ilustr. berkanan/pinezka.pl

Mały domek na przedmieściu. Zimowe popołudnie. Przed furtką stoi otwarty samochód, a w drzwiach domu rozmawia elegancko ubrana młoda kobieta ze starszym, brodatym mężczyzną w skórzanej kamizelce.

– Tato, tylko nie opowiadaj jej znowu, jakimi motocyklami jeździłeś… Wystarczy, że przeczytasz jej bajkę na dobranoc.
– Jedźcie już, bo się spóźnicie na sylwestra…

Zamknął drzwi i podszedł do siedzącej na łóżku małej, niespełna pięcioletniej dziewczynki.
– To co, poczytamy bajeczki?
– Ale dziadku, ja je wszystkie znam na pamięć…
– Mama kazała przeczytać bajkę o śpiącej królewnie…

– „Działo się to w kraju baśni, gdzie się bardzo dużo dzieje, a najczęściej tak jest właśnie, jak naprawdę nigdy nie jest. Wielkie stało tam zamczysko, a w nim żyli…”
– Tak, wiem dziadku, żyli król z królową, mieli córkę, która wkurzyła wróżkę i ta uśpiła wszystkich na sto lat. A potem przyjechał królewicz, przelazł przez płot z dzikich róż i pocałował królewnę i żyli długo i szczęśliwie… Nudy…
– A nieprawda… królewicz przyjechał, ale jak go zobaczyła wróżka, która ich pilnowała, to powiedziała: ups i nie pozwoliła królewiczowi tam wejść. Nie dziwne, bo chuderlawe to takie było, a brzydkie… No i całe towarzystwo spało dalej.

Po stu latach pojawił się kolejny śmiałek. Wróżka popatrzyła i tylko pokręciła głową. Stwierdziła, że może, jak królewicze tacy wybrakowani, to niech rycerze próbują… I tak mijało stulecie za stuleciem. Nikt się nie nadawał na męża dla królewny…

Aż przyszły lata sześćdziesiąte. Na zlocie motocyklowym było nudno i taki jeden harleyowiec na pięknym wychromowanym „wieprzu” pojechał na przejażdżkę. Dojechał do koszmarnego gąszczu na końcu drogi i już miał zawracać, gdy coś mu mignęło za krzaczorami. To wróżka stwierdziła, że ten rycerz by się nadał… i otworzyła mu drogę. Podjechał kawałek i widzi wyrąbiste zamczysko oraz kupę jakiś dziwnych posągów. Wyciągnął przewodnik i nic na ten temat nie znalazł. Zdjął kask, podrapał się po głowie, zsiadł ze sprzęta i poszedł zwiedzać. Pomyślał, że kustosz tego muzeum musi być strasznie leniwy, bo reklamy żadnej, biletów nikt nie sprzedaje, i kurzu tu chyba z tona na wszystkim… Wlazł na wieżę, widok z okna był niezły, a w pokoju był cały komplet figur woskowych. Jakaś niezła lala na łóżku… obok starsza niunia w koronie i obok jakiś gościu też w koronie. Byłoby to niezłe, gdyby nie te pajęczyny, na wszystkim…

ilustr. berkanan/pinezka.pl

Wróżka odetchnęła z ulgą: no, może być, mogę już sobie iść. Pocałuje ją, wszyscy się obudzą i będą żyć długo i szczęśliwie. Robota wykonana.

– I co dziadku – tak było?
– A gdzie tam, nie takie to proste. Tobie też mama nie pozwala całować brudnych, zakurzonych lalek i zabawek… a poza tym, gdzie by mu przyszło do głowy, żeby w ogóle coś tu całować! Połaził trochę i wyszedł. Pomyślał, że  zgłosi w mieście, że nikt tego nie pilnuje, bo jak się hałastra ze zlotu dowie, że jest tu kupę antyków bez strażnika, to wszystko wyniosą…
W mieście nikt nie rozumiał, o co mu chodzi; myśleli, że się upił. W końcu sprowadził radiowóz policyjny, nie mówiąc o co chodzi. A tym szczęki opadły. Nikt nie wiedział, że tu takie cuda. Jego, w razie czego, wsadzili na 12 godzin – do wyjaśnienia. A znalezisko zgłosili na uniwersytecie. Zjechała się kupa uczonych. Ochali i achali, ale nikt nie wpadł na to, że to zamczysko z legendy i trzeba ją do końca wypełnić…  Harleyowca w końcu wypuścili, przeprosili, podziękowali za obywatelska postawę… a jako, że był studentem historii, zaproponowali mu nocne cieciowanie w zamku. Kasa się przyda, roboty nie miał, więc chętnie się zgodził.
Wróżka ze zdumienia nie mogła dojść do siebie, a co się nakombinowała, żeby po odkurzeniu „posągów” on tam zaglądał… i nic.
Władze miejskie nieźle zaczęły na tym zarabiać – przecież kompletnie wyposażone zamczysko z XIII wieku i gabinet figur woskowych to ewenement na skalę światową…

A nasz harleyowiec dorabiał nockami. Aż tu pewnej nocki chandra go jakaś dopadła i napił się na służbie. Siadł z butelką w ręce w sypialni królewny i popatrzył na nią. ” Aż ty lalka jesteś, szkoda, że nie prawdziwa, aż się chce pocałować…” I pocałował…
– Żyli długo i szczęśliwie?
– A gdzie tam. Wszyscy się obudzili. Zaczęli się cieszyć, a ten zemdlał z szoku…
Rano policja go zabrała, bo zaginęły figury woskowe, a on miał promile… Dobrze, że wróżka pomyślała i zabrała całe towarzystwo gdzie indziej i zrobiła im małe pranie mózgu (nauczyła ich życia we współczesnym świecie). Bo by wszystkich do wariatkowa zawieźli… Tu się musiała znowu nakombinować, popodrabiać jakieś akty nadania, własności, sama przebrała się za prawniczkę i ze „starymi księgami” poszła do urzędu miejskiego.
Tam po długich bojach udowodniła, że nasza królewna jest spadkobierczynią zamczyska i…
– Żyli długo i szczęśliwie?
– Można tak powiedzieć… Królewna wyciągnęła harleyowca z paki… ale spodobało się jej panieńskie życie. Nie wiem, może teraz na stare lata się chajtnęli. Ona sobie fajny motor kupiła i pojechała na wyprawę dookoła świata, a on w kuźni królewskiej urządził sobie warsztat motocyklowy…

Ilustracje: berkanan/pinezka.pl

Zobacz też:
Kopciuszek
Czerwony Kapturek