Zamilkli na chwilę. Nieco z tyłu stała jedyna kobieta w zespole.
– A ty, l/v – powiedział pV/T, – powiedz coś o sobie.
– Zajmuję się stosunkami stosunkach międzyosobniczymi, a konkretnie optymalizacją relacji między osobnikiem, a grupą.
– Ciekawe – powiedział Nardo. – Myślałem, nic tu już nie ma do odkrycia.
– Oczywiście, nasz system jest bliski optimum. Ale po pierwsze, nie jest to przypadkiem, lecz wynikiem starannego wyważenia proporcji między jednolitością, a swobodą, tak, by uniknąć zarówno bałaganu, jak i sztywności. A poza tym, jak inni, zajmuję się możliwymi systemami.

Możesz się, Czytelniku, zapytać, skąd tak archaiczna konstrukcja, jak podział na mężczyzn i kobiety. Wiadomo jednak, że statystyczne mieszanie genów przy rozmnażaniu płciowym zwiększa odporność gatunku i z tych to powodów – podobnie, jak w przypadku częściowej „wolności” osobniczej – zachowano ten schemat. Nie należy jednak oczekiwać w tym kontekście takich obniżających wydajność przeżytków, jak uczucia, tęsknoty, niepewności…

– To już wszystkich znamy. Kolej na ciebie, Drn.
– Ja obliczam wiertła…
– Gdybyś tylko umiał liczyć wiertła, toby cię tu nie było – powiedział pV/T. – Drn jest nieco chaotyczny, często myśli nie o tym, o czym powinien, ale dlatego właśnie pomyśleliśmy, że może się przydać do analizowania nowych sytuacji. Zauważyliście już, że potrafi kojarzyć. Na to liczymy.
– I co teraz? – zapytał <zdanie>.
– Teraz? Teraz, koledzy, mam dla was widowisko waszego życia.

PV/T nacisnął kolejny przycisk i na jednej ze ścian sali pojawił się obraz. Widać było na nim szkatułkę z twardego metalu. Była nieco powyginana przez gigantyczne ciśnienie, któremu tak długo się musiała oprzeć, ale cała. Po sali przeszedł szmer.
– Niezła, co? Teraz nastąpi pierwszy etap eksperymentu. Skrzynka jest w pomieszczeniu próżniowym i zostanie nawiercona, by wypuścić z niej trochę powietrza. Jego skład zostanie przeanalizowany i pomieszczenie zostanie wypełnione atmosferą o tym samym składzie. Możemy zaczynać – powiedział do mikrofonu.
Do skrzynki zbliżyło się szybko wirujące wiertło.
– Czy robot jest dobrze zaprogramowany? – ktoś zapytał.
– Mam nadzieję – odpowiedział pV/T.
Wiertło dotknęło skrzynki. Widać było, że trzeba użyć niezłej siły, żeby ją naruszyć. Wszyscy zamarli w oczekiwaniu. Wiertło zagłębiło się. Wreszcie z szkatułki wydostał się gaz. Wiertło cofnęło się.
– A teraz?
– Teraz, to przerwa do jutra. Trzeba zsyntetyzować atmosferę.

W sali zaczął się ruch i dyskusje. Wciąż nic nie było widać, ale czy nic? Była szkatułka STAMTĄD i coś w niej było. Ale co? Tyle badań i analiz, co być może, a to wreszcie jest! Ale co, co, co?
Nardo przyglądał się temu rozgardiaszowi i zauważył, że pV/T również stoi zamyślony. Podszedł do niego.
– Przepraszam, mam jedno pytanie. Gdybym przedtem jednak wolał wrócić do wierteł, to byłoby to możliwe?
PV/T spojrzał mu w oczy.
– O, tak. Na pewno. Chociaż może nie w to samo miejsce. Wiedziałeś już o jedną rzecz za dużo. Takie pytanie, jakie ci zadałem, trudno zadać w sposób nie niszczący, no powiedzmy – nie zmieniający stanu osoby pytanej.
– Rozumiem – powiedział Nardo.

&

Następnego dnia wszyscy zjawili się w laboratorium wyjątkowo punktualnie. Wreszcie doczekali się przybycia pV/T, który oznajmił:
– Koledzy, gaz z skrzynki przeanalizowano. To było ważne – jedyny ślad atmosfery panującej tutaj przed Katastrofą. A teraz mam dla was dobrą wiadomość – skład atmosfery był wystarczająco zbliżony do obecnej, abyśmy mogli mieć z obiektami bezpośredni kontakt.
– To świetnie! – wykrzyknął ex. – Już myślałem, że będzie można tylko przez szybę i manipulatorami.
– Co nie znaczy, że można się przepychać i sobie te rzeczy wyrywać. Trochę mają za sobą.
– Te rzeczy? – powtórzył słuchający uważnie dex/dx. – Widziałeś, co tam jest?
PV/T uśmiechnął się.
– Jak tak dobrze szło, to rozcięliśmy wczoraj skrzynkę. Ale teraz – kolejny spektakl waszego życia!

 

Nacisnął przycisk i na ścianie pojawił się ekran, a na nim szkatułka z widocznym nacięciem. Było to nagranie z poprzedniego dnia. Chwytak robota złapał pokrywę i uchylił ją. Ukazało się wnętrze. Było w nim sporo przedmiotów, z których najbardziej rzucały się w oczy metalowe plakietki z różnymi rysunkami i dwa grube przedmioty w twardej oprawie zawierające sklejone z jednej strony arkusze.
– Kapsuła czasu, prawdziwa kapsuła czasu – wyszeptał ex.
– Robi wrażenie, nie? – zapytał pV/T.
– Na tobie nie?
– Dzisiaj mogę się popatrzyć na was, ale wczoraj myślałem, że padnę.
– Ale gdzie ona jest?
– Koledzy – po raz kolejny widowisko waszego życia! Teraz – powiedział do mikrofonu.
Po chwili otwarły się drzwi i na wózku wjechała kapsuła czasu.

Wszyscy wlepili wzrok w pudełko i tylko podprogram dobrego wychowania nie pozwolił im się przepychać.
– Pozwolicie koledzy, że ja będę wam prezentował obiekty – stwierdził pV/T i wyjął pierwszą z góry plakietkę. Był na niej następujący rysunek: z lewej strony duże koło, a na prawo od niego dziewięć mniejszych. Piąte było z nich największe, a szóste było otoczone ukośnym pierścieniem. Na trzecie koło wskazywała strzałka. Dookoła niego było narysowane przerywaną linią inne koło, na którym była okrągła plamka, jak gdyby miał to być mały obiekt krążący wokół większego.
– To chyba ma być nasza gwiazda i planety – powiedziała L/v.
– Też tak myślałem w pierwszej chwili – powiedział ex. – Ale planet jest tylko dziewięć, pierścienie ma tylko szósta, piąta jest największa i cała.
– A trzecia ma tylko jeden księżyc – dodała z pewnym rozczarowaniem L/v.
– Zaraz, zaraz – rzucił Nardo. – Przecież to ma pięć miliardów lat!
– O niech mnie – krzyknął ex, – ale ze mnie idiota! Oczywiście – a przed katastrofą był tylko jeden księżyc. To jasne!
– Mocne wejście, nieprawdaż? – zapytał pV/T. – Następny proszę!
Podniósł następną płytkę.
– A to, koledzy, co takiego? Przyznaję, trochę trudniejsze.
– To może ja spróbuję – powiedział ∫exdx. – A więc tak: u góry mamy znowu nasz układ planetarny. Strzałka wskazuje na gwiazdę. Dotąd łatwe. A te kulki u dołu? Też nie za trudne – to atomy wodoru i helu. Więc znali budowę materii. To dla nas łatwe, ale to znaczy, że pewnie znali energię atomową. Ciekawe, jak dali sobie z nią radę.
– Dobrze, na razie czwórka z plusem. A od protonu prowadzi strzałeczka do trzech kulek – co to może być?
– No, kwarki, nieźle. Ciekawe, jak daleko zaszli. Czy udało im się znaleźć bozon Higgsa, bo żeby stworzyli plovery i kestrele, to nie wierzę.

Oczywiście bozon Higgsa, podobnie jak i kwarki i inne nazwy cząstek elementarnych i pierwiastków są tłumaczeniem. Plovery i kestrele zachowane są w pisowni oryginału, ponieważ cywilizacji tłumacza rzeczywiście nie udało się ich odkryć teoretycznie, nie mówiąc o wygenerowaniu.
– Na to mogli mieć za mało energii i czasu. Bozon Higgsa tyle nas kosztował, a w końcu był tylko hipotetyczny, że chciano przerwać badania, a wtedy żegnajcie plovery i kestrele!
– I tachiony i podróże międzygwiezdne!
– Pięknie – wrócił do rzeczywistości pV/T. – A te paski z boku?
– Dla wodoru dłuższy, dla helu krótszy. Proporcje zawartości.
– W porządku, a ile dokładnie?
– Wodoru jest 75 procent, a helu 25 procent. O! Jeszcze było tyle wodoru?
– To były czasy…
– Co jest jeszcze ciekawego w tych paskach?
– Układ dziesiętny, znali zero.
– Piątka. Te tabliczki dostaje ex.
– A ja? – zapytali równocześnie ∫exdx i dex/dx.
– Dla ciebie, ∫exdx, mam coś takiego: organizmy żywe – powiedział pV/T i podał mu kupkę tabliczek. – Dla ciebie, dex/dx, mam też obrazki, ale inne: niby sceny z życia, widoki, zwierzęta, rośliny, ale jakieś chaotyczne. Spróbuj je sklasyfikować. Nie chcę cię niedoceniać, ale chyba będziemy musieli się nad nimi zastanowić razem. A teraz coś dla reszty załogi.

PV/T wyjął ze skrzynki dwa grube przedmioty. Jeden był czerwony, a drugi niebieski. Czerwony miał na oprawie wytłoczone pięć złotych znaków. Pierwszy składał się z pionowej linii i dwóch półokręgów:
B
Drugim znakiem była sama pionowa linia:
I
Trzeci był taki sam, jak pierwszy:
B
Czwarty miał oprócz pionowej linii poziomą na dole:
L
Piąty był podobny do czwartego, ale zamiast jednej, miał trzy poziome linie – na górze, na dole i krótszą w środku:
E
Niebieski miał na oprawie podobne złote znaki. Było ich jedenaście, w tym kilka nowych. Pierwszy z nich wyglądał tak:
S
drugi:
H
w środku kilka różnych:
. . . . . . .
a ostatni był taki sam, jak na czerwonym przedmiocie:
E

PV/T otwarł czerwony przedmiot. Arkusz pokryty był znów liniami znaków. Występowały grupami po kilka znaków, rozdzielonymi odstępami.
– Zapis, zapis! – wykrzyknął <zdanie>, który niepostrzeżenie wysunął się do przodu i teraz wsadził prawie głowę w czerwony przedmiot. – Coś dla mnie!To jest – język!
– Długo na to czekałeś.
– Oj, długo… Już prawie zwątpiłem… Ale teraz jest! Tylko jak go rozszyfrować?
– Masz podobno swoje teorie – zobaczymy, co są warte.
– Nie docinaj, ex – powiedział pV/T. – Wszyscy mamy swoje teorie, których nigdy nie mogliśmy sprawdzić.
– No dobrze…
– Więc mamy co robić? – zapytał pV/T. – Koniec na dzisiaj. Na początku trzeba zobaczyć, co to w ogóle jest. I nie łudźmy się, że z wszystkim będzie tak łatwo, jak z wodorem.

cdn.

Ilustracje: Anna Fudyma/pinezka.pl