ilustr. Marta Sala

Przyszła do mnie sąsiadka. Dla niepoznaki nazwijmy ją Kuczmierowską. Kuczmierowska jest psiarą i twierdzi, że koty są wredne.
Ja mam dwa koty. Jeden jest nieśmiały, delikatny i płochliwy. Ten na widok Kuczmierowskiej dał dyla w ciemny kąt. Drugi kot, Leon Zawodowiec, jest bezczelnym, zadowolonym z siebie i ciekawskim syjamem.

Kuczmierowska jeszcze dobrze nie zakotwiczyła w pokoju, a Lońka już zaczął ostrzyć sobie pazury o nogawkę jej spodni.
– Czego on chce? – zapytała.
– Na ręce! – skłamałam.
Sąsiadka wzięła Leona na ręce, a on natychmiast podjął próbę ugryzienia jej w nos.
– Ojej, jaki miły kotek! – zachwyciła się Kuczmierowska. – A czego on chce tym razem?
– Buzi! – zełgałam.
Pocałowała go. Kot porzucił zamiar gryzienia, bo wszedł w bliski kontakt z wiszącą lampą. Ale coś knuł, bo oczy jarzyły mu się na czerwono.
Kiedy sąsiadka szła do drzwi, biegł za nią krok w krok, przymierzając się do capnięcia ją w piętę.
– O co mu chodzi?
– To dżentelmen. Odprowadza panią do drzwi.

Kuczmierowska popadła w zadumę, po czym rzekła:
– O? Jak zdechnie moja Saba, kupię sobie kotka.

Więcej towarów mieszanych

Ilustracja: Marta Sala/pinezka.pl