– Panie Grzybek, słyszał pan, że jakiś Amerykaniec po czterdziestu siedmiu latach zwrócił do czytelni pożyczoną książkę?
– Nie. To kompletny frajer. Pamiętał jeszcze gdzie ta biblioteka?
– Widocznie pamiętał, bo do tego zapłacił przeszło sto dolarów kary.
– Panie Talon, po tylu latach książka nabiera wartości. Powinni ją przyjąć za darmo! U mnie stół w jadalni ma jedną krótszą nogę i dziesięć lat temu podłożyłem pod nią książkę, żeby można było wygodnie jeść.
– Panie Grzybek, widzę że pan czyta książki!
– Nieee. Książkę wypożyczyła moja córka. Panie Talon, kto ma cierpliwość przewracać sto pięćdziesiąt stron książki? Ja do tego nerwów nie mam. Wystarczy mi gazeta codzienna. I tak czytam w niej tylko najciekawsze rzeczy.
– Na przykład jakie ostatnio?
– Facet urodził się bez ucha i urzędniczka nie chciała mu wyrobić nowego dowodu osobistego. Teraz będzie miał kłopoty z policją. Pomyślą, że on specjalnie uciął sobie ucho po obrabowaniu banku, żeby go nikt nie poznał. Ale to głupi człowiek. Po co się skarży? Przylepiłby sobie plastykowe ucho do robienia zdjęcia i już by nie było problemu.
– Ma pan rację. To są ciekawe wiadomości.
– Albo ten artykuł: „Cierpiący na syndrom Leonitesa”. Czyli kukułcze jajo. Okazuje się, że w Europie na dziesięć narodzonych niemowląt jedno jest przyniesione z miasta przez kobietę jako podarek dla mężulka. A on rozpływa się ze szczęścia na widok bobasa. To jeszcze nic – w Anglii jest takich kukułczych jaj trzy na dziesięć urodzin! Nie chcę nazwać tego po imieniu, ale to jest burdel na kółkach. W Polsce zrobiono ankietę: ilu mężczyzn miała kobieta w życiu. Okazało się że 4,7. Tych czterech to ja rozumiem. Wybiera się tego jedynego na całe życie. Ale te 0,7? Jak można to zrozumieć? Przecież to kaleka. Na kogo kobiety latają? Okazuje się, że jest u nas coraz więcej zaprzeczeń ojcostwa. Słyszał pan? Ten Furman z drugiej ulicy widocznie to czytał i nagle się zaniepokoił. Wszyscy mówili mu, że jego synek taki podobny do niego. On zażądał, żeby zbadać ojcostwo. Żona śmiała się z niego, bo wiedziała, że on jest ojcem malucha. Poszli się zbadać. Wybulili tysiąc pięćset złotych, więcej niż becikowe.
– No i co się okazało?
– Że on nie jest ojcem szczyla. Ale najgorsze, że jego żona nie jest matką nowonarodzonego. Panie, co tam się dzieje! Bo Furmanowa już go karmiła swoim mlekiem. A Furman krzyczy, że to mu wejdzie w geny i przepadło. Tego dnia w szpitalu urodziło się jedenaście noworodków, ona nawet nie zauważyła, czy u niej była córka czy chłopak. Jedna rodzina już wyjechała z dzieckiem do Nowej Zelandii. No i teraz szukaj pan swojego dziecka. Zamienili im na coś innego.
– A pan, panie Grzybek, jest pewien ojcostwa swojego syna?
– W stu procentach. On jest leniwy tak jak ja.
– No to ma pan szczęście. Rzeczywiście, ta gazeta warta była wydatku.
– Panie Talon, będziemy liczyli kaczki krzyżówki w Warszawie. Tak tu pisze.
– To mamy aż tyle kaczek w Warszawie? Ja myślałem, że tylko kilka.
– Widocznie tak. Ale z tymi krzyżówkami, czegoś nie rozumiem. Zwykła kaczka już się nie liczy? Widział pan w życiu kaczkę krzyżówkę, panie Talon?
– Nigdy. Ja zasadniczo po jeziorach nie pętam się. Ale dlaczego liczymy je zimą? Latem jest łatwiej, bo składają jaja i siedzą w gniazdach.
– Panie Talon, jeszcze trochę i przyjdzie do nas ta ptasia grypa. I wszystkie kaczki pójdą na odstrzał. Będziemy jeść rosół z kaczek.
– Trzeba przyznać, że taki rosół jest smaczny. Ale co nam z tego, że będziemy wiedzieli, że w Warszawie kaczki się rozmnożyły i jest ich tysiąc?
– Wtedy okaże się, że u nas jest więcej kaczek niż w innych stolicach Europy. Unia daje pieniądze na wszystko. Dostaniemy nagrodę. Za te pieniądze będziemy liczyć wróble. I znowu dostaniemy nagrodę. Ludzie zarobią przy liczeniu.
– Liczenie ptaków jest nic nie warte. Można po cichu dodać kilka tysięcy i nikt nie będzie wiedział. Przecież takiego liczenia nie można sprawdzić, bo ptaki są ruchliwe. Dziś tu, jutro tam.
– Panie Talon. Boli pana, że u nas będzie najwięcej kaczek w Europie?
– Nieee. Niech będzie. Nie obchodzi mnie. Bo kaczki nie srają na głowę tak jak gołębie.
– A to, że w Szczecinie kobieta urodziła dziecko ważące siedem kilo. Jak ona taszczyła w brzuchu takie coś? Ja wracam z zakupów z koszykiem siedmiokilowym i już mam jedna rękę dłuższą od drugiej o jakieś kilka centymetrów. Dzielna baba.
– Niech mi pan pożyczy tą gazetę na wieczór. Widzę, że warto ją przeczytać

 

Inspiracje:
Strzeż się kukułczych jaj – cierpiący na syndrom Leontesa
Coraz więcej mężczyzn decyduje się na badania DNA, potwierdzające ojcostwo
Interia.pl 11.01.2007

Wielkie liczenie kaczek w Warszawie
Gazeta Wyborcza 11.01.07

 

Ilustrowała: spinelli/pinezka.pl