Zgodnie z obietnicą złożoną w maju, dzisiaj dalszy ciąg lekkich deserów – galaretki i musy. Pewnie, że najprościej jest zrobić galaretkę z proszku, ale jeżeli postaramy się przyrządzić taką galaretkę same… Ach, co za satysfakcja, pewnie nie mniejsza niż ta, kiedy ja sama po raz pierwszy upiekłam sernik. No a musy?

Ktoś może powiedzieć: pewnie nic trudnego, rozgotować jakieś owoce, ewentualnie zmiksować – ot, chociażby jabłka z kompotu. Poczekajcie tylko na przepisy, a pewnie większość z was będzie wolała chwilkę dłużej spędzić w kuchni, niż jeść z torebki nie wiadomo co – chociaż nie ukrywam, gdzie można ułatwić sobie życie, tam z tego korzystam.
Ale do rzeczy – czas na pierwszy przepis i niestety, raczej nie dla dzieci, bo z winem.

Babka owocowa

0,5 kg owoców jagodowych (jeżyny, maliny, truskawki, porzeczki – mogą być nawet mrożone, jeżeli w zamrażarce ostały się jeszcze jakieś zapasy)
6 łyżek żelatyny
2 szklanki czerwonego wytrawnego wina
1 łyżeczka likieru porzeczkowego (jeżeli nie jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami takowego, możemy dodać koniaku albo martini – daje ciekawy posmak; albo nie dodawać innego alkoholu w ogóle)
cukier do smaku
pół szklanki kremówki (zawsze zastanawiam się, ile to jest i ubijam po prostu pojemniczek śmietany z Piątnicy)

Owoce przebrać lub rozmrozić i opłukać. Żelatynę rozpuścić w kilku łyżkach wina, a resztę wina zagotować. Wlać żelatynę, zdjąć z ognia i doprawić do smaku cukrem i likierem (to w tym momencie zdecydujemy, czy odpowiada nam sam smak wina czy jednak będziemy coś dodawać). Formę babkową z kominem o pojemności 1,5 litra wypłukać wodą (niestety, samo opłukanie nie wystarczy, więc lepiej wyłożyć formę folią spożywczą, uprzednio blaszkę traktując odrobiną tłuszczu, żeby folia lepiej się lepiła – później nie będzie problemu z wyjęciem galaretki). Na dno foremki wlać trochę galaretki i wstawić do lodówki (bądź zamrażalnika – trzeba tylko pilnować, żeby nie skostniała na amen), aby stężała. Na stężonej galaretce ułożyć owoce i zalać resztą galaretki. Wstawić do lodówki do całkowitego stężenia. Wyłożyć babkę na talerz, udekorować wedle fantazji. Podawać pokrojoną na plastry, z bitą śmietaną.

Nie było zbyt trudne prawda? Najlepiej zrobic tę galaretkę wieczorem, wtedy przez noc ładnie stężeje w lodówce, a my pozbędziemy się stresu, że coś się rozleje przy wyjmowaniu z foremki.

A teraz coś dla wielbicieli grejpfrutów:

6 różowych grejpfrutów
2 łyżeczki żelatyny
4 łyżki likieru pomarańczowego

Z dwóch grejpfrutów wycisnąć sok i podgrzać w rondelku. Żelatynę namoczyć w niewielkiej ilości zimnej wody. Pozostałe grejpfruty obrać i wyfiletować (to znaczy pozbawić każdą cząsteczkę błonek). Cząstki owoców ułożyć gwiaździście na talerzykach. Żelatynę rozpuścić w ciepłym soku, dodać likier pomarańczowy, wymieszać i odstawić. Kiedy galaretka zacznie gęstnieć, zalać nią owoce na talerzykach, po czym odstawić na 20 minut do lodówki.
Tego deseru właściwie nie trzeba dekorować, bo już ułożenie cząsteczek grejfrutów jest samo w sobie dekoracyjne.

Pora na Telesfora, a właściwie na mus – na pierwszy ogień idzie:

Mus pomarańczowy:

3 pomarańcze
3 kostki cukru
0,5 szklanki cukru pudru
1 szklanka śmietany kremówki
3 białka

Pomarańcze wyszorować szczoteczką i opłukać gorącą wodą, osuszyć. Jeszcze ciepłe pocierać kostkami cukru, aby wchłonęły olejki eteryczne.
Owoce obrać (kilka skórek zostawić do dekoracji), wycisnąć sok, przecedzić, wrzucić kostki cukru, wymieszać. Białka ubić na sztywną pianę. 1/3 soku wlewać po łyżeczce do piany z białek. Śmietanę ubić z cukrem pudrem. Kilka łyżek odłożyć do dekoracji, pozostałą połączyć z resztą soku i białkami. Gotowy deser przełożyć do pucharków. Udekorować skórką pomarańczową i rozetkami z bitej śmietany.

Teraz coś, co lubię:

Mus kawowo-morelowy:

200 ml mocnej kawy
15 dag cukru
4 jajka
1 puszka mleka skondensowanego (raczej niesłodzonego – chociaż z takim też zdarzyło mi się zrobić, ale było potwornie słodkie)
7 i pół dag moreli (uwielbiam te dokładne przepisy, czyli mała puszka albo kilka, 4,5, 6 – to zależy, czy zależy nam bardziej na smaku moreli, czy kawy)

Do dekoracji:
łyżka prażonych płatków migdałowych
łyżka wiórków czekoladowych

Kawę zaparzyć, wlać do rondelka (bez fusów oczywiście, ja robię z rozpuszczalnej) dodać cukier i gotować około 10 minut na dość dużym ogniu, aż powstanie gęsty syrop. Białka oddzielić od żółtek. Żółtka ubić i dodawać powoli do syropu, ciągle mieszając. Masę kawowo-żółtkową należy teraz ubijać na parze do momentu, aż dwukrotnie powiększy swoją objętość (tutaj, aby ułatwić sobie zadanie, można użyć miksera, chociaż ja preferuję zwykłą trzepaczkę, najlepiej sprężynową). Białka ubić na sztywno. Morele drobno posiekać lub zmiksować. Krem kawowy połączyć z mlekiem, morele z pianą z białek. Delkatnie wymieszać. Rozłożyć do małych miseczek, ozdobić płatkami i wiórkami czekoladowymi.

I na koniec coś dla dbających o linię:

Pucharek jogurtowy z winem

500 ml jogurtu naturalnego
1 szklanka czerwonego wina półwytrawnego
1 opakowanie cukru waniliowego (małe albo duże, to zależy od tego, jak bardzo przepadamy za smakiem waniliowym)
3 łyżki soku z cytryny
4-5 łyżek cukru
5 łyżeczek żelatyny

Do dekoracji:
cukier puder i listki melisy

3 łyżeczki żelatyny namoczyć w zimnej wodzie. Jogurt wymieszać z sokiem cytrynowym, trzema łyżkami cukru i cukrem waniliowym. Żelatynę rozpuścić, podgrzewając. Dwie łyżki kremu jogurtowego wymieszać z żelatyną, połączyć z resztą kremu. Pucharki napełnić do 2/3 wysokości i wstawić do lodówki na godzinę (lub do zastygnięcia). Resztę żelatyny namoczyć. Wino podgrzać, doprawić do smaku cukrem. Żelatynę rozpuścić w ciepłym winie, ostudzić, ostrożnie przelać do pucharków. Gotowy deser ozdobić listkami melisy oprószonej cukrem pudrem.

Anna Maria podesłała nam jeszcze jeden przepis na mus – tym razem prosto z Anglii. Zobaczcie sami, co o nim pisze:

Strawberry fool – Truskawkowy głupiec

   Popularnym deserem w Anglii jest fool czyli… głupiec. Pochodzenia tej niezbyt słodko kojarzącej się nazwy nie udało mi się ustalić, zaginęło gdzieś w pomroce dziejów. Truskawkowe, malinowe czy rabarbarowe fools można kupić gotowe w supermarkecie, ale żaden dotąd nie przypadł mi do gustu, dlatego wolę sama go zrobić, zwłaszcza, że nie jest to trudne:

Połącz przy użyciu widelca 250 g truskawek z 2-3 łyżkami cukru pudru. Ubij 250 ml słodkiej śmietany, aż będzie sztywna. Delikatnie wymieszaj pulpę truskawkową ze śmietaną, włóż do lodówki na parę godzin. Podawaj w pucharkach, udekorowane owocami i/lub kruchymi ciasteczkami.
Podane ilości wystarczają na 2-3 porcje.

Mnie coś świta odnośnie nazwy tego deseru, a wy? Czy też sądzicie, że tylko głupiec zdoła wytrzymać kilka godzin, widząc truskawki ze śmietaną?

Mam nadzieję, że powyższe przepisy choć trochę zmieniły wasze nastawienie do banalnej galaretki i jeszcze banalniejszego musu. I pamiętajcie, kuchnia to nie laboratorium, tu nie trzeba sztywno trzymać się przepisu – nie masz w domu czegoś potrzebnego do danego dania? Spróbuj zastąpić czymś innym! Naleśniki z dodatkiem otrębów są niczego sobie, ale juz kaszki manny nie polecam.