Klucz do szczęścia nie istnieje.
Drzwi są zawsze otwarte.

Czasami żałuję, że życie nie opiera się na logice telenoweli. Porzucona żona znajduje mężczyznę swojego życia najdalej trzy odcinki później. Firma eksa bankrutuje, co oczywiście wiąże się z końcem związku z sekretarką. Eks w najlepszym wypadku kończy w łapach dłużników, w najgorszym do upadłości finansowej dochodzą nałogi i kalectwa.

W życiu jednak sprawy rzadko przybierają taki obrót. Eks ma dobrego prawnika, który sprawnie ukryje wspólny małżeński majątek na Antylach Holenderskich, nowy model żony ma się świetnie, a porzucona kobieta zostaje sama z rachunkami.

W życiu jak z serialu bywa tylko ślub eksa. Eksa stać na prawie wszystko, włącznie z kwiatami (za które rachunek wynosił mniej więcej równowartość małego Forda), ale wykluczając flower girlsy i ring boy’a, bo do tego celu eks koniecznie potrzebował swoich dzieci. Oczywiście Była Żona dostarczyła je na ślub. Zaraz po ślubie zadzwoniła do mnie. Byłam przekonana, że chce się po prostu wyżalić. Ku mojemu zdziwieniu głos Byłej Żony był pełen entuzjazmu:
– Otwieram kwiaciarnię! – wypaliła zamiast powitania.

Nie pamiętam, co powiedziałam, ale cokolwiek by to nie było, musiało brzmieć mało entuzjastycznie, bo Była Żona natychmiast dodała w ramach wyjaśnienia:
– Pamiętasz jak zawsze narzekasz, że tu nie ma normalnej kwiaciarni? I że jest nisza? I że można by zbić fortunę?

Fakt, narzekam regularnie, bo do wyboru mam napuszone salony kwiaciarniane, w których zakupy wymagają wizyty w lombardzie, albo kwiaciarnie supermarketowe, które mają kwiaty z gatunku dworcowych. Ale trudno nazwać moje ataki nostalgii business planem.
– Tanju, a gdzie ma być ta kwiaciarnia?
– Na rogu, obok piekarni.
– Tam jest przecież sklep z pamiątkami!
– Tam był sklep z pamiątkami, a teraz jest kartka „do wynajęcia” i telefon. Więc pomyślałam sobie, że zadzwonisz pod ten numer i wynegocjujesz mi …
– Tanja, ale czy ty…
– 713 35… Masz coś do pisania?
Negocjacja z firmą zarządzającą ruchomościami jest znacznie przyjemniejsza, niż przeglądanie papierów rozwodowych.

Dokładnie dwa miesiące po zakończeniu negocjacji, kiedy zapomniałam już zupełnie o planach związanych z lokum, w którym niegdyś znajdował się przybytek sprzedający pamiątki z Teksasu zrobione w Chinach i Meksyku, dostałam zaproszenie na wielkie otwarcie kwiaciarni „Do wazonu”, kupon ze zniżką na pierwszy zakup i pytanie od Tanji, czy przypadkiem nie pomogłabym jej w nalewaniu drinków. Zgodziłam się i obiecałam przyjść o godzinę wcześniej.

„Do wazonu” okazała się być piękną kwiaciarnią o ascetycznym wystroju. W powietrzu unosił się zapach kojarzący mi się z początkiem roku szkolnego. Tanja z twarzą w dłoniach siedziała na schodkach prowadzących na zaplecze, obok swoich trzech pociech.
– Jak on mi to mógł zrobić? – zapytała – przecież umawialiśmy się, że na ten weekend on zabierze dzieci!

Mój wzrok z Tanji przeniósł się na trójkę maluchów.
– Wezmę je ze sobą do domu – odparłam, biorąc na ręce najmłodszą latorośl.  – Tak będzie lepiej, przynajmniej nie wypiję Ci szampana. A moje maluchy będą miały towarzystwo.
W domu postanowiłam pomóc dzieciom Tanji poznać kulturę polską. Posadziłam więc dzieciarnię przed telewizorem i nastawiłam „Reksia”. Przykazując całej piątce (jej trójka i dwoje moich) zachowywać się grzecznie, poszłam na dół zatelefonować do znajomych po posiłki dla Tanji.

Tanja odebrała swoją czeladkę późnym wieczorem.
– Fajnie było? – spytałam starszego syna, patrząc na krajobraz po bitwie w jego pokoju.
– Fajnie – przytaknął mały. –A wy się z tatą też rozwodzicie?
– Nie – odparłam.
– Dobrze – ucieszył się i nie zdejmując wzroku z telewizora dodał: – Mnie tam jedna mama zupełnie wystarczy.

Tanja zadzwoniła w wigilię, żeby mi powiedzieć, że po dzieci przyjedzie Eks i że nie przyjdzie w tym roku na wieczerzę. Musi dostarczać kwiaty na święta do późnego wieczora. Obiecała przyjść później na kluski z makiem. Powiedziała mi, że nowa żona jej eksa zamówiła u niej aranżację na stół i kominek.
– Tak mi przykro – wymamrotałam – musi ci być bardzo ciężko.
– Eee tam – głos Tanji nie miał w sobie ani krztyny smutku – nie przy tych cenach…
Zaraz potem zadzwoniła jakaś kobieta o tym samym nazwisku co Tanja. Ciężko mi przywyknąć do tego, że są teraz dwie panie „C”.  Ta druga miała tu zaraz przyjechać.

Nowa pani „C” wcale nie miała wyglądu femme fatale. W ogóle nie była taka, jak ją sobie wyobrażałam. Dlaczego akurat mnie wybrała sobie na powierniczkę? Tak jak kiedyś Tanja, siedziała przy moim kuchennym stole skarżąc się na swojego męża. Najgorsze jest to, że mi naprawdę jej było żal. A przecież miałam być oschła, miałam być lojalna wobec Tanji.

Tanja pojawiła się dopiero po deserach. Wyglądała na bardzo zmęczoną. „Muszę koniecznie z tobą pogadać o czymś ważnym” – zaczęła od progu. Serce utkwiło mi w gardle. Ona wie, że rozmawiałam z „C-bis”. Dzieci jej powiedziały. Dobrze, niech mi wygarnie, zasłużyłam na to.
Tanja zajęła miejsce „C-bis” przy kuchennym stole. Skupiła wzrok na wazoniku, na który jeszcze nie tak dawno patrzyła nowa pani C.
– Wszyscy mi współczują i chcą mi pomóc – zaczęła. –I nikt nie wie, że to chyba najpiękniejszy okres w moim życiu.
Wstrzymałam oddech.
– Wczoraj skoro świt jechałam na targ po kwiaty i tak sobie pomyślałam, że nareszcie jestem szczęśliwa. Ten dupek zawsze rządził wszystkim w domu i o wszystkim decydował. Na najmniejsze wspomnienie o moich aspiracjach zawodowych reagował pogardliwie. Nigdy nie miałam nic do powiedzenia.
Tanja powiedziała o nim „dupek”. Tak mówiłyśmy o nim podczas rozwodu, ale teraz słowo to nie było wypowiedziane ze złością i miało wyłącznie charakter diagnostyczno-opisowy.
– Ja zawsze byłam ta niedorajda, totalna oferma, która mu wszystko zawdzięcza, która sama skończyłaby pod mostem, a teraz, odkąd druga kwiaciarnia przy lotnisku tak świetnie się rozwija, wiem, że nie miał racji.
– Przy lotnisku? – powtórzyłam bezwiednie.
– A co, nie mówiłam ci? No przecież zawsze narzekasz, że nie ma jak kupić kwiatów po drodze na lotnisko. Mam tam świetne obroty i mniejsze koszty, niż w tej pierwszej. No i w maju mam ślub…
– Wychodzisz za mąż? – zapytałam, mając nadzieję, że w końcu wydarzy się coś jak w telenoweli.
– Nie – Tanja uśmiechnęła się po raz pierwszy tego wieczoru. – Dostarczam kwiaty na ślub. Ojciec panny młodej złożył ogromne zamówienie!

W tym roku Tanja spędzi z nami wigilię. Któryś z jej pracowników będzie rozwoził kwiaty. Chociaż „Do Wazonu” świetnie prosperuje, Tanja otworzyła też małą kawiarenkę w europejskim stylu. Taką, jakiej mi zawsze brakowało. W kawiarence czasami spotykam panią „C-bis”, która narzeka na swojego męża, a ja pilnuję się wtedy, żeby przypadkiem nie wygłosić kolejnej pochopnej opinii na temat zapotrzebowań infrastrukturalnych naszego pięknego miasta.