ilustr. Joanna Titeux/pinezka.pl

Chudemu gorzej, a właściwie chudej. I choć teza ta może wydawać się trudna do udowodnienia, będę jej wierna jak rzeka Żeromskiego. Co więcej, nie zawaham się użyć odpowiednich argumentów celem jej poparcia.

Życie osoby, której ciężar ciała klasyfikuje się wedle wszelkich norm medycznych w rubryce „niedowaga” nie jest, że użyję dość przewrotnego określenia, lekkie.

Począwszy od najmłodszych lat, chuda osobniczka skazana jest na nadmierne zainteresowanie babć, cioć i stryjenek, objawiające się troską o wychudzony i wymizerowany wygląd dziecięcia. Co z kolei powoduje ciąganie dziecka po różnych lekarzach, znachorach i energoterapeutach. W kolejnych latach pojawiają się podejrzenia o anoreksję, bulimię czy też niedokrwistość.

Organizm chudej osobniczki wykazuje się niczym nie uzasadnioną złośliwością. Gdy inne kobiety w ciąży przybierają po kilkanaście kilogramów, chudzielec z dużym wysiłkiem powiększa swoją masę o jakieś 5 kg, wyglądając przy tym jak kasztanowy ludzik z wydętym brzuszkiem i wiszącymi smętnie zapałczanymi kończynami. Nie trzeba chyba przekonywać, że urodzenie dziecka ważącego niewiele mniej niż matka to duże osiągnięcie.

ilustr. Joanna Titeux/pinezka.pl    Życie codzienne chuderlaka też nie jest łatwe. Czy „normalnym” osobom zdarza się bowiem, aby nie otwierały się przed nimi, tak popularne w centrach handlowych, drzwi na fotokomórkę? A chudzielcom owszem. W takich sytuacjach należałoby przypuszczać, że tak cienka postać przemieszcza się niczym amerykański myśliwiec F 117 niewidoczny dla radarów. Jedyny ratunek to noszenie przy sobie większych ciężarów w postaci torby z ziemniakami lub też wykonywanie tzw. pajacyków przed urządzeniem otwierającym drzwi. W przeciwnym wypadku skończyć się to może crash-testem i uszkodzeniem znacznej części twarzy.

Podczas spotkań towarzyskich, usilnie wpaja się osobom o skłonnościach „niskowagowych” głębokie poczucie winy. Każda próba zjedzenia czegoś, co ma więcej niż sto kilokalorii wywołuje uwagi typu: ty to masz dobrze, możesz jeść słodycze, albo: taka to może sobie pojeść, lub: też bym tak chciała. Wskutek takich działań, chuda osobniczka zaczyna czuć pogardę, niechęć a nawet jadłowstręt i z odrazą odkłada ciasteczko lub cukiereczka, co bynajmniej nie wpływa na poprawę jej samopoczucia lub tym bardziej na przyrost masy ciała.

Poważnym problemem dla chuderlaków jest również kupowanie odzieży. Niejednokrotnie trafiają bowiem na ciekawe spojrzenia ekspedientek, u których kanciastość ramion chudej klientki wywołuje podejrzenie o nie wyjęcie wieszaka z bluzki. Są też sytuacje, kiedy osobę, której ciało pretenduje do ubiorów w rozmiarze poniżej 36 odsyła się do stoiska z odzieżą dziecięcą.

ilustr. Joanna Titeux/pinezka.pl     Nie ma także mowy o zakupie przyzwoitego obuwia. W sandałkach chuda stopa wyjeżdża do przodu, zatrzymując się dopiero na równie chudej kostce, co powoduje powłóczenie palcami po podłożu. Kozaki – problem z cholewką. Obwód chudego odnóża jest zazwyczaj tak mały, że założenie jakiejkolwiek pary kozaków powoduje, że chucherko wygląda jak przedstawiciel małorolnych w obuwiu roboczym, czyli walonkach.

Chudzielec jest dość często tematem niewybrednych żartów i komentarzy w stylu: do domu na rozbieraną randkę to bym cię nie zaprosił, bo mi żebrami tapetę zedrzesz, albo: psy na ciebie nie szczekają jak tyle gnatów na raz widzą?, lub też: jesteś tak chuda, że jak cię swędzą plecy to wystarczy po brzuchu podrapać… Przykłady takie można mnożyć bez końca.

Chuda osobniczka ciężkie życie ma! I chociaż jak pisał Henryk Szumielski: jeśli jesteś chuda, tobie też się uda, to Drogie Panie, czyż nie lepiej usłyszeć od ukochanego mężczyzny: ależ ty masz rozkoszne wałeczki niż: ale ty do cholery kanciasta jesteś?

Ilustracje: Joanna Titeux/pinezka.pl