Witam ponownie!
Koleżanka Nina w ostatnim numerze Pinezki rozpisywała się na temat schabu. Pozdrawiam więc ją serdecznie i też dorzucam swoje „trzy grosze”.
Ponieważ mamy okres „czasu wolnego,” kiedy nikomu się nic nie chce, czyli czas wakacji letnich, dziś coś szybkiego, prostego. Prostego i na czasie.

Moja żona twierdzi, że większość moich przepisów taka właśnie jest – no cóż, trzeba sobie jakoś radzić.
Dzisiejszy problem nazywa się „kawałek schabu”. Trzeba z niego zrobić coś takiego, żeby było – po pierwsze: zjadliwe, a po drugie: nie za długo, bo mecz czeka.

Schab należy najpierw odpakować z papierka i ocenić. Mięso musi być w miarę ładne i ma go być mniej więcej 1,5 raza więcej od tego, ile jesteśmy stanie zjeść w gronie jakie jest przewidziane do „biesiadowania”. Do wszystkiego potrzebne jest oczywiście tyle piwa, ile przewidujemy wypić w czasie meczu plus jedna mała butelka na cele kulinarne 🙂

Mięso nacieramy solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi, i kładziemy do garnka z przykrywką. Do środka wrzucamy jedną posiekaną cebulę i ząbek czosnku, a także jakieś 1/8 kostki masła. Do tego nalewamy odrobinę wody. Całość dusimy pod przykryciem jakieś 40-50 minut na wolnym ogniu, aż mięso zmięknie i da się pokroić na plastry. Całość należy rozłożyć na talerzu i polać sosem.

W kwestii sosu – oczywiście nie może on być byle jaki, ale „pseudoprowansalski”. Potrzebne będzie do tego celu: łyżka mąki, trochę masła (kolejne 1/8 kostki), resztka z paczki z ziół prowansalskich zużytych do nacierania schabu, oraz śmietanka w kartoniku (taka niebieska jest ok) i ta maleńka, bezpańska buteleczka piwa (może być o pojemności 0,33l, ewentualnie szklanka, po prostu :).
Na patelni roztapiamy masło. Bierzemy w jedną łapkę coś drewnianego do mieszania (np. przyrząd nazywany w naszym domu „patką – psychopatką”, albo zwykłą łyżkę drewnianą), a w drugą normalną, stalową łyżkę wypełnioną mąką, którą wsypujemy na roztopione masło. Drewnianym przyrządem rozprowadzamy szybko mąkę z masłem po całej patelni, a następnie szybko wlewamy śmietankę, oczywiście nie przerywając mieszania. Kiedy całość ma konsystencję gęstego płynu, wsypujemy do tego zioła prowansalskie…
i dalej mieszamy
mieszamy
mieszamy
mieszamy
aż wszystko zacznie nam gęstnieć i powstanie coś w rodzaju rzadkiego budyniu. Wtedy całość należy delikatnie posolić, popieprzyć (do smaku), a następnie doprowadzić do konsystencji właściwej sosom, przy pomocy szklanki piwa. Oczywiście, dalej należy to wszystko mieszać, bo nie powinno być żadnych grudek ani innych takich, aż do momentu, kiedy sos zacznie nam „mrugać” (czyli się zagotuje).
Tak przygotowanym sosem polewamy mięsko.

Całość smakuje najlepiej z młodymi ziemniaczkami posypanymi koperkiem.

Smacznego drogim kolegom i koleżankom życzy

hawajski ….;-{}