Te parę słów, co po tej
kartce przede mną leżą,
mierzą do gwiazd, ambitne –
chciałyby być poezją.

W odę ci się złożymy,
oda wzniosła i czysta,
lecz słuchaj, w trzecim wersie
schował się jakiś turpista.

A wtedy na me usta
cisną się groźne macie:
Albo wszyscy w kufajce,
albo wszyscy w krawacie!

Już go nie ma, już spokój,
nowy nam pomysł świeci:
w dawnym stylu zrobimy
nowy, zgrabny sonecik.

Nie wiecie, czego chcecie,
co wam tam w sercu tyka,
zdecydujcie się, jaka
wasza ars poetica.

Tych parę słów, co w końcu
na tym papierze leżą,
czy jeszcze są gryzmołem,
czy może już poezją?

15.3.2002