Powiem szczerze: danie jadłam u koleżanki i z pewnością było to coś podobnego w smaku, ale na pewno nie to samo. Podejrzewam nawet, że była to niemiecka zapiekanka z mielonego nazywana tutaj „fałszywym zającem”… ale nie mieszajmy przepisów. W każdym razie, ponieważ nie znałam właściwego przepisu, wybrałam się na poszukiwania do google i trafiłam na poniższy. Wypróbowałam, urozmaiciłam i… wpadłam jak śliwka w kompot. Jest pyszne!!!!

Od znajomego Nigeryjczyka wiem, że z bobotie to jak z naszym bigosem: nazwa ta sama (lub podobna), ale każdy ma swój przepis. Więc nie zdziwcie się, jeśli ktoś inny zamiast marmolady brzoskwiniowej weźmie banany lub inne składniki.
Danie nie jest takie skomplikowane, jak się wydaje i poza paroma wyjątkami nie trzeba kupować specjalnych składników. Jedziemy!

Bobotie

Składniki:
1 cebula, pokrojona drobno
1 łyżka oleju
1 kg mięsa mielonego (ze świni, krowy albo dziczyzna, jak kto chce)
1 łyżka sproszkowanej papryki
1 łyżeczka ostrego curry
1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
½ łyżki pieprzu Cayenne
1 łyżeczka cukru (może być brązowy)
1 łyżeczka soli
400 g przetartych pomidorów
65 g koryntek albo zwykłych rodzynek
55 g przecieru pomidorowego
1 łyżka octu winnego
1 łyżka sosu Worcester (można sobie odpuścić, choć smakuje nieźle)
2 łyżki chutneya z mango (dodatkowo lub zastępczo można dodać pokrojone w plasterki jabłko)
1 łyżka konfitury z brzoskwiń
1,5 kromki chleba tostowego (może być bułka lub weka)
125 ml mleka
trochę rosołu (może być instant)
1 jajko
listki cytrynowe lub laurowe
1 łyżeczka kurkumy

1. Na rozgrzaną patelnię wrzucamy pokrojoną cebulę, a jak się trochę przyrumieni, dodajemy mielone mięso.
2. Przyprawy, czyli paprykę, kurkumę, curry, imbir, cukier i sól mieszamy i dodajemy do mięsa, dusząc wszystko razem parę minut.
3. Zdejmujemy z ognia i dodajemy przetarte pomidory, przecier, koryntki, chutney z mango, ocet, sos Worcester i konfiturę z brzoskwiń, mieszamy i gotujemy ok 2-3 min.
4. W międzyczasie kromki chleba moczymy w mleku, wyciskamy (mleka nie wylewać!) i dodajemy do mieszanki mięsnej. Znów gotujemy parę minut, tak, żeby wyparowały «soki». Przyprawiamy kostkami rosołowymi lub tylko solą.
5. Wszytko przekładamy do formy żaroodpornej i na koniec zalewamy mlekiem z wyciśniętego chleba, rozbełtanym z jajkiem.
7. Pieczemy w nagrzanym piekarniku w 180°C, aż całość się „zetnie”.
8. Przyozdabiamy listkami laurowymi lub plasterkami cytryny.

Można podawać z ryżem z szafranem (do gotującego się ryżu wsypujemy trochę przyprawy, bardziej dla koloru, niż smaku).
Tradycyjnie albo afrykańsko: SMACZNEGO!

 

Ludzie, odkryłam zupę!!!!!!

fot. sabba

Nie chcę robić konkurencji zupom w ostatniej pinezce, ale… tej trzeba spróbować, choćby dlatego, żeby przekonać się, że być może, nie będzie się jej lubić!
Nawet dla tego jednego razu warto, nie znam nikogo kto by wybrzydzał… Oczywiście, czytelniku, zawsze możesz być pierwszy. W tym wypadku jestem nietolerancyjna i powiem: nie znasz się!  Jak to mawiał mój dziadek, dobra zupka nie jest zła, a wiadomo, że jesień może być też zimna, zabieram się więc za pożywną, sycącą, pyszną, aromatyczną, wspaniałą… no dobra, tylko bez ekstazy… zupę…

POMIDOROWĄ Z TOSKANII
(Toskańczycy lub im podobni, jeśli nie znacie takiej zupy, wybaczcie!)

Zupa jest szybka i łatwa w przyrządzeniu. Bierzemy więc na 4 osoby:
5 łyżek oliwy z oliwek
2 ząbki czosnku (wielbiciele mogą więcej!) drobno posiekanego
350 g białego pieczywa, najlepiej kilkudniowego, pokrojonego w kostkę wraz ze skórką
600 g pokrojonych pomidorów świeżych lub z takich z puszki (smakują tak samo dobrze)
1,3 l klarownego rosołu z jarzyn lub mięsnego (kura)
pęczek bazylii
sól i pieprz

1. Na rozgrzaną w garnku oliwę z oliwek wrzucamy czosnek i lekko dusimy do lekkiego zarumienienia.
2. Dorzucamy pokrojony w kostkę chleb, który momentalnie wchłonie oliwę, więc trzeba mieć już w pogotowiu:
3. Pomidory, które dodajemy i mieszamy, gotując parę minut.
4. Na sam koniec dolewamy rosół (gotujemy wywar z włoszczyzny i trzech kurzych nóżek), wrzucamy listki bazylii, przyprawiamy solą i pieprzem.
5. Gotujemy wszystko ok. 20 minut, po czym wyjmujemy wygotowaną bazylię (będzie gorzka, gdy się ją zostawi w zupie).
6. Podajemy… i jemy… i smakujemy… i wzdychamy z błogości…

I dziękujemy za dobry przepis. A ja, za wypróbowanie go!

Zdjęcie: archiwum własne autorki