Piłam piwo, a cholerny kot chciał mi je wyżłopać. A mnie ślozy się lali i przez nie łkałam:
– Lońka, kocie, dlaczego mi to robisz?!

W sobotę się zdziebko odgięłam. Kupiłam:
mikrofalę
pojemnik na chleb (bo od dziesięciu lat pieczywo przechowuję w garnku)
regalika do płyt CD
oraz Encyklopedię Głupoty.

W dziale mięsnym natknęłam się na ELEMENTY Z KURCZAKA, oraz MIĘSO KULINARNE Z INDYKA. Jakoś mnie zniechęciły te nazwy, nie kupiłam. Kupiłam za to suchą karmę dla kotów.

Od kobitki przebranej za Fionę, ze Shrekiem towarzyszącym u boku wyłudziłam opaskę z uszami Shreka. Ponieważ opaska ugniatała Dziecia w główkę, sama ją sobie założyłam na własną głowę i tak wróciłam do domu. Stawiałam wszystkie nabyte dobra pod klatką schodową, kiedy nagle napatoczył mi się Kuczmierowski. Spojrzał na te zielone uszy i zapytał z troską:
– Może w czymś pomóc?
Wepchnęłam mu do dźwigania kuchenkę.

Encyklopedia Głupoty w bliskim kontakcie okazała się nie encyklopedią, tylko zbiorem felietonów, cytatów, refleksji i eseików. A już myślałam, że facet mi rąbnął temat! A może to jakaś holenderska specjalność? Fenomenologię religii też zapamiętałam jako rzecz niezdycyplinowaną formalnie.

W domu okazało się, że napis na torbie z kocim foodem głosi: SUCHA KARMA DLA KOTA Z KURCZAKIEM.

Więcej towarów mieszanych