Lato, lato, daj mi różę,
Lato, lato, zostań dłużej

Akurat! Widzioł ftosi takie lato, co by zostało dłuzej? Nifto nie widzioł! I jo tyz nie. Bo lato końcy sie 23 września i ślus! Nimo na to zodnej rady.

Nocka jest dłuzso niz dzień, kosulki z krótkim rękawem na palta trza zamienić i juz nie tylko ucniowie, ale i studenci do nauki broć sie musom. Właściwie to mozno nawet pedzieć, ze lato nie 23 września, ale juz 31 sierpnia sie końcy. Astronomowie by sie z tym nie zgodzili, ale my wiemy lepiej. Fto chodzi do kina, ten wie jak to jest, kie pojawio sie napis THE END i zaroz potem lecom napisy końcowe – niby wiadomo, ze dopóki idom te napisy, film sie jesce nie skońcył, ale juz jest tak, jakby sie skońcył, więksość ludzi podnosi sie z krzeseł i pędzi ku wyjściu. No i z latem we wrześniu jest podobnie – niby dopóki 23 września nie nadejdzie, lato jesce trwo, ale syćka cujom, ze tak naprowde ono sie skońcyło i zacyno sie wielki powrót z gór, znad morza, znad jezior i nie wiem z cego tam jesce ku sarej codzienności. I tęsknica wos, ludzi, za latem chyto, i zol, ze lato nie fce dłuzej potrwać, a wroz z tym zolem nienawiść ku jesieni wos ogarnio – za to, ze takie pikne lato wygryzła.

I co wte robić? No, co? Powiem wom – polubić jesień. A do sie polubić jesień? Pewnie, ze sie do! Moze nie wsędzie, ale som takie miejsca, ka sie do. Na przykład w takiej Tylmanowej. Wiecie, ka Tylmanowa lezy? Jak nie wiecie, to weźcie se mape Gorców i posukojcie. Abo nie, nie biercie mapy, sam wom wytłumoce.

Wystarcy, ze udocie sie do Krościenka (ka jest Krościenko, to juz chyba wiecie), potem z tego Krościenka musicie posuwać sie na północ, wroz z biegiem Dunajca. No i po paru kilometrak dotrzecie do wsi Tylmanowa. A w tej wsi – mając Krościenko za sobom – po lewej stronie bedziecie mieć Gorce, a po prawej, po drugiej stronie Dunajca widocek na Beskid Sądecki. Ale jaki widocek! Krucafuks! Jeśli momy miesiąc październik, to uwidzicie cosi naprowde bajkowego! Góry porośnięte bukami, a te buki pokryte sakramencko kolorowymi liściami… Zreśtom co jom wom bede ten widocek opisywoł. Tego opisać sie nie do! Mógłbyk posukać jakiejś fotki tamok wykonanej – ale tego tyz nie zrobie, bo nawet najpikniejso fotka nie oddo krasy tego miejsca. To trza na ocy własne uwidzieć i telo! A jak uwidzicie, to zaroz w jesieni sie zakochocie! Ocywiście latem te wiersycki nad Tylmanowom tyz som pikne i bajkowe. Ale latem pedziołbyk, ze ik bajecność nie jest jesce do końca dojrzało, natomiast jesieniom – juz jest.

Ta Tylmanowa to ocywiście ino taki przykład. Som i inkse miejsca w Beskidak, ka mozno w jesieni sie zakochać. Poza Beskidami tyz som. Jo ocywiście syćkik takik miejsc nie znom. Ale posukojcie ik dobrze wokół siebie, tak jest: sukojcie, a znajdziecie (myśle, ze Pon Bócek nie odmówi mi kopirajta na posłuzenie sie tutok tym ewangelicnym cytatem).

Nie zdziwie sie, jak ftoś mi teroz powie: – Eh, owcarku, owcarku. Moze i jesień potrafi być pikno, pełno kolorów, ale to ino w październiku, a casem nawet niecały październik. Po październiku przychodzi listopad. A w listopadzie kolorowyk liści na drzewak juz nimo, jest za to barzo krótki dzień, zimnica, dysc, wiater i grypa – dobrze, jeśli nie ptasio.

No, to syćko prowda. Ale cemu w listopadzie momy być smutni? Dyć grudzień juz blisko! A jak grudzień, to i pikne święta! A po świętak, to juz dzień coroz dłuzsy, a noc coroz krótso sie robi! Tyz piknie! A potem juz piknom wiosne momy! A potem pikne lato! I wte juz nie bedziemy nostalgicnie śpiewać: Lato, lato, zostań dłużej, ino radośnie: Już za parę dni, za dni parę… Hau!

Fot.: summa/pinezka.pl