliwszy się, sięgnął po wczoraj zakupiony płyn do płukania ust. Nadgryzł zębami foliową banderolkę z napisem „nie używać, jeśli banderolka jest zniszczona lub zerwana”, otworzył butelkę i zagulgotał. Wypłukawszy jamę ustną, zabrał się do celebracji poranka.

Permanentny stan kaca wymagał uzupełniania witamin i mikroelementów, toteż sięgnął po pudełeczko, zdarł z niego przezroczysty kapturek foliowy z nadrukiem „brak tego zabezpieczenia dyskwalifikuje produkt i nie wolno go używać”. Zdjął przykrywkę, nie bez problemu, bo najpierw należało ją nacisnąć w ściśle tajnym miejscu, łyknął pastylkę i zaczął powoli dochodzić do stanu używalności.

Podążył do lodówki, wyjął jogurt, otworzył wieczko, zdarł folię z napisem „jeśli folia jest zniszczona lub usunięta,  artykuł nie nadaje się do sprzedaży”. Zjadł zawartość pojemniczka, nawet się nie zastanawiając nad treścią wypisaną na foliowym zamknięciu.

Wyjął chleb z woreczka (zamkniętego na drucik) i masło orzechowe.
Mało mu było. Sięgnął po pojemnik z jajkami i kartonik z masłem. Wyjął dwa jajka, po namyśle dołożył trzecie. Szarpnął za pasek na opakowaniu masła, oznakowany przerywaną linią, oznaczającą, że tędy i owędy należy ten kartonik otworzyć. Ukazał się napis, ukryty pod paskiem: „to pudełko zostało otwarte”. Pan Tofelek zatrzymał się w pół kroku.
– O w mordę – pomyślał – kurde bele.
Pudełko dało mu do myślenia.

Zaczął ustawiać przed sobą na stole wczorajsze zakupy.

Jajka. Chleb. Dezodorant. Pastę do zębów. Dżem. Herbatę. Oranżadę w proszku. Mydło w płynie. Płyn do mycia. Cukier. Mąkę. Miód. Orzechy. Masło orzechowe. Masło bez orzechów. Kiełbasę. Ser. Batoniki. I coś tam jeszcze.

Do późnego popołudnia zeszło mu ustalanie, czy któryś z tych artykułów mógł mieć na sobie banderolkę, plombę czy inną folię zabraniającą używania produktu, jeśli ta banderolka, plomba, czy folia została usunięta, a on o tym nic nie wie. Przecież na logikę nie mógł wykluczyć, że takie na przykład jajka miały, a jakże, takie zabezpieczenie. Gdyby je wciąż miały, to by o tym przeczytał, na tym zabezpieczeniu właśnie. Ale jeśli ktoś, powodowany złymi zamiarami, folię, a wraz z nią informację na jej temat, zdjął?

Pan Tofelek już nigdy nie odzyskał beztroski i spokoju ducha w temacie konsumpcji.