można by przypuścić, że to, co szumi,
to – wspinanie się morza na palce,
że zaraz zajrzy przez okno wraz z
ptakami o brudnych skrzydłach,
które wrzeszczą na wietrze

tymczasem, otoczeni prosto-wyniesionymi-ścianami,
spoglądając przez wyrzezane w murze prosto-cięte-okna
z widokiem na prosto-spadające-płyty
wiemy, że to co szumi, to

wentylator, w głębi prosto-padłego-pudła,
w którym wygrywają się wszelkie możliwości, szumi zielone morze,
a wznoszące prądy kołyszą ptaki, których skrzydła są świetliste, jak piana
na naszych oczach zmieniająca się w nieskazitelną
łydkę Afrodyty