ilustr. spinelli/pinezka.pl
Kiedy wróciłem do domu, w drzwiach zastałem kartkę. Kartka była złożona na czworo i po rozłożeniu poinformowała mnie, że niezależny wydział ekologiczny mojej spółdzielni dokonał pomiarów i wyszło mu, że w moim mieszkaniu panuje nieprawidłowa atmosfera i mikroklimat też. Konkretnie idzie o to, że przyczyniam się walnie do ocieplenia lokalnego naszego osiedla.
A wiadomo, pouczała kartka zieloną czcionką na odwrocie, że dużo ociepleń lokalnych owocuje ociepleniem globalnym, co jest nie po myśli Unii Europejskiej, a to na skutek solidarności z Holandią.

Przekręciłem klucz w zamku i zacząłem intensywnie myśleć. Nie mogę otworzyć okien, bo wtedy moje ocieplenie lokalne wyfrunie na zewnątrz i wówczas Holandia jak nic pójdzie na dno. Nie powinienem się za bardzo ekscytować, bo się zgrzeję i też będzie niedobrze.

Chłodnym okiem oceniłem więc sytuację, wyziębiłem emocje i przeniosłem łóżko do kuchni, prosto pod otwarte drzwi lodówki. A mój list sprawozdawczy, którego kopie przesłałem do spółdzielni i ambasady Holandii, utrzymany był w lodowatym tonie.