ilustr. spinelli/pinezka.pl    Pani X jechała do siostry. Po drodze zatrzymała się, by kupić papierosy. W sklepie trafiła na dyskusję. Szybko zorientowała się, że jakaś kobieta podała do sądu przełożonego i jego kolegów o molestowanie, a w sklepie dyskutują żony owych panów. Z ich rozmowy wynikało, że bardzo są na tą kobietę obrażone. Bo i o cóż jej chodziło? Na pewno o wyłudzenie pieniędzy. W końcu jak by nie chciała, to by nie ulegała!

I jeszcze gada takie bzdury, że na pracy jej zależało… skoro każdy wie, że jak miała troje dzieci, to swobodnie by się z różnych zasiłków utrzymała. A co one teraz biedne zrobią? Przecież przez tę wariatkę ich mężowie mogą pójść do więzienia i wtedy – aaaaach, straszne – one będą musiały iść do pracy! I tu dopiero zaczęło się biadolenie. Co to będzie?
– Co dzień trzeba będzie rano wstać!
– Czy deszcz czy skwar wyjść!
– A potem pracować całe osiem godzin!
– Później w domu robota…
– I kiedy wypocząć, film obejrzeć, pogadać z przyjaciółkami, wyspać się…
Kobiety były szczerze zrozpaczone. Prawie płacząc, rozsnuwały kolejne czarne wizje, związane z koniecznością pójścia do pracy. I wszystkie były w tym zgodne – już nic gorszego je spotkać nie mogło!

ilustr.

Pani X słuchając, zdenerwowała się okropnie; gdy przyszła jej kolejka kupiła papierosy, zapłaciła i… zapomniała je wziąć. Musiała po nie wrócić. Jadący z nią mąż zainteresował się, co też tak bardzo wzburzyło jego małżonkę. Wysłuchawszy zaś rzekł:
– No, ja im się wcale nie dziwię. Wiesz, że ja ci pomagam we wszystkich pracach domowych, ale gdybym miał nie pracować i tylko domem się zajmować, to chyba bym się powiesił! Czego się wkurzasz? To są normalne kobiety, które pragną normalnego życia – chcą zajmować się domem. Może ci trudno uwierzyć, ale sama widzisz, są takie, dla których to jest przyjemność, a praca zawodowa wręcz przeciwnie.

Po powrocie pani X spotkała znajomą, wyżaliła jej się i usłyszała:
– No wiesz, ci mężowie powinni iść do paki, bo są winni, ale co do tych kobiet, to naprawdę im wpółczuję – ich mężowie narozrabiali, a je pokarało. Toć jak ja bym musiała pójść do pracy, to bym wolała umrzeć od razu!!!

Dziwny jest…

 

***
 

Agata jest tolerancyjna. Wiele rozumie, życzliwie podchodzi do świata i ludzi… Aż kiedyś, gdy przez przypadek poruszyłam w rozmowie z nią problem gejów, jak nie wybuchnie:
– Nawet mi nie mów o tych wstrętnych pedałach! Obrzydzenie człowieka bierze. Nieraz byłam w klubie dla homoseksualistów, napatrzyłam się dosyć. Migdalą się po kątach aż niedobrze się robi, zmieniają partnerów jak rękawiczki! Wierność to u nich nieznane słowo! Kiedyś jak sobie wypiłam, wykrzyczałam im to w nos. Ale się wściekli. A ja im powiedziałam – znam pary heteroseksualne i pary lesbijek, które są ze sobą dziesięć lat i dłużej i są sobie wierne, pokażcie mi choć jedną taką parę gejów! I cisza się zrobiła jak makiem zasiał. Bo u nich nawet pary, które są ze sobą dłużej o wierności pojęcia nie mają – zawsze przynajmniej jeden z nich się puszcza. To potem kolega mi tłumaczył, że po prostu mężczyźni mają inne podejście do seksu i jeśli nawet w związku heteroseksualnym jest mężczyzna wierny, to tylko dlatego, że jest przymuszony do tego przez kobietę. Też mi tłumaczenie, toż to gorzej niż zwierzęta. Ohyda!!! Nienawidzę ich gorzej niż czegokolwiek! Dać mi kałasznikowa to pojechałabym po nich równo…

Słuchałam zdumiona. Agata jest lesbijką.

Dziwny jest ten…

 

***
 

Pani Z. żaliła się mojej kuzynce. Straszną krzywdę jej dziecku zrobili!

– Maciek sam mi powiedział – był molestowany przez nauczyciela. Ale ja nie jestem głupia, by z tego powodu raban robić. W końcu skończyłby z nim zajęcia i byłby spokój. To nie. Znalazły się dwie wariatki, które poleciały do sądu! I zobacz. Przedtem Maciek był wesołym, normalnym chłopcem, a teraz… Oczywiście miało niby być po cichu, ale i tak się rozniosło, którzy to chłopcy… I teraz nie ma życia, wszyscy go wytykają palcami. Dzieci nie chcą się z nim bawić, śmieją się z niego, dokuczają mu, wyzywają od pedałów… Większość dorosłych też go traktuje źle… Jest jak trędowaty. Boi się wychodzić z domu. A ostatnio moja siostra przychodzi bez swojego chłopaka. Wybacz – mówi – ale boję się… nie wiadomo, czy twój nie nasiąkł… I ja wcale jej ani ludziom się nie dziwię. Sama bym zabroniła swojemu dziecku zadawać się z takim zboczeńcem. Bo to wiadomo, czy mu się nie spodobało, czy może nie zacznie innych bałamucić… Takie nieszczęście. A wszystko przez te dwie histeryczki! Gdyby nie one, byłby spokój. W końcu… tylu uczniów miało zajęcia z tym nauczycielem, potem stracili z nim kontakt i było dobrze… Musiało trafić pechowo akurat, jak mój Maciek miał z nim lekcje… Teraz biedny sam, jak palec. No, ci inni chłopcy też, ale z nimi to przecież się nie będzie trzymał, żeby go posądzili, że on dalej… Biedne dziecko. Nawet ojciec się od niego odsunął… Co te wstrętne baby narobiły… Za grosz wyobraźni…

Dziwny jest ten świat. Lecz ludzi dobrej woli jest… więcej?

ilustr. spinelli/pinezka.pl