Piesek

Lwiątko wróciło dziwnie rozpromienione.
Zamiast jednak, jak zwykle, od drzwi wywrzeszczeć nowinę, usiadło spokojnie na fotelu, utkwiło oczy w panoramicznym oknie i ważyło tajemnicze myśli.
Lew i Lwica niczego, oczywiście, nie widzieli.
– Kupię sobie psa – rzekło wreszcie niby od niechcenia.

Komentarz był zerowy. Coś wisiało i nie spadało, więc Lwiątko brnęło dalej.
– Oni mają psa. Jaki śliczny! Ja też chcę.
Lwica jednego była pewna – coś trzeba powiedzieć.
Lew był pewien drugiego – nie chciał psa w domu.
– A starczy ci pieniędzy po kupieniu gier – spróbowała pomacać grunt Lwica.
– Nie chcę już gier, przynajmniej na razie. Jaki on śliczny!
– Lwiątko oddeklarowało elektronikę, a zadeklarowało podziw dla obcego czworonoga.
– Tak… – rzekł Lew powściągliwie.
– To kiedy kupujesz? – Lwica przeszła do konkretów widząc w tym najprostszą drogę do celu.
– Właściwie to wolałbym go dostać w prezencie. I to mógłby być pies nas wszystkich! – Lwiątko wykazało się nie lada pomysłowością.
– Ja już kiedyś miałem psa – rzekł ostrożnie Lew – i na razie nie chcę mieć innego. Jeśli będziemy mieli w domu psa, to nie będzie to mój pies.
Lwiątko już wiedziało, że ojca teraz nic nie przekona. Jedyny ratunek w mamie.
– Będziemy mieli psa, prawda? Będziemy się z nim bawić! – agitowało trochę za głośno.
– Ja też się będę z nim bawić – powiedział niespodziewanie Lew – ja tylko nie będę nic przy nim robić. Będziesz musiał wszystko zrobić sam. No, może nieraz z pomocą mamy. Jeśli się zgodzi.
– Wszystko? – jęknęło Lwiątko.
– Wszystko! – nie pozostawił cienia wątpliwości Lew – nakarmić, wykąpać, posprzątać, wreszcie wyprowadzić na spacer bez względu na pogodę, chęć i wszelkie inne okoliczności. A z doświadczenia wiem, że często nie jest to łatwe.
Lwiątku nagle perspektywa posiadania pieska wydała się bardziej odległa niż Alfa Centauri.
Mimo to postanowił:
– To ja wszystko zrobię. Naprawdę! – dodał widząc nieco niepewną minę ojca.
– I nawet zostaniesz z nim w domu, gdy my pojedziemy na wakacje? – spytał Lew.
– Przecież są psie hotele!
– Lub zapłacisz za hotel?
Z wszystkich rzeczy na świecie Lwiątko było pewne tych dwóch.
Za nic na świecie nie opuści takich fantastycznych wakacji, jakie ma co roku z rodzicami.
I na razie nie będzie go stać na opłacenie psiego hotelu.
– Kupicie mi później, dobrze? Może na gwiazdkę – zamruczało potulnie Lwiątko.
– Może tak, może nie – powiedział Lew – jeśli będzie temat, to będzie i decyzja.

 

Budzik

Budzik w pokoju Lwiątka dzwonił od pięciu minut. Wreszcie spod kołdry wysunęła się długa łapa i uśmierciła gada.
– Lwiątko, wstawaj – powiedziała Lwica najsłodziej jak umiała wchodząc do pokoju.
Lwiątko ani drgnęło.
– Lwiątko, już po siódmej, budzik dzwonił.
Lwiątko być może drgnęło. Jednakże dalsza obserwacja wypadła negatywnie.
– Lwiątko, nie śpij. Trzeba wstawać.
– Trzeba wstawać, nie śpij – dodała Lwica po dłuższej chwili.
– Musisz iść do szkoły – dodała po następnej.
– Wstawaj, nie możesz się spóźnić.
– A jeszcze musisz się wykąpać – to po dalszej chwili.
– Lwiątko, nie śpij, otwórz oczki – przekonywała Lwica.
– Lwiątko, pokaż mi swoje oczki. Jakie oczki ma Lwiątko? No jakie? Niebieskie, taaak? – Lwica ciągle nie traciła nadziei, że Lwiątko ruszy choć jedną powieką.
Lwiątko naciągnęło poduszkę na głowę.
– O! – ucieszyła się Lwica – Lwiątko żyje! Lwiątko ożyło!
Budzik znowu zadzwonił.
– Lwiątko, patrz, już minęło pięć minut. Nie zdążysz do szkoły – nie wyłączając budzika Lwica spróbowała innej melodii.
Długachna łapa przywaliła budzikowi.
– To co, Lwiątko, już wstajesz? – Lwica dzielnie kontynuowała swą ranną piosnkę.
Lwiątko znów ruszyło ręką, a może nawet nogą.
– Lwiątko, teraz usiądź. Możesz zamknąć oczy, ale usiądź – powiedziała spokojnie Lwica, choć wiedziała, że jeszcze nie widziała otwartych oczu Lwiątka.
Kawałek lwiątkowego ciałka wysunął się spod kołdry. Lwica nie ukrywała zachwytu.
– Super, Lwiątko, teraz sobie posiedź, odpocznij, a za chwilę idź się wykąpać.
Lwiątko z ogromnym ociąganiem usiadło bokiem. W Lwicę wstąpił nowy duch.
– Tak ci niewygodnie, lepiej spuść nóżki na dół, podeprzyj sobie główkę, by ci nie spadła na podłogę, tak, rączkami, bardzo dobrze. Jak tylko się wykąpiesz, śniadanko będzie czekało. Co ci zrobić na śniadanko? Jajeczko, chlebek, jedno i drugie. A z czym chlebek? Jajeczko ugotować? Jak ugotować? Na twardo? Lubisz na twardo, zjesz na pewno…

Lwiątko wolniutko zwlokło się z łóżka i jeszcze wolniej powlokło się do łazienki.
Po chwili rozległ się odgłos wody z natrysku. Lwica odetchnęła głęboko.

Jeszcze tylko jakieś piętnaście lat i będzie go budzić jego żona.

 

Lego

Lwiątko postało chwilę na schodach, a potem zeszło na dół. Ale nie samo.
Za Lwiątkiem zeszło Lego. Dość szybko i niezbyt cicho.
– Oho – Lwica czuła, że powinna umotywować.
Lwiątko ostentacyjnie otworzyło wielki karton. Wysypało część klocków i zaczęło je dopasowywać.
– A mówiłem, że Lego najlepsze – Lew dźwięczał znad gazety.
– Bardzo rozwija – wtórowała Lwica.
– Działa na wyobraźnię.
Lwiątko przyczepiło kolejny klocek.
– Przestrzenną, najbardziej przestrzenną – Lew byłby chory, gdyby tego nie rzekł.
Lwiątko wyłowiło ze stosiku kilka kolejnych kształtów i próbowało połączeń.
– Bardzo uczy planować – Lwica nie mogła być gorsza.
– Jak się dobrze zaplanuje, to reszta już leci.
Od budowli odpadł klocek.
– Uczy też solidności. To na przyszłość jak znalazł – Lwica dalej motywowała.
Mostek między wieżyczkami spadł na dół.
– Można sobie wyrobić poczucie odległości i przestrzeni – nie wiadomo, czy Lew przekonywał Lwicę, czy siebie.
Mimo wysiłków Lwiątka wieżyczka spadła pociągając za sobą kilka gorzej umocowanych elementów…
– Wizja, trzeba mieć wizję – szybko, nawet jakby za szybko powiedział Lew.
– Zgadza się, bez wizji klapa.
Nagle padł mur. Lwiątko podniosło kawał muru i próbowało go umocować w całości.
– I wytrwałość. Trzeba dużo wytrwałości – rzuciła niby w powietrze, a jednak zerkając na mur Lwica.
Mur się nie przymocował. Złamał się na kilka części, a siłą rozpędu ściął drugą ścianę.
– Oczywiście z czasem nabiera się wprawy – ratował sytuację Lew.
Ale było już za późno. Lwiątko bowiem trzymało w rękach kontroler PS2.
Ekran rozbłysnął i niskoszybujący potwór przeleciał koło głowy Lwa. Lew się odruchowo uchylił, zaś Lwiątko mruknęło:
– A PS2 wyrabia refleks.