ilustr. Anna Fudyma /pinezka.pl

Czarno-biały film, pokazujący doświadczenie laboratoryjne, wyglądał trochę jak z poprzedniej epoki. Poprzedniej czyli socjalistycznej. Siermiężny, żadnych wideoklipowych fajerwerków. Dwa napełnione wodą akwaria, w których pływają szczury – po jednym w każdym akwarium. Beznamiętny głos lektora objaśnia doświadczenie – jednemu szczurowi podano deseczkę, po której mógł się wspiąć nad poziom wody. Zapamiętał to i kiedy zrzucono go z powrotem do wody, długo utrzymywał się na jej powierzchni, machając rozpaczliwie łapkami i co chwila podpływał do miejsca, w którym kiedyś była deseczka. Drugi szczur, pozbawiony tej odrobiny nadziei, poddał się bardzo szybko i utonął. Widok na akwaria po kilkunastu godzinach – oba szczury nie żyją.

Nikt nie lubi być porównywany do szczura, ale jednak kiedy patrzę na swoje życie i życie, które się wokół toczy, takie skojarzenie mi się nasuwa. No bo tak – dobrze jest pracować, bo dzięki temu zarabiamy pieniądze, jeszcze lepiej jest robić karierę i czuć się zrealizowaną zawodowo. Pieniądze, które zarobimy, umożliwią nam wybranie sobie jakiegoś oryginalnego hobby, które pozwoli nam na samorealizację w sferze pozazawodowej. Do tego koniecznie należy zadbać o wygląd, w końcu ładnym żyje się łatwiej, no i to obowiązek kobiety. I musimy być wiecznie młode, bo jak się zestarzejemy, to staniemy się niewidzialne, tak jakby nas w ogóle nie było.

Następną płaszczyzną jest rozwój duchowy – jeśli jesteśmy religijne, to pielęgnujemy swoją religijność, a jeśli nie jesteśmy, to pielęgnujemy swój ateizm. Poza tym czytamy wartościowe książki, chodzimy do teatrów i do kina, celebrujemy życie towarzyskie i rodzinne. Jedzenie jest absolutnie wykluczone! W ogóle nie jemy, tylko się odżywiamy. Najlepiej zdrowo i ekologicznie.
Jesteśmy zatroskane powiększającą się dziurą ozonową i swoim poziomem cholesterolu, budżetem państwa na przyszły rok i votum zaufania dla rządu, podpisujemy petycję, żeby przyjąć Turcję do Unii Europejskiej albo petycję, żeby jej nie przyjmować. Jeśli uważamy się za uświadomione społecznie, to najlepiej w ogóle nie rozstawajmy się z dowodem osobistym, bo w każdej chwili możemy coś podpisywać.

Czasem czujemy się przemęczone i myślimy, że właściwie po co to wszystko. Wtedy należy wyjechać na urlop. Oczywiście żadne tam Mazury… Najlepsza jest wycieczka zorganizowana ze szczelnie wypełnionym programem zwiedzania – to nas wzbogaci duchowo. Pamiętajmy o zabraniu aparatu fotograficznego, bo to, co nie sfotografowane, to tak, jakby się w ogóle nie wydarzyło. Spontaniczność jest całkowicie wykluczona. Jeśli wrzucamy się ze znajomymi do wody, to najpierw musimy przypilnować, czy aby jakiś obiektyw jest na nas ustawiony, bo inaczej wrzucanie trzeba będzie powtórzyć. Jeśli nie mamy ochoty na zwiedzanie, no to ostatecznie można spędzić urlop stacjonarnie – pod warunkiem, że w Prowansji albo w Toskanii. I założenie jest takie, że podczas stacjonarnego pobytu przynajmniej zaczniemy pisać jakąś powieść albo wiersze, malować akwarelą, a w wersji „absolutne minimum” zakładamy zielnik i kolekcjonujemy okazy, zebrane na okolicznych polach i łąkach, pieczołowicie opatrując je łacińskim nazwami.

Znacie te historię: na początku stworzył niebo i ziemię…? A czy znacie dalszy ciąg? To ja wam powiem w tajemnicy, jak było naprawdę.
Bóg stworzył dwoje ludzi: mężczyznę i kobietę. Obydwoje lubili trochę popracować, a trochę się polenić. Ale jak Pan Bóg zobaczył, że zalegają sobie z piwkiem przez telewizorem, to pomyślał, że coś im za dobrze. Nie mogą przecież tak sobie leżeć obydwoje. Więc stworzył drugi z kolei model kobiety i spowodował, że o prototypie mało kto pamięta, a jeśli już, to kojarzy nie za dobrze – że porywa noworodki i w ogóle jędza z niej straszna. Spojrzał na naszą pramatkę i powiedział: a ty, moja droga, to nie tylko będziesz dzieci w bólach rodziła, ale w ogóle będziesz zasuwała jak mały samochodzik.

ilustr. Anna Fudyma /pinezka.pl
No i stało się. Jak się tak porządnie naharujemy, to wtedy wiemy, że jest okej. Już późno, oczy się zamykają, ale jeszcze nie można, bo przecież jak to – życie prześpimy! A jeszcze piling, jeszcze pedicure, jeszcze maseczkę położyć na twarz, jeszcze tę książkę wartościową poczytać, a słówka kto powkuwa? A może warto zerknąć do jednego z wszystkowiedzących pism kobiecych, żeby dowiedzieć się, jak być jeszcze szczuplejszą, jeszcze lepiej gotować, jeszcze lepiej gospodarować pieniędzmi, jeszcze lepiej odgadywać, czego sobie życzy nasz małżonek, nasze dzieci, nasi rodzice i nasz pracodawca; udoskonalić techniki seksualne, wybrać najlepszą seksowną bieliznę, w której będziemy miały biust jak Pamela…

Ale myliłby się ktoś, uważając, że pisma kobiece stawiają jedynie wygórowane wymagania – w „Świecie Kobiety” można na przykład wyczytać, że jeśli dbasz o dom i dzieci oraz o swoją atrakcyjność, również seksualną, a mąż jednak cię zdradza, to masz prawo nie czuć się winna. Co za ulga, prawda? Tak niewiele trzeba, żeby uniknąć poczucia winy z powodu zdrady męża – być damską wersją Petera Parkera, czyli spełniać absolutne minimum przewidziane dla rodzaju żeńskiego. Ale my to przecież intuicyjnie wiemy. Przecież wiemy, że NIKT nie posprząta tak dobrze jak my, NIKT nie ugotuje tak dobrze jak my, NIKT nie dopilnuje, żeby dziecko poszło na umówioną wizytę do dentysty, odsuń się kochanie, tylko mi w tej kuchni nabałaganisz, ja sama! Ja! Ja zrobię!
Czasem w zaufanym gronie przyjaciółek powierzamy sobie oburzające sekrety: w męskiej koszuli prasować tylko to, co widać spod marynarki, będzie szybciej. Albo: śniadanie dla dziecka do szkoły przygotować wcześniej i trzymać w lodówce. Albo: obiad z półproduktów ugotować. Czujemy się wtedy jak prawdziwe anarchistki-konspiratorki, ale tylko przez chwilę, bo jak już do tego prasowania przyjdzie, to nasza mała kieszonkowa podpowiadaczka perfekcjonistka już nam szepce, żeby prasować całość, żadnego tam obcyndalania się.

Była taka pisarka amerykańska, Shirley Jackson. Napisała dwie przeurocze książki o swoim życiu gospodyni domowej, pełnym zwierzaków, dzieci, perfekcyjnie upieczonych spodów do ciast, wieczorków spędzanych na brydżyku ze znajomymi – cudowny, sielski obraz kochającej się rodziny w małym miasteczku, gdzieś w Vermoncie. Sięgałam po te książki w czasie każdej dorocznej anginy, niespodziewanej chandry albo stresu w pracy. Po jakimś czasie przeczytałam inne książki tej autorki.
Jedno z jej opowiadań, za które otrzymała nagrodę Pulitzera, dotyczy właśnie idyllicznej amerykańskiej prowincji, miasteczka uroczych ludzi, którzy mają swój mały ceremoniał – co roku kamienują jednego z losowo wybranych mieszkańców. „Loteria” opowiada o tym, jak kamienują pewną gospodynię domową. Rzuca w nią mąż, dzieci, również kilkuletni synek, któremu dobrzy sąsiedzi podają kamienie, bo mu się w małych rączkach nie mieszczą. Inne opowiadanie traktuje o pewnej kochającej się rodzinie, którą podczas rodzinnego obiadu wytruła ukochana córeczka.

I tak się czasem zastanawiam, co może drzemać w duszy cudownie perfekcyjnych kobiet, w nieskazitelnym makijażu, z kartą kredytową w kieszeni, z wypielęgnowanym mieszkaniem, odprasowanym w kancik mężem, szczęśliwymi kwiatkami doniczkowymi i uśmiechniętym kotem. Czasem warto wypuścić demony zanim same padniemy ich ofiarą. Czasem warto podać sobie… szczurzą deseczkę…?

ilustr. Anna Fudyma /pinezka.pl