Lato w pełni. Na zewnątrz parno, duszno i gorąco – kto miałby czas, chęć i ochotę siedzieć długo w kuchni? Coś słodkiego jednak do popołudniowej kawki by się przydało – nieprawdaż? W tym miesiącu proponuję szybkie serniczki. No, dość szybkie.

Na dzień dobry moja rada jest taka, aby wyżej wzmiankowany serniczek zrobić rano, kiedy jest jeszcze w miarę chłodno i włożyć do lodówki do stężenia – na popołudnie będzie akurat.

Na początek kilka spodów pod serniczki*. Najpierw mój ulubiony:

2 tabliczki czekolady (może być najtańsza)
15 dag margaryny (margaryny, nie masła, no, chyba że ktoś lubi ten „maślany” smak)
20 dag płatków owsianych

Czekoladę połamać na kawałki, włożyć do miseczki (najlepiej metalowej lub małego garnka), dodać pokrojoną margarynę i rozpuścić na parze (tzn. garnek z zawartością postawić na większym garnku z gotującą się wodą).
Do rozpuszczonej czekolady dodać płatki i wymieszać. Gdy masa troszkę przestygnie, należy uformować kilkanaście kulek, a resztę masy wyłożyć na dno tortownicy i wstawić razem z kulkami do lodówki do zastygnięcia. A my w tym czasie robimy coś, co wypełni nam przestrzeń między spodem a kulkami, ale o tym za chwilę.

Następny spód, równie prosty jak ten pierwszy:
30 dag ciasteczek (mogą być kokosowe), do tego około 10 dag stopionej margaryny – wymieszać i wyłożyć na dno. Oczywiście, również tu można utoczyć zgrabne kuleczki do ozdoby.

Jeżeli mamy za dużo energii i nie wiemy, jak ją spożytkować, to proponuję upiec własnoręcznie cieniutki biszkopt na spód sernikowy. Przepis? Nic trudnego.
Bierzemy 2 albo 3 jajka (w zależności od wielkości tortownicy lub tego, czy lubimy spód cienki czy gruby) oddzielamy żółtka od białek; białka ubijamy na sztywno z odrobiną soli (pamiętamy o tym, żeby miska przypadkiem nie była tłusta, bo z piany nici), dodajemy dwie łyżki cukru (nie musi być puder, ale też lepiej, żeby nie był to gruby kryształ) i dalej ubijamy, dodajemy żółtka, znowu kilka ruchów ręką i wsypujemy – a właściwie dla pewności przesiewamy – dwie łyżki mąki i mieszamy delikatnie (już nie ubijamy).
Pieczemy w temperaturze 160 do 180 stopni (zależy jaki piekarnik), jakieś… hmmm, do zezłocenia wierzchu – trzeba po prostu pilnować, bo ciasta niewiele i jednemu upiecze się szybciej, drugiemu wolniej, więc trudno podać mi dokładny czas.
Aha! jeżeli bierzemy 3 jajka, to i 3 łyżki mąki i 3 łyżki  cukru.

I ostatni już spód, specjalnie dla nie bywałych w kuchni – zakupujemy sobie paczkę biszkoptów okrągłych, układamy w tortownicy i już. Biszkopty możemy czymś nasączyć: sokiem, kawą z alkoholem.

Teraz pora zabrać się za nadzienie.
Z tym pierwszym spodem (czekoladowym) robię zawsze…

Serniczek gruszkowy

Składniki:

duży słoik kompotu gruszkowego;
2-3 „Śnieżki” na wodzie
i ewentualnie śmietan-fix

Osączamy gruszki na sitku (kompotu nie wylewamy, będzie potrzebny – wstawiamy go do lodówki) , kroimy w niezbyt drobną kostkę i znowu wrzucamy na sitko do dalszego odsączenia (chodzi o to, żeby niedokładnie osączone gruszki nie rozrzedziły całego ciasta). Teraz bierzemy kompot i uzupełniamy go odpowiednią ilością zimnej, przegotowanej wody. Odpowiednią, to znaczy – czytamy instrukcję obsługi „Śnieżki”, liczymy, ile płynu będzie nam potrzebne (jeżeli używamy trzech Śnieżek, to będzie jakieś 600 ml płynu) i do tej ilości właśnie uzupełniamy kompot wodą. Mam nadzieję, że zrozumieliście te pokrętne wyjaśnienia – teraz będzie już z górki.
Miksujemy „Śnieżki” na sztywno, w razie potrzeby dodajemy śmietan-fix, dodajemy osączone gruszki i wykładamy na zastygnięty spód. Teraz pozostaje nam tylko dekoracja, czyli układamy na wierzchu utoczone własnoręcznie kuleczki.

Następny pomysł, to:

Sernik z serków homogenizowanych

Kupujemy odpowiednią ilość serka (i tutaj, w zależności od tego, jakie mamy w sklepie, 200 czy 250-gramowe – kupujemy 5 bądź 4 opakowania – waniliowe najlepiej, ale mogą być i truskawkowe, i czekoladowe, czy brzoskwiniowe).

Są dwa sposoby wykonania:

Pierwszy: Jeżeli nabyliśmy serek waniliowy, to możemy go zagęścić na przykład galaretką truskawkową (do środka dodając truskawki).
Galaretkę (a jeszcze lepiej dwie) rozpuścić należy w połowie podanej ilości wody i do serka dodawać taką niemal ściętą. Trzeba uważać, żeby nie przedobrzyć z gęstniejącą galaretką, bo powstaną nieapetyczne galaretkowate grudki (chociaż zawsze można powiedzieć, że to dodatkowy bajer i tak ma być). W tym momencie dodajemy pokrojone truskawki, szybciutko mieszamy i wstawiamy do lodówki, do stężenia.
Oczywiście bez dekoracji się nie obejdzie. Rozpuszczamy galaretkę (może być w kontrastowym kolorze, byleby smakowo pasowała), z truskawek robimy wachlarzyki (kroimy w cieniutkie plastereczki, nie przecinając do końca – tego węższego- i delikatnie rozpłaszczamy dłonią) i delikatnie polewamy tężejącą, ale jeszcze w miarę płynną galaretką – truskawki powinny sie lekko unieść, będą wyglądały jak zatopione w galaretce (a nie będzie trzeba czekać, aż zastygną kolejne warstwy). Ten sam trik można zrobić z polewą czekoladową, czyli robimy po wierzchu artystyczne maziaje i zalewamy galaretką.

Drugi
sposób jest taki: serki plus „Śnieżka” – jedna, dwie albo półtora – to zależy od tego, jakie będą serki – mniej czy bardziej wodniste. Serki wrzucamy do miski i miksując dosypujemy tyle „Śnieżki”, aż uzyskamy w miarę zwartą konsystencję. Do serków można dodać różne owoce i tymi też udekorować wierzch.
Taką masę serkową można też podawać w pojedynczych foremkach – chociaż tu już trzeba więcej zachodu, a na dworze tak ciepło…

Następny pomysł to jogurt.
Litr jogurtu śmietankowego (może być nawet waniliowy) wlewamy do miski, dodajemy ze trzy, rozpuszczone w pół litrze wody, galaretki (galaretki prawie stężone, żeby długo nie czekać), mieszamy, wlewamy na odpowiadający nam spód, który znajduje się już w tortownicy i wstawiamy do lodówki, do całkowitego stężenia.
Proste, prawda?
Na koniec rada – tortownicę proponuję wysmarować neutralnym w smaku olejem, żeby później nie było problemów z wyciąganiem ciasta.

Uff, to była ciężka praca, ale nagrodą jest czekający już w lodówce jogurtowy serniczek, zmiksowany ze „Śnieżką”, żeby było szybciej – a żeby nie było tak niskokalorycznie, to spód zrobiłam czekoladowy.
Smacznego Wam życzę.

* spody nie są niezbędne, ale znacznie wydłużają okres konsumpcji sernika oraz zwiększają jego walory smakowe.