ilustr. spinelli/pinezka.pl

Ewa zastanawiała się, czy Marek ją jeszcze kocha. Tak jakoś dziwnie  ostatnio było… Nigdzie nie wychodzili. Rozmawiali rzadko. Kiedyś było inaczej, np. do restauracji często chodzili, a teraz… Muszę z nim porozmawiać – pomyślała. Poczekała, aż jej mąż zje obiad.
– Dawno nie byliśmy w restauracji – powiedziała.
– Fakt, dawno – odrzekł.

I nadzieja, że ją zaprosi i będzie cudnie jak kiedyś, rozwiała się jak mgła. Bo przecież po to mu to powiedziała, żeby się domyślił i ją zaprosił, a on…
Czuła jak narasta w niej furia. Zaczęła sprzątać. Spoglądała na Marka co chwilę. O czym on myśli albo… o kim…!? Drobinka popiołu z jego papierosa spadła na świeżo odkurzony dywan. I to wystarczyło do wybuchu. Jego zdumiona mina jeszcze bardziej ją drażniła. Przesunął stopą po wałeczku popiołu, stwierdzając, że to drobiazg. Ewa już sama nie wiedziała co krzyczeć… Aż w końcu podniósł się i, trzasnąwszy drzwiami, wyszedł…
On już mnie nie kocha – pomyślała z rozpaczą.

——-

Marek wrócił do domu, zjadł obiad i zaczął się zastanawiać… Czy klub żużlowy w Gdańsku dostanie licencję? Przecież nie spłacili długów. Z zadumania wyrwał go głos Ewy:
– Dawno nie byliśmy w restauracji.
Z lubością patrząc na ukochaną małżonkę, zastanowił się… Noooo, chyba ma rację.
– Fakt, dawno – odrzekł.
Ewa wyszła, a on wrócił do swoich problemów. Żużel wyleciał mu z głowy. W pracy ostatnio było ciekawie. Kto zostanie zastępcą kierownika? Obecny odchodził. Marek pomyślał, że jednak Miszewski miał większe szanse – umiejętności mieli równe, ale Miszka, jak go nazywali, pracował kilka lat dłużej. A jednak… może ten nowy, co go przyjęli? Przecież w poprzedniej firmie zajmował znacznie wyższe stanowisko.

 

 

ilustr. spinelli/pinezka.pl

– W ogóle mojej pracy nie szanujesz!!!!!
Wytrzeszczył oczy. Ewa stała przed nim, wskazując na podłogę, i krzyczała… Spojrzał, fakt – spadł mu popiół z papierosa. Ruszył nogą i już po nim, ale to Ewę jeszcze bardziej rozzłościło. Darła się na niego i nie bardzo rozumiał, o co chodzi. O ten okruszek popiołu?! Czując narastającą furię, wstał i wyszedł trzaskając drzwiami. Chwili spokoju nie ma. I w końcu… czemu się tak zeźliła?

 

Idąc ulicą, Marek zastanawiał się nad swoim małżeństwem. Kochał Ewę bardzo i zawsze wydawało mu się, że jest dobrze. Raptem zatrzymał się…
O Boże! Ona już mnie chyba nie kocha!

Ilustracje: spinelli/pinezka.pl