ilustr. Joanna Titeux/pinezka.pl
Siedziałem w kawiarni. Zamówiłem espresso. Czekałem znudzony. Na pobliskim krześle leżał kawałek gazety. Zajrzałem, co tam jest. Pod jakimś artykułem pewna dama napisała: „Chłopcy mają penisa, dziewczynki pinezkę”. Zdziwiło mnie to bardzo. Nic nie rozumiałem. A ja jestem oczytany. Czytam komiksy.

Nagle jakaś młoda panna zapytała, czy krzesło przy moim stoliku jest wolne.
– Tak. Bardzo proszę.
Zamówiła sok ananasowy.
– Czy mogę panią o coś zapytać?
– Oczywiście.
Pokazałem jej ten kawałek gazety.
– Może pani wie co to jest penis?  Bo to niby polszczyzna, ale ja się gubię w tym.
– Siusiak. Zwykły siusiak, jak każdy z was ma.
– A ten penis, to zmienione ze względu na to, że wchodzimy do Unii Europejskiej?
– Nie.
– A od kiedy tak naukowo?
– Myślę że od czasu komuny. Żeby było bardziej estetycznie.
– Ale jak ja komuś na ulicy powiem: ty penisie! To co on zrozumie?
Moja sąsiadka zaczęła się zastanawiać.
– On może panu odpowiedzieć, że nazywa się Warszawski.
– No widzi pani. Już heca. A jak komuś powiem, że on jest ch…j, to zaraz zrozumie. Tak po ludowemu to jakoś lżej wychodzi z ust.
– Ma pan rację. Ja też nie słyszałam, żeby rzucali się penisem na ulicy.
– A ta u pani, pinezka, to też unowocześnienie? Bo przedtem mówiło się jakoś inaczej.
– Jaka pinezka?
– No, ta z drugiej części zdania.
– Ja nie mam żadnej pinezki – powiedziała ze śmiechem dziewczyna.

Nie chciałem przetłumaczyć jej na polski język, żeby się nie obraziła. Ale być może ona nie ma pinezki. Pierwszy raz spotykam kobietę bez tego interesu. Myślałem już, żeby z nią zacząć. Ale z kobietą bez pinezki, to jakoś nieporadnie.
Rozstaliśmy się jak starzy znajomi.

ilustr. Joanna Titeux/pinezka.pl   Szedłem do mojej Agaty. Przechodziłem koło mojej dawnej szkoły – tu powinni wiedzieć. Było już około trzeciej, wszystkie pokoje puste. Nagle zobaczyłem jakąś kobietę.
– Dzień dobry, pani sekretarko.
– Dyrektorko – zasyczała.
– Przepraszam, ale jeszcze pani nie znam. Mam pewne pytanie.
– A co panu do tej szkoły?
– Tu się uczyłem.
– A kto był pańską wychowawczynią?
– Ruda.
Dyrektorka zamyśliła się. Wyjęła jakiś dziennik i zaczęła przekładać kartki.
– Tak. Była taka. Ale jeszcze przed moim przybyciem.
– Co z nią? – zapytałem.
– Przeszła na emeryturę ze względu na stan zdrowia. Jej kochani uczniowie podłożyli pod jej krzesło petardę. To ją wykończyło. A pan ukończył naszą szkołę?
– Całą podstawową.
– I nic więcej?
– Nie.
– Niewiele tego studiowania.
– Ale po co dalej studiować? Goldsztein z mojej klasy jest milionerem. A skończył tylko 5 klas. I to z dużą trudnością. Rozmawiałem z nim kilka dni temu, pytałem się, jak mu idzie z handlem. Powiedział: „Ja kupuję za 10 złotych, sprzedaję za 100 złotych i mam swoje 10 procent”.

Dyrektorka milczała.
– Po co pan tu przyszedł?
Pokazałem jej ten kawałek gazety.
– To z brukowej gazety?
– Jakiej brukowej? Ja nigdy nie podnoszę niczego z bruku. Zawsze kupuję w naszym kiosku.
– W kioskach jest pełno brukowych pism.
– W moim żadnego bruku nie ma. Sprzedawczyni zasłoniła pornografię firanką z taką wielką dziurą. Żeby dzieciaki tego nie widziały.
– W końcu może pan powie, czego pan chce?
– Co to jest pinezka? Bo ten penis to estetyka.
Dyrektorka patrzyła się na mnie, milcząc.
– Kto to panu powiedział?
– Dziewczyna.
– Tak, z kobietami to różnie bywa – powiedziała.
– Ale właściwie chodzi o tę pinezkę – stwierdziłem. – Co to jest? Tak dokładniej. Może to taka nowoczesność w związku z naszym wejściem do Unii? Ale jedna kobieta już tego nie miała. Więc nie wiem, co myśleć?
Dyrektorka niespecjalnie wiedziała, co ze mną zrobić. Wzięła gruby słownik i zaczęła szukać. Tylko jedno znaczenie. Nic więcej. Otworzyła szufladę i wyjęła pinezkę.
– Może pan to sobie zabrać na pamiątkę.

„Ona coś ukrywa” – pomyślałem. Za kulturalna. Mogłaby powiedzieć okrężnie – muszelka. Ja bym się nie obraził, że tak kołuje. Kultura ludzi zabija. Podziękowałem i ruszyłem do Agaty.

Agata była w domu.
– Słuchaj. Od dzisiaj twój interes nazywa się pinezka – oświadczyłem dumnie.
– Zwariowałeś. Ja nie mam żadnego interesu.
Pokazałem jej ten kawałek gazety. – Zobacz. Jak byk pisze, pinezka.
– A jaka to gazeta?
– Nie wiem. Bo tylko był ten kawałek.
– Może to jakaś lekarska gazeta?
– Bardzo możliwe. Ale ty przecież pracujesz w informacji telefonów. Wy tam wszystko wiecie.
Agata zadzwoniła do swojej koleżanki z informacji, która właśnie była na dyżurze.
– Powiedz mi, co to jest pinezka?
– Nie wiesz? To przecież pismo wydane przez kobiety. Może dla kobiet.

Wiedziałem, że moja Agata wszystko wie. Po jaką cholerę pętałem się do mojej szkoły? Te wszystkie dyrektorki tylko udają, że coś wiedzą. Okazuje się, że nic nie wiedzą.

Alex Żuławski, kwiecień 2004


Ilustracja: Joanna Titeux/ pinezka.pl