ilustr. anetaHg

Mamy kwiecień. Miesiąc ten – nie wiem czemu – ale mnie osobiście kojarzy się z dwiema rzeczami: z jajami – pewnie dlatego, że pierwszy kwietnia to odwiecznie dzień robienia sobie „jaj”, a poza tym kwietniowi bliżej zdecydowanie do Świąt Wielkiej Nocy niż do Bożego Narodzenia. Po drugie, kojarzy mi się z wiosną, czyli czymś zielonym.

Najpierw więc zróbmy sobie „jaja”.

A jaja nie będą takie zwykłe – tylko śmieszne – a mianowicie „w marmurek”.
Potrzebne nam będą jaja – oczywiście ugotowane na twardo. Należy je gotować 10 do 15 minut, ostudzić, a następnie potłuc delikatnie na nich skorupki – ale nie obierać – powtarzam – nie obierać, tylko tak na razie zostawić.

Kiedy jajka będą nam stygły – w moździerzu należy utłuc na drobny proszek kilkanaście ziarenek pieprzu – tak z 10 do 15 sztuk, 2 goździki, 1 mały kawałek cynamonu, 6 ziarenek ziela angielskiego, 1/3 gwiazdki anyżku, ½ małej papryczki suszonej, 10 ziaren kolendry oraz 1 łyżkę soli. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby użyć gotowych produktów mielonych, „prosto z hipermarketu”, w eleganckich, papierowych torebkach. Nie należy jednak przesadzać z ilością. Nie przejmowałbym się też brakiem w spiżarni któregoś z ziół – zawsze można dokupić, wymyślić zamiennik albo po prostu nie dodać. Gotowanie to także sztuka eksperymentu…
Potrzebne będą jeszcze dwie łyżeczki listków czarnej herbaty, łyżka wiśniówki (czyli cherry), oraz łyżeczka sosu sojowego (jak nikt nie patrzy, można spróbować dodać maggi albo przyprawę do zup typu „Winiary” – ale to wersja nieoficjalna).

Wersją całkowicie nieoficjalną jest też totalne uproszczenie – zamiast tej całej mieszaniny można próbować zabarwić jajka w prostszy sposób: można np. spróbować zagotować je tylko wraz z trzema łyżkami kurkumy. Marmurek będzie wtedy żółty. Można też poeksperymentować z curry – będzie jasno-pomarańczowy, albo ze słodką czerwoną papryką. Oczywiście, że można dodać zamiast opisanej powyżej mieszanki po dwie łyżki wymienionych przypraw. Ale wtedy to nie będzie już to – chociaż uzyskamy równie ciekawy efekt, o wiele mniejszym kosztem i wysiłkiem.

Jak większość z was zapewnie się domyśla, jestem z Krakowa – stąd te stałe wtręty na temat kosztów w moich tekstach.

Całość pakujemy do garnka, wkładamy jajka z potłuczonymi skorupkami, zalewamy wodą, i gotujemy pod przykryciem jakieś 20-30 minut.

Po wyjęciu i ostudzeniu jaja obieramy – na powierzchni powinien pojawić się śliczny, brunatny, marmurkowy wzorek. Można pokroić je w połówki lub ćwiartki i podać z sosem, który składa się z 120 ml sosu sojowego i 2 łyżek tabasco dokładnie z sobą wymieszanych.

I CO – SĄ JAJA !!!

Nie jest to mój autorski przepis, ale danie z kuchni chińskiej, fajnie więc będzie wyglądać podane z pałeczkami i przyozdobione czymś zielonym. Może to być liść pietruszki, może to też być kupka sałatki – np. z zielonego pora.

W zimie – a tym roku niestety zimę mamy aż do teraz prawie – organizm człowieka, a mój w szczególności, łaknie wręcz czegoś zielonego. Dobrą alternatywą może być świeży por – jest to jedno z niewielu warzyw dostępnych w formie niezamrożonej o tej porze roku.
Pora należy umyć, pozbawić wierzchniej warstwy liści oraz twardych liści na końcu i zdrewnialej końcówki „na początku”,  z której wyrastają tzw. wąsy. Nas interesuje tylko ta okrągła, biała część, która ku górze delikatnie zmienia się w jasnozieloną. Twarde, zdrewniałe liście wyrzucamy.

Oczyszczoną „pałkę” pora kroimy drobno w półksiężyce, odkładając na bok do miski i przesypując solą. Takiego posolonego i pokrojonego pora należy zostawić w spokoju na około 20 minut, aby puścił sok. Po tym czasie możemy się nad nim poznęcać, a mianowicie – odciskamy go rękami, używając do tego całej dostępnej siły (koleżankom polecam oczywiście zaangażować do tego jakiegoś mężczyznę – najlepszy do tego celu jest mąż; ale jak się nie ma co się lubi…) tak aby cały ciężkostrawny sok wylądował w zlewozmywaku. Po odciśnięciu należy całość przyprawić. Proponuję dwa wypróbowane sposoby.

Pierwszy sposób jest chudy i dietetyczny – a mianowicie jabłko. Należy obrać 1 całe jabłko i zetrzeć je na tarce – najlepiej na „grubych” oczkach, a następnie dokładnie zmieszać z posiekanym i odciśniętym porem. Całość zostawić w lodówce pod przykryciem na minimum godzinę.

Drugi sposób – bardziej ociekający tłuszczem. Należy do posiekanego i odciśniętego pora dodać 2 łyżki oliwy z oliwek i łyżeczkę przypraw. Co do tego, jakie to mają być przyprawy, pozostawiam pełną dowolność. Może to być bazylia, zioła prowansalskie, przyprawa do bigosu albo do kurczaka – co się da, to będzie ok. A smak zawsze będzie inny, niepowtarzalny i taki, jak lubimy.
Jedyne przed czym przestrzegam w tym wypadku, to sól – całość jest już wystarczająco słona po tym, jak dodaliśmy soli przed odciskaniem.

Prawda, że śmieszne? A zwłaszcza „śmiesznie proste”.

Życzę jak zwykle smacznego.