No właśnie, co ma do roboty bezrobotny? Nic, poza szukaniem pracy. A szukanie pracy to jest pełnoetatowe zajęcie.
No, niestety. Życie niesie też sprawy bieżące, których olać nie można. Zestawiłam sobie, co też ja za sprawy załatwiałam w ostatnim miesiącu.

* Sąd (w tym jedna rozprawa, jedno odczytanie wyroku, dwie wizyty po odpisy wyroków) – 4 dni;
* wizyta w szpitalu na ostrym dyżurze z chorym Dzieciem – 1 noc;
* próba dostania się do lekarza z chorym Dzieciem – 1 dzień;
* zapisywanie do przychodni Dziecia i mnie – 2 dni;
* wizyty u lekarza prywatne, w tym robienie USG – 2 dni;
* wyrabianie i odbiór nowego dowodu osobistego – 2 przedpołudnia;
* wyrabianie i odbiór nowego prawa jazdy – 2 przedpołudnia;
* rozmowy w sprawie pracy – 5 dni;
* jazda do kadr po kwity – jedno przedpołudnie;
* jazda z wypełnionymi kwitami do kadr – jedno przedpołudnie;
* terapia rodzinna – dwa popołudnia;
* wożenie Dziecia na korepetycje z chemii – trzy popołudnia i jedno popołudnie;
* wizyta w Urzędzie Pracy, z powtórną rejestracją i wypełnianiem kwitów w większej ilości niż do emerytury, bo zarobiłam 300 zł i mi cofnięto zasiłek – jedno przedpołudnie;
* standardowa wizyta w Urzędzie Pracy – jedno przedpołudnie;
* wizyty w MOP-sie w celu otrzymania zaliczki alimentacyjnej – trzy przedpołudnia;
* ponadstandartowa wizyta w Urzędzie Pracy, bo mi nie wydano orzeczenia o terminie przyznania zasiłku, potrzebnego do zaliczki alimentacyjnej;
* wizyty u komornika – jedno przedpołudnie i dwa popołudnia;
* wyrabianie karty EKUZ – dwa przedpołudnia (bo urzędnicy w NFZ nie odbierają telefonów – i słusznie, im nie są potrzebni pacjenci, tylko ich pieniądze, a pieniądze przecież nie dzwonią telefonem);
* wizyta w administracji, bo mi się leje z dachu do podłogi – jedno przedpołudnie;
* oczekiwanie na panią z administracji, żeby obejrzała i wyceniła szkody związane z przeciekającym dachem – jedno przedpołudnie;
* oczekiwanie na profesjonalistę, który jakoby naprawiał dach, a teraz ten dach cieknie – jedno przedpołudnie;
* wywiadówka – jedno popołudnie bezpowrotnie stracone;
* wizyta w urzędzie skarbowym w celu uzyskania pisma o dochodach za 2004 r., potrzebnego do zaliczki alimentacyjnej – jedno przedpołudnie;
* odbiór pisma o dochodach w tydzień później – jedno przedpołudnie;
* dwie wizyty na biofeedbacku z Dzieciem – dwa popołudnia;
* wizyta u ortodonty z Dzieciem – jedno popołudnie;

   Poza tym nic nie robiłam. Zwyczajnie się obijałam – a to robiąc zakupy, a to gotując, a to sprzątając i – dla urozmaicenia – zmywając. Ale to chyba się nie liczy. No, chyba że przyjmiemy, że jestem facetem.

Animacja: J. Titeux/pinezka.pl