W końcu czas się z tym pogodzić. Po prostu żyjemy w normalnym kraju. Może to oczywiście oznaczać, że nasze standardy dotyczące normalności z biegiem lat się zdewaluowały. Ale może być też wskaźnikiem czegoś innego – odzwyczailiśmy się od tego, jak to jest żyć w normalnym kraju, wszelkie oznaki tego, że jest jak być powinno, są spychane na margines jako wyjątki. Ale właśnie te wyjątki dają podstawy do optymistycznych spojrzeń, choć oczywiście być pesymistą jest dużo prościej.

Portal onet.pl przytacza za Polską Agencją Prasową komentarz profesora De Waele’a zamieszczony w „La Libre Belgique”. Profesor mówi: Prawica odniesie ‘przytłaczające’ zwycięstwo w jesiennych wyborach w Polsce, na czym nie wygra Unia Europejska (…) W Polsce to zawsze jak atak tsunami (…) To bardzo groźne, gdyż uniemożliwia powstanie profesjonalnych elit politycznych i stworzenie kultury rządzenia1.
I rzeczywiście. Wraz ze zmianą opcji politycznej na tę, której akurat uda się przekonać wyborców, że porządzi lepiej, rozpoczynają się czystki. Przegrywający dobrze o tym wiedzą i zawczasu swoich zaufanych ludzi wysyłają na placówki dyplomatyczne, zapewniają im niebotyczne odprawy w przypadku zwolnień, obsadzają nimi rozmaite stołki i stołeczki – a nuż tsunami, które niechybnie przyjdzie, niektórych ominie.

Ale to jest polityka. Statystyczny Polak czuje wstręt i obrzydzenie wobec polityki. Z zazdrością co prawda patrzy na wysokości diet (i sumy pojawiające się w aferach), ale do polityki przecież – z założenia – nie idą ludzie uczciwi. Trudno doszukiwać się normalności w sferze, w której z zasady jej nie ma.
Zresztą, załóżmy, że rzeczywiście nastąpi tsunami. Co się stanie, prócz nieuchronnego wyrezania obcych z ministerialnych gabinetów? Czy wystąpimy z Unii Europejskiej i zawiążemy sojusz z Białorusią? A może czeka nas pucz wojskowy i władzę przejmie junta? Albo okaże się, że państwo nie jest w stanie obronić nas samych przed nami samymi, zbankrutuje, zaś my, osoby posługujące się do niedawna Internetem, będziemy się bać wychodzić z domu? A może czeka nas wojna? Aleksander Dancyg, mieszkaniec izraelskiego kibucu, komentuje to tak: Jeżeli w Polsce po następnych wyborach dojdą do władzy populiści, tak naprawdę nic strasznego się nie wydarzy: trudno uwierzyć, żeby Polska wycofała się z Unii Europejskiej albo NATO. W Izraelu populizm władzy oznacza po prostu wojnę2.

Czy więc rzeczywiście jest tak źle? Czy tsunami, które nieuchronnie przyjmie nasze państwo, chwiejące się na swoich glinianych nogach, rzeczywiście w końcu powali Trzecią Rzeczpospolitą?

Jestem ostatnim człowiekiem, który namawiałby do równania w dół. To, że inni robią jeszcze gorzej, nie znaczy jeszcze, że my też musimy tak postępować. Ale jednak, mimo wszystko, nie dajmy się zwariować: żyjemy w normalnym (a w najgorszym razie normalniejącym) kraju w środku Europy. Jesteśmy w gruncie rzeczy beneficjentami tego świata.

 

© ydorius 25’VIII’2005


1
artykuł w portalu www.onet.pl z 24 VIII 2005
2 z wywiadu z Aleksandrem Dancygiem, Tygodnik Powszechny 35 (2929), z dn. 28 VIII 2005

Ilustracje autora