Pewien kacyk afrykański
Sam nie wiedząc co zarządzić,
Raz na pomysł wpadł szatański
By cudzołożników sądzić.

Okazało się niebawem,
Że niewiasta niewidząca,
Dzięki czynom swym nieprawem
Wkrótce się doczeka brzdąca.

O ratunek do malama
Wnet zwróciła się nieboga:
Pomóż! Nie dam rady sama!
Dam dukatów! Co za trwoga!

Malam myśląc mało wiele,
Kształty tłuste podziwiając,
Rzekł: Ja rady ci udzielę:
Wygrasz – wszystkich oskarżając.

Gdy zadadzą ci pytanie
Czyje nocne to podboje,
Powiedz: Ślepa jestem, panie,
Ale z głosu sądząc – twoje.

Idź, niech Allah ciebie strzeże,
A zapłata – nie uciecze!
Poszła dziewka silna w wierze,
Że się kara jej upiecze.

Sędzia pierwszej instancyji
Sytał czyje w łonie dziecię:
Ależ twoje, àlkaalii,*
Głos twój poznam wszędzie w świecie!

Sędzia precz odesłał babę:
Dialekt jej niezrozumiały!
Nie na moje nerwy słabe
Proces ten i kodeks cały!

Wyższy sędzia też próbował
Za uczynek skazać dziewkę,
Lecz rozwagi nie zachował
Usłyszawszy starą śpiewkę.

Cóż za wiedźma opętana!
Czarownika mi wezwijcie!
Albo lepiej wprost do pana,
Władcy mego ją wyślijcie!

Kacyk w swoim majestacie
Stracił nieco z animuszu,
Gdy jej sztuczki (pamiętacie?)
Do dostojnych doszły uszu.

Obłąkana! – rzekł niewieście,
Kary wzdragam się wymierzyć,
Idź i ukryj się gdzieś w mieście
Godnie życie swoje przeżyć.

Nie zdradziwszy „kto zacz” taty
Dziewka nogi za pas wzięła,
Lecz gdy malam chciał zapłaty,
Znowu śpiewkę swą zaczęła.

Z fiutem żeś się, panie bracie,
Musiał pozamieniać na łby!
Tydzień dymie mnie w swej chacie
I zapłaty jeszcze chciałby!

Oczów Allah mi poskąpił,
Ale że jest sprawiedliwym,
Słuchem zacnie je zastąpił:
Ojcem dziecka tyś prawdziwym!

Malam odszedł srogi w gniewie,
Aż zgrzytały mu zębiska,
I rozmiarów złości nie wie
Kiedy prawdą w oczy ciska:

Głupcem człek, co to się dzieli
Z niewiastami swoim sprytem,
Bo, jak mędrcy powiedzieli,
Sam oberwie zdrowo przy tem.

—-
* (hausa): sędzia