Jesień

Krągłe jabłka rumienią się w sadzie,
Ciężka gałąź opada do ziemi,
Na zmysłowej od soku czerwieni
Słońce złote promienie swe kładzie.

Pośród zboża kłosów świeżo zżętych
Panna żniwna przymyka swe oczy,
Kropla potu pomału się toczy
Tam, gdzie bluzka głęboko rozpięta.

Wieczór długi, więc tańczmy, więc pijmy!
Niech ogniskiem polana zapłonie,
Gra muzyka, zaklaszczmy więc w dłonie,
Ciepło jeszcze, szalejmy i żyjmy!

Jeszcze lato! Lecz co to? Wiatr powiał
I chłodnieje wieczorne już słońce,
Nasze twarze od żaru gorące,
Lecz za swetrem się ręka rozgląda.

Dłoń mi podaj – już chłodno i ciemno,
Pocałunkiem ogrzeję w mych dłoniach.
Cień jesieni się kładzie na skroniach,
Jestem sam, spędź jesień tę ze mną…

16/17.4.1991

Vincent van Gogh, Wheat Field with Crows

 

 

 

 

Arles

Pełne słońce i pole złote, maki czerwone,
lecz coś w sercu kołacze się głucho.
Czarne ptaki nad polem krążą niczym me myśli
i krwią broczy przeklęte to ucho.

Fioletowozielone niebo, droga i wózek,
dwa księżyce się gapią tak groźnie.
Gdy noc taka okropna, ach, do ilu najwyżej
równocześnie księżyców wyć można ?

Stary doktor, listonosz, proste ciepło i spokój,
ale w duszy ta otchłań wciąż zieje.
Co mi da pan na duszę, drogi panie doktorze,
kiedy wiatr ten tak wieje i wieje ?

W pociągu z Nicei do Marsylii, 7.9.1983

 

Lazurowe Wybrzeże

Wzdłuż bulwaru kołyszą się palmy
Rozczochrane czupryny swe wznosząc,
Każda palma w tym tłumie samotna,
Nikt prócz wiatru nie głaszcze jej włosów.

Nad zatoką czuwają wzgórz garby
I ptak jakiś szybuje po niebie,
Biały żagiel gdzieś błyszczy w oddali –
Kto tam płynie? Do kogo? Ja nie wiem…

Przed pustymi oczyma migają
Pinie, skały, cyprysy i twarze,
Słońce, woda i maszty wysokie…
Obcy człowiek w obcym pejzażu.

W pociągu z Nicei do Marsylii, 7.9.1983