„Ale to jest temat na oddzielne opowiadanie” – napisał Kipling i zdanie to było wówczas dowcipne i nowatorskie. Niestety. Spodobało się różnym grafomanom. Zaczęto go nadużywać.

   Pisze taki człowiek, waląc dygresję za dygresją, i za każdym razem uświadamia nam, że to temat na osobne opowiadanie.

   A ciekawe, co by było, gdyby tak od niego zacząć? Na przykład:
Naleśników na słodko to my nie robimy za bardzo, ale to temat na inne opowiadanie. Dziś zatem zrobimy naleśniki brokułowe.
To znaczy: my, królowa, robimy dzisiaj co innego na obiad (ale to temat na osobne opowiadanie), a te naleśniki to nam się tak przypomniały, przechodzący mimo straganu.
Smażymy placki na naleśniki – tak jak zwykle.
W międzyczasie (bo przecież i tak dorabiamy się żylaków przy kuchence) gotujemy brokuła. Gotujemy go na bardzo miękko. Odławiamy. Rozgniatamy widelcem.
To znaczy – można go zemleć w jakiejś maszynerii, ale to nastręcza kłopotów z jej myciem, I to jest kolejny temat na osobne opowiadanie. Ergo: prościej jest umyć li tylko widelec.
Miazgę brokułową zasilamy potężnym zębem czosnku, albo i dwoma, oraz solą. Jeśli miazga jest zbyt sucha, to na miejscu jest sos sojowy. Który, jak się nietrudno domyślić, stanowi temat na oddzielne opowiadanie.
Naleśniki nadziewamy brokułami i zwijamy w trąbkę. Po czym smażymy. Polewamy jogurtem.

   Doświadczenie pokazuje, że z tego dania pozostają tylko gary, patelnia i skorupy do zmywania. Ale to temat na zupełnie inne opowiadanie.

 

Kolaż: J. Titeux/pinezka.pl

Nienawidzę gotować