– Nie ma już nikogo – zauważył niepewnie Nardo.
– Ano nie ma. Tobie się podobał ten tekst?
– Jest jakiś inny…
– Wiem, że inny. Ale czy ci się podobał?
– Musiałbym go sam przeczytać. Tak, jak dzisiaj został zjechany, to rzeczywiście bezsens.
– Wydaje mi się, że coś zauważyłam. Te wszystkie ich teksty, gdy je rzeczowo przeanalizować, to bezsens na bezsensie. Ale może jest coś, co do nas nie dociera. Przecież tacy głupi nie byli, żeby nam coś takiego zostawiać, gdyby nie było w tym czegoś więcej.
– Ale czego?
– No właśnie. <Zdanie> potrafi wszystko zbadać, rozłożyć na części i odgadnąć znaczenia. Ale to nie może być wszystko. Co mnie teraz obchodzi, kto kogo zabił pięć miliardów lat temu? Mógł A zabić B, ale mógł też B zabić A. Co mi to zmienia? Jest coś w samych słowach, albo gdzieś między?
– Ja też podejrzewam, że coś omijamy. Weźmy te ich obrazki. Schematy rozumiem – to jest słońce z planetami, to jest wodór, tak wygląda samiec, tak samica. Ale jak mi rysują samców i samice w różnych pozach, zasłoniętych i odsłoniętych, to co to wnosi?
– No właśnie.
– Myślę, że coś widzieli w narządach płciowych. Podobno przecież wstydzili się nagości, a na co drugim obrazie jest ktoś goły. Może to ma coś wspólnego z tą ich miłością? Musiało ich to strasznie motywować do działania, jeżeli z tego powodu potrafili zabijać, jak dla władzy?
– Masz rację, ale to nie tylko o to chodziło. Przecież mogli się w celu usunięcia konkurentów powybijać, a potem się sprząc i tyle. Ale wtedy te teksty nie musiałyby być takie długie i zawiłe.
– Masz jakiś przykład?
– Choćby tutaj: on chce ją pocałować – tłumaczę: dotknąć warg wargami – ale ponoć jest to grzech. Słuchaj:

On:    Czy warg pielgrzymi i święci nie mają?
Ona:    Mają, pielgrzymie, modły nimi wznoszą.
On:    O święta, w ślad za dłońmi niech zdążają.
Nie niszcz ich wiary, o łaskę cię proszą.
Ona:    Święty, choć sprzyja, stoi niewzruszony.
On:    Stój więc, gdy zbiorę moich modłów plony.
(Całuje ją)

– Ona jest głupia, czy udaje?
L/v popatrzyła na niego z niesmakiem.
– Nie podoba ci się?
– No dobrze, a co jest dalej?
Zapał jej osłabł, czytała jednak dalej.

On:    Z warg twych na moje przeszło rozgrzeszenie.
Ona:    Więc wargom moim ów grzech przekazujesz.
On:    Grzech z warg mych? O, to słodkie przewinienie!.
Zwróć mi go znowu
(Całuje ją ponownie)
Ona:    Jak z księgi całujesz.

– Udaje – widać, że udaje! To niby pierwszy raz? „Jak z księgi całujesz” – ma się to doświadczenie!
L/v popatrzyła na niego z rosnącym niesmakiem.
– Więc jednak ci się nie podoba?
Nardo poczuł się głupio. Prawda obiektywna i literaturoznawstwo swoją drogą, ale to coś w spojrzeniu współbadawczyni przeszkadzało mu.
– No niezłe… Ale przecież wystarczyłoby się pocałować, jeżeli cały czas o to chodziło. Oni lubili się tymi swoimi historiami bawić.
– Rozumiesz słowo „bawić”?
– Robić coś bez celu. Młode zwierzęta, jak im rzucić kulkę, zaczynają za nią biegać tam i z powrotem. Strata energii.
– Próbować. Raz tak, raz tak. Może można przez to poznać coś lepiej. Zobaczyć z innej strony. Znaleźć nowe cele.
– To za mądre dla nich.
– Nie lubisz ich?
– Czasem lubię, czasem mnie drażnią.
– Bo ich nie rozumiesz.
– Ja myślę, że oni sami siebie nie rozumieli.
– Może stąd to ciągłe szukanie, próbowanie tej samej historii na dziesięć sposobów?
– To jedyne wyjaśnienie. Weźmy inny przykład: te obrazki, na jednym jest rozebrana kobieta na muszli unoszącej się na wodzie. Małe człowieczki dmuchają na nią, a ona pieści swe rozwiane włosy. Wydaje się bardzo subtelna.
– Ona ci się podoba?
– Ona? Obraz. Próbuję się wczuć w ich rozumowanie.
– Nie powiedziałeś „samiczka”. Powiedziałeś „kobieta”, jak o jednej z nas. Podobają ci się te stwory?
– Nie, ja tylko… Ale kolory są piękne.
– Zaczynasz już widzieć piękno?
– O! może… A ty?
– Myślę, że wiem, kiedy oni widzieli piękno. W podobnej sytuacji domyślam się, co mogłoby być piękne. Ale czy to czuję?
– Mam pomysł na pewną próbę. Ale po pierwsze wreszcie stąd wyjdźmy.
– Fakt, moglibyśmy tu gadać do jutra.
Zabrali swoje rzeczy i wyszli przed budynek. Nardo przystąpił do swojego doświadczenia.
– Stań teraz – powiedział. – Popatrz na niebo. Co widzisz?
– Widzę zachodzące słońce.
– A poza tym?
– Niebo ma różne kolory.
– No i?
– Światło o różnych długościach fali załamuje się pod różnymi kątami, stąd efekt pryzmatu i różne kolory.
– To wszystko?
– Do tej pory to wszystko. Byłoby wszystko, gdyby nie oni. Popatrzmy: po niebie płyną chmury, obraz się ciągle zmienia, coraz nowe kolory i kształty.
– Może o coś takiego chodzi: nie co, ale jak. Widzisz coś?
– Patrz: ta chmura, jak zasilacz piętnastej generacji.
– A ta, jak statek kosmiczny.
– A ta, jak baranek!
– Ooo, jak wędrują po niebie!
– Ooo!
– Jakie to piękne!
– O, tak! Chwyciłeś moją rękę?
– O! Nie zauważyłem. Mam puścić?
– Nie musisz.
– Przyjemnie jest trzymać twoją rękę. Jest delikatna i ciepła.
– Mnie też. Twoja jest taka silna.
– Nie ścisnąłem cię za mocno?
– Nie, tak jest dobrze.
– Daj mi drugą.
– Masz.
– Nigdy jeszcze tak nie widziałem twoich oczu.
– Przytul mnie.
– Viola…
– Nardo…
Zaniepokojony odsunął się.
– To do jutra.
– Do jutra.

&

Nazajutrz Nardo był zbyt rozkojarzony, by zabrać się do swojej normalnej pracy, poza tym natrafił znów na niejasności. Aby się odświeżyć, postanowił zajść do pracowni dex/dx.
– Można?
– Wejdź.
– Masz coś ciekawego?
– Same ciekawe rzeczy. Łatwe i trudne. Te są łatwe: krajobrazy, kwiaty, owoce. Sceny z życia. Różne stroje, różne budynki.
– A trudne?
– Ta twarz z dwoma nosami i jednym okiem. Droga przez pole z drzewami i dwa księżyce. To ile było: dwa, czy jeden? Ci ludzie pochylają się w ciemnej szopie nad dzieckiem i mają oświetlone twarze. Nie ma żadnej lampy, jakby to dziecko świeciło. Głowy ze złotymi tarczami – anteny?
– Dziwaczne.
– Ale ciekawe, nie?
– O, tak. Masz coś jeszcze?
– Najlepsze jest to: rozebrany samiec wpisany w koło i kwadrat. Ma dwie pary rąk i dwie pary nóg. Mutant?

Mutant? Raczej dwie pozycje...

– Bez przesady – raczej dwie pozycje nałożone na siebie. Tu w rogu są jakieś litery: co to znaczy?
W rogu był nic im nie mówiący napis „LEONARDO”.
– Na innych też są różne słowa. Może imiona. Dla nich było ważne, kto co zrobił. Nie wynik, ale że to ja, a nie inny.
– Jak się to czyta?
– Jeszcze nie mamy na tyle rozgryzionej fonetyki, nie wiem. Czemu tak cię to interesuje? Podoba ci się?
– Twarz tego samca mnie interesuje. Jakby głęboko zamyślony, jakby dużo wiedział… Ale co?
– Rozumiesz ich wyrazy twarzy?
– Ale może mi się tylko zdaje.
Wpatrzył się jeszcze raz głęboko w oczy samca sprzed pięciu miliardów lat. Przez chwilę miał wrażenie, że chce on mu coś ważnego powiedzieć.
– Ale teraz muszę do roboty – powiedział dex/dx.
– Ciekawe było. Cześć.
– Cześć.

&

Następnego dnia po pracy Viola i Nardo jakoś znów zostali sami.
– L/v, co nam się wczoraj stało?
– Nie wiem, Drn. Myślisz, że może coś z tych rzeczy, o których oni pisali?
– Tak myślałem. Ale czy to było naprawdę, czy tylko powtarzaliśmy za nimi?
– Myślisz, że oni czuli coś więcej?
– Ty coś czułaś?
– Tak… zaczęła mi skakać częstotliwość zasilania. Trochę się bałam.
– Mi też wyskakiwały błędy w układach, które niedawno były sprawdzane.
– A co widziałeś w moich oczach?
– Zawsze myślałem, że to tylko czujniki, ale teraz były jakieś inne, rozedrgane.
– Co to ma znaczyć?
– Nie wiem. Może dochodzimy do czegoś. Może zrozumiemy, o co chodzi.
– Będziemy kontynuować eksperyment?
– Tak, chyba musimy. Dla dobra nauki.
– Tak, to ważne dla nauki. Wydaje mi się, że inni analizuję to jakoś powierzchownie, a my mamy szansę wejść w całą sprawę naprawdę głęboko.
– Masz rację, chyba nikt inny nie potrafi się przebić do tego ich świata.

&

– Mam coś nowego – zakomunikował na kolejnym zebraniu Nardo.
– Z którym zapisem? – zapytał pV/T.
– Z czerwonym. Stwórca próbował ich naprawić.
– Jak? Podreperował im w końcu program?
– Nie, to by nie było w jego stylu. On wysłał swojego syna, żeby ich nauczał.
– Syna? To znaczy jak Boga, czy jak człowieka?
– No właśnie. Ustaliliśmy, że stwórca istniał poza normalną trójwymiarową przestrzenią. Więc jak, można się zapytać. Więc tak – on był Bogiem-człowiekiem. Wyglądał, jak człowiek, ale był Bogiem.
– Ja mam to rozumieć?
– A to, że elektron jest falą i cząstką, to rozumiesz?
– No, nie czuję tego, ale doświadczenie mówi, że tak jest.
– To chyba coś w tym stylu. W każdym razie ten syn próbował im wytłumaczyć, o co w tym projekcie chodziło.
– I o co, jeśli można spytać?
– O miłość.
– To też mam rozumieć?
– Chodzi mniej więcej o to, żeby robić coś dla innych, bo się ich kocha. I umieć wybaczyć, gdy mi zrobią coś złego.
– Ja rozumiem, że opłaca się z innymi współpracować, choćby dla podtrzymania gatunku. Który gatunek tego nie potrafi, ginie. Ale po co mieszać w to jeszcze jakąś miłość?
– Ja tylko mówię, cośmy znaleźli.
– Chwileczkę, przecież to słowo „miłość” występuje też w niebieskim zapisie, zauważył ∫exdx. W tamtej historii samczyka i samiczki, która tak zainteresowała L/v. Czy chodzi o to samo?

L/v długo nic nie mówiła, więc zapomniano prawie o jej obecności. Teraz wszystkie oczy skierowały się w jej stronę.
– Nie całkiem o to samo, powiedziała. Miłość w niebieskim zapisie jest skierowana do jednego osobnika. Ma coś wspólnego z przedłużeniem gatunku, ale tu chodzi o miłość do wszystkich. Widzisz nieznajomego, albo kogoś, kto cię drażni, a ty go kochasz.
– I udało im się to?
– Szczerze mówiąc, nie zauważyłam. Bardzo o tym marzyli, ale zawsze coś im kazało innych nienawidzić. Walczyli o władzę, o kobiety, o pieniądze.
– A jak przyjęli syna stwórcy?
– Zabili go.
– Czy oni w ogóle potrafili zrobić coś sensownego, krzyknął dex/dx. Stwórca wysłał im syna, a oni go zabili?
– Ciebie też wzięła ta historia, dex/dx? – zapytał ex.
– A ciebie nie?
– To głupoty.
– Ja tam nie wiem – szepnął ∫exdx.
– Nie mów, że ty też – zawołał zaskoczony ex. – Co wy?
– To jest jakieś dziwne – powiedział ∫exdx. – Logiki w tym nie ma żadnej, ale coś jest. Nie potrafię powiedzieć, co, ale coś jest.
– We wszystkim coś tam jest – wzruszył ramionami ex. – Ale co to ma ze mną wspólnego?
– Spokojnie, spokojnie – powiedział pV/T. – Za co go zabili?
– Mówił nie to, co trzeba – odpowiedział Nardo. – Nie to, czego oczekiwali.  yśleli może, że pochwali króla i kapłanów, ale on zaczął szukać przyjaciół wśród prostaków i przestępców.
– Czego tam szukał?
– Mówił, że oni też byli grzesznikami, ale wiedzieli o tym i widząc go, chcieli się zmienić. A inni byli zbyt dumni, żeby go słyszeć.
– Aha, niech ci będzie. A jak go swoim zwyczajem zabili, to co im zrobił – wyłączył im prąd, wyzerował im program?
– Nie, powiedział im, że odkupił im ich grzechy.
Zapadło milczenie.
– Widzicie koledzy –  w końcu powiedział ex – to jest wytrzymały eksperymentator. Eksperyment mu robi elektrowstrząsy, a on nie wyłącza prądu.
Słowa ex były chłodne, ale w głosie jego nie było złośliwości.
– To chyba będzie na dzisiaj, zamykamy zebranie – powiedział pV/T.

 

 

cdn
—-

Źródła cytatów:
Biblia Tysiąclecia, Pallotinum, Poznań-Warszawa, 1980;
Fragment aktu I Romea i Julii Wiliama Szekspira w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego, wyd. Zielona Sowa, Kraków, 1999, s. 35.