Mówiła mi pani Cesia, że w stanie wojennym stała w kolejce po jakiś artykuł podstawowy z kobitką, która opowiadała o książce kucharskiej, z której namiętnie korzystała. Książka została wydana za okupacji, a przepisy były mniej więcej takie: zamiast jajka bierzemy…, zamiast gnata bierzemy, zamiast mąki używamy…, zamiast cukru…, zamiast garnka…

To była książka kucharska na cholernie trudne czasy. Niestety, pani Cesia nie wykazała się asertywnością i nie wzięła od kobiety namiarów. Co za szkoda!

Z powodu nędzy, bezrobocia i nowych butów zrobiło się coś w podób żurku. Jest to kulinarny utwór własny do słów szwagra.

Bierze się i obiera kartofle. Ja obrałam sztuk cztery, bo żurek jakoś ich wsysa w siebie dużo. Z zupełnie niezrozumiałych powodów lubię, żeby kartofelki były pokrojone w słupki jak frytki. Oczywiście w krótsze, żeby nie trzeba było zupy jeść łyżką wazową. Podgotowałam je w wywarze, co się został ze schabu od Babki i Dziadka. Potem wlałam wodę od kiszonych ogórków, co się zostały po Babce i Dziadku. Wkroiłam resztkę kiełbasy, co się została po Babce i Dziadku. Wkroiłam kiełbasę cielęcą, zakupioną specjalnie w tym celu. Końcówki rzuciłam kotom na podłogę, bo one lubią polować na takie końcówki.
Pół cebuli pokroiłam w kostkę i wyrzuciłam do gara. Bez podsmażania, bo mi się nie chciało dla połówki cebuli odpalać patelni, a na myśl, że potem musiałabym ją myć, wątroba przewróciła mi się, jakby była głupią. Ugotowałam jajko, co się zostało sprzed wyjazdu, chociaż istniało pewne ryzyko, że ono jak chińskie, stuletnie jest. Trudno; dla głupiego jajka nie warto się ubierać i wychodzić z domu. Prawdę mówiąc, ugotowałam dwa, w przewidywaniu, że na kolację też coś trzeba jeść. Dodałam śmietanę. Sporo, bo ja śmietanę lubię jak diabli. Żadnej mąki, bo mąka w zupie to dla mnie barbarzyństwo kulinarne.

   Zupa galanta, a zmywanie zrobimy maniana. Na deser czereśnie, chałwa, kulki rumowe. No, teraz można się ubrać i skoczyć po piwo. A na podwieczorek do kawy może by tak ciasteczko jakieś obdziobać?

Ilustrowała: Joanna Titeux/pinezka.pl

 

Nienawidzę gotować