Pucu-pucu, glanc-glanc-glanc, czyli list od Kaśki do Kaśki o czystości.

Żyjąc pod jednym dachem z dwoma mężczyznami pewnego dnia możesz pojąć, że od początku wspólnego zamieszkania jeszcze nigdy nie umyli okiem. NIGDY. Mogłabyś się poczuć straszliwie dobita, mogłabyś krzyczeć, że szowinistyczne męskie świnie i że każdy mężczyzna to drań. Mogłabyś. Gdybyś przy okazji nie doszła do wniosku, że sama również nigdy wcześniej okien nie tknęłaś. Czyli przez jakiś rok pozwalaliście szybom obrastać w dowolne brudy.

Dzisiaj rano zdecydowałaś się na małą domowa rewolucję. Pobrałaś z kuchni płyn do mycia naczyń, z łazienki miednicę, wystroiłaś się stosownie do okazji. Potargałaś nawet prześcieradło celem zmontowania oręża przeciwko brudowi – i zaczęłaś. Po umyciu dolnej części okien do boju przyłączył się Facet nr 2, zgłaszając chęć pomocy przy zewnętrznych partiach. Pomoc przyjęłaś. W tym czasie Facet nr 1 w miarę samorzutnie, lekko tylko popędzany, posłusznie podawał szmaty, wynosił brudne naczynia do kuchni, nastawiał olej na frytki i rzeczonych frytek pilnował.

Sprzątanie z dwoma mężczyznami ma tę dobrą stronę, że kiedy zadumasz się na moment nad widokiem zza okna, nikt Cię nie będzie popędzał, że jest jeszcze tyle do zrobienia (mama), nikt nie będzie ganił za dobór niekonwencjonalnych metod czyszczenia (mama), a kiedy wylejesz przypadkowo za balkon słoik z kawą sprzed trzech tygodni – nikt nie będzie suszył ci głowy za nieuwagę, a wprost przeciwnie: dostarczysz dwóm samcom masę uciechy, bo będą mogli wychylać się przez balkon i obserwować, jak wspaniale ludzie z u p e ł n i e nie zwracają uwagi na kapiącą brązowawą ciecz (czy to nie zajmujące?!).

Obecność wspominanych już mężczyzn jest również okazją do traktowania sprzątania jako misterium, bo, po pierwsze – robi się to rzadko, po drugie – nagle może się okazać, że to, co braliśmy za nadbudówkę kamienicy z naprzeciwka nie ma koloru szarego tylko niebieski, i jest – uwaga – kawałkiem nieba. I można się grupowo dziwić, raz, że kamienica jest niższa niż się spodziewaliśmy, a dwa – że ma różowy, a nie bury kolor, a w dodatku widać ją całkiem wyraźnie…

Poszerzyliśmy swoje horyzonty nie wyburzając niczego.