Za Jankiem często oglądali się ludzie – wydawał im się niezwykły. Miał 160 cm wzrostu, bardzo długie nogi, krótki korpusik, fiołkowe oczy, czarne, falujące włosy i niesamowicie piękną twarz!
No i garb, co niektórych bardzo bawiło.
Jednak prawdziwe cuda zaczynały się dziać, gdy mówił. Słuchających zniewalał wtedy jakiś czar… Nawet dzieci, nie rozumiejące treści jego wypowiedzi, zastygały w bezruchu.

Żona Janka, Pelagia była piękną i dobrą kobietą. Szczupła blondyneczka zdawała się być bezbronną nimfą. Jednak gdy rodzice kategorycznie zabronili jej związku z „tym garbusem”, po prostu uciekła z domu.
Po ślubie niechętnie, ale zaakceptowano związek, szczególnie, że zaowocował trójką udanych dzieci. Dziwili się tylko wszyscy – co ta Pela w nim widzi? Piękna, bogata jedynaczka mogła wszak wybrać jakiegoś normalnego mężczyznę a nie taką pokrakę. Rodzina żyła szczęśliwie w pięknym, dużym mieszkaniu w starej kamienicy. Garbus uśmiechał się dość rzadko ale to akurat nikogo nie dziwiło. Kto by się uśmiechał z takim „tobołem” na plecach ?  Janek zarabiał dobrze a Pela była wspaniałą gospodynią, mieszkanie lśniło, dzieci radosne i zadbane – słowem sielanka.
Nawet niechętni Jankowi rodzice Peli musieli przyznać, że wszystko jest cudnie. Odwiedzali ich często, najchętniej w porze obiadu. Pelagia bowiem, mimo, że w domu rozpieszczana, szybko nauczyła się wspaniale gotować.

I tak minęło prawie dwadzieścia lat.

Któregoś letniego wieczoru Janek wsiadł na rower i pojechał na spacer. Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, że po raz pierwszy nie wrócił na kolację. Przyjechał dość późno, mętnie tłumacząc, że zagadał się z kimś znajomym.
Prawda zaś była taka, że tego wieczoru poznał Aldonę.
Aldona była dziwnym zjawiskiem. Od kilkunastu lat wdowa, mieszkała sama w rozlatującej się chałupce blisko kanału. Miała krótkie, wiecznie rozczochrane włosy i potworny bałagan w domu. Wyglądem różniła się od Pelagii bardzo. Pela -smukła, wysoka, Aldona – niska, krępa. Z dużym cycem i równie potężną pupą przy delikatnej Peli wyglądała jak Horpyna. Na buzi byłaby nawet ładna gdyby nie nos olbrzymich rozmiarów. Poza tym nigdy się nie malowała, gotować umiała tylko kilka potraw, sprzątać nie znosiła, prać, prasować również. Ot, dziwoląg! Przy całej swojej niechęci do robót domowych radziła sobie jednak jakoś, bo nigdy nie widziano na niej ciuchów brudnych czy niedoprasowanych. Tyle, że w domu miała bajzel potworny, powiększony jeszcze przez walające się wszędzie książki. Ku zdumieniu wszystkich, Janek po półrocznej znajomości wprowadził się do Aldony i podał o rozwód!
Nauczył się prać, prasować, gotować… Zaczął się śmiać dużo i często! Pelagia najpierw nie wierzyła, potem wpadła w depresję, przez kilka lat leczyła się u psychiatry, w końcu umarła – na zawał.

 

A garbus i Aldona ? Od dwudziestu jeden lat tak samo zakochani i szczęśliwi. I całkiem im nie przeszkadza fakt, że wszystkich to dziwi niepomiernie!