ilustr. ydorius/pinezka.plWiesz mamo, boli mnie głowa. Gdzie cię boli? O tu. Nie wiem, co mogę z tym zrobić. A próbowałaś brać jakieś środki? Mamo, nie jestem dzieckiem. Po prostu nic mi nie pomaga. Przykro mi córeczko. No, wiem przecież, a co u ciebie? Wiesz, nic szczególnego. Od kiedy ojciec się wyprowadził do tej… Mamo! No dobrze, przecież nie muszę jej lubić, prawda?

Dobrze, już nie będę. W każdym razie zimno jakoś się zrobiło, wiesz? Czy dlatego, że jak są dwie osoby, to robi się od razu ciaśniej, a jak ciasno, to i ciepło. Dużo rzeczy nagle powychodziło na wierzch, wiesz jak to jest. Wiem. No właśnie. Nigdy ich nie było, bo przykryte jakimiś innymi sprawami, a teraz stoją w swojej prostocie, wyzierają z każdego kąta. Mamo, jak ty ładnie mówisz. Ładnie, ale o nieładnych rzeczach; czytałam ostatnio książkę o tym, że język, jak każde narzędzie, musi być przede wszystkim użyteczny; kto nie potrafi posługiwać się językiem, ten jest w jakimś stopniu kaleką, zresztą wiesz, że zawsze byłam purystką. Wiem, mnie też do tego zmuszałaś! Nie zmuszałam, tylko ustawiałam na właściwe tory. W każdym razie postanowiłam… Rany boskie, dlaczego płaczesz, stało się co? Nie, przypomniałam sobie jak byłam dzieckiem i wszyscy jeszcze byliśmy razem i w kuchni jak żeśmy siadały we dwie i ojciec do nas przychodził i to było takie prawdziwe, mamo. Ale nie płacz już, nie ma po co płakać, to nie wróci, bo wrócić nie może, jesteśmy dziś zupełnie inni, nie można żądać, by fantastyka stała się rzeczywistością. Czasem szkoda, mamo. Tak, czasem szkoda…

Odsunął się od szyby.
– Od dawna tak? – zapytał.
– Od dwóch miesięcy i czterech dni. To się stało nagle – odparł
– Rozwód rodziców?
– Pięć lat temu. Trochę późno jak na reakcję, prawda? – uśmiechnął się ponuro.
– Rzeczywiście. Słyszałem, ze mówicie na nią…
– Butelka Kleina – uśmiech stał się szerszy.
– Dlaczego?
– No wie pan doktor, to taka konstrukcja, która ma tylko jedną płaszczyznę. Jak się coś wleje do środka, to to i tak wypłynie na zewnętrzną ściankę… I u niej jest tak samo. Cokolwiek, kiedykolwiek miała w środku, wypływa z niej na zewnątrz.
– Rozpoznaje kogoś? ilustr. ydorius/pinezka.pl
– Nikogo. Nawet matki. Była tu kilka razy, próbowała nawiązać kontakt, ale na próżno. Ale najbardziej niesamowite jest to, że wszystko, co z siebie wyrzuca miało miejsce naprawdę. Pamiętam, że matka Butelki była przerażona. Dziewczyna powtarza wszystko słowo w słowo, cokolwiek kiedykolwiek usłyszała. Założę się, że nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że to wszystko pamięta.

Lekarz znów przysunął się do szyby i patrzył na dziewczynę chodzącą po pokoju, gwałtownie gestykulującą. Wyglądała przerażająco normalnie. Westchnął i poszedł w kierunku pokoju pielęgniarek. „Butelka Kleina” – myślał – „kto na to wpadł?”

Bierzemy więc…, tak, słucham. Panie profesorze, ale przecież sam pan przyzna, że to jest absurd, jak wstęga może mieć tylko jedną stronę. Proszę się nad tym zastanowić. Zastanawiałem się nad tym. Co więcej, są jeszcze dziwniejsze rzeczy. Słyszała pani o…


Ilustracje: ydorius/pinezka.pl