Tu czas nie płynie. Zawsze ta sama zasłona w czerwoną kratę kołysze się w oknie w podmuchu wiatru. W dolnej szufladzie komody leży przedłużacz, obroża psa i nożyczki. Encyklopedię znajdziemy pod fotelem obitym zielonym aksamitem.

Dywan na jednym rogu haniebnie postrzępiony; pogryzł go pies, którego już dawno nie ma. Na tych strzępach zawsze zimą stawia się choinkę, żeby nie było widać. Na czwartej półce (licząc od góry), w blaszanym pudle po herbacie leżą zdjęcia.

Tu zawsze jest tak samo. Szafy pachną bagnem i naftaliną, podłogi terpentyną i woskiem. W przedpokoju trzeba uważać na kulawy wieszak.
Aż mamy tego dość, nosi nas w zupełnie inne miejsca. Wystarczy sama myśl, że jest taki punkt w przestrzeni, gdzie nic się nie zmienia.

A kiedy już chcemy tam wrócić, często bywa tak, że musimy to wszystko odtwarzać z pamięci. Już nikt na nas nie czeka za kraciastą zasłonką. Za późno.

Więcej towarów mieszanych