kolaż: Joanna Titeux

„Jakie badania w ciąży?”

To był pierwszy wątek z forum „Ciąża i poród”, na którym zatrzymało się moje oko. Zdziwiłam się nieco, bo dotychczas żyłam w przekonaniu, że na takie pytanie odpowiedzi udzielić może lekarz, a nie anonimowa internautka.

Z czystej ciekawości przeczytałam jednak dyskusję, tym bardziej że mimo wszystko temat dotyczył i mnie, gdyż jako dumna i blada ciężarna byłam przed pierwszą wizytą u ginekologa.
Z owego wątku dowiedziałam się, że najważniejsze, aby lekarz był dobrze wyposażony.

Stropiłam się nieco, bo zawsze myślałam, że wyposażenie lekarza ocenia głównie jego żona, a nie pacjentka. Z następnych wypowiedzi wyniknęło jednak, że chodzi nie o sprzęt samego lekarza, ile o to, jakie aparatury posiada on w gabinecie. Otóż warunkiem koniecznym jest nowoczesny aparat USG, KTG, elektroniczna waga i takiż ciśnieniomierz. Oczywiście USG powinien robić przy każdej nadarzającej się okazji, a KTG na życzenie pacjentki. Zdziwiłam się po raz trzeci, że tak się wszystko w medycynie posunęło do przodu od ostatniego roku, kiedy to moja kuzynka USG w ciąży miała zrobione raptem 3 razy. Okazało się, że nic się nie posunęło, tylko wiadomości z internetu mają się nijak do rzeczywsitości, a liczba zalecanych badań daleko odbiega od wyobrażeń i oczekiwań niejednej spanikowanej kobiety. Ale ponieważ służba zdrowia to też biznes, gdy w gabinecie pojawi się uparta osobniczka gotowa zapłacić każdą sumę za mające ją uspokoić badania, nikt jej ich nie odmówi, mimo że chwilowo nie mają one sensu. W związku z tym coraz więcej kobiet do testu ciążowego dołącza sobie USG, a ponieważ jest za wcześnie, lekarz nic nie może na temat ciaży powiedzieć. Wracają więc one do domu z zawałem serca i wylewają czarną rozpacz na forum.

Zmroziło mnie to wszystko, bo wydawało mi się, że ciąża to stan dość naturalny, a tu wyłoniła się wizja jakiejś strasznej traumy. Zamknęłam więc forum i poszłam na wizytę do lekarza. Nim zdążył on otworzyć usta, oznajmiłam mu, że wybieram się na USG, ale dopiero wtedy, gdy już będzie coś widać, bo chcę uniknąć stresu. Pomilczał chwilę przyglądając mi się badawczo, po czym posadził na krzesełku i oznajmił „Proszę nie czytać forów internetowych!” Zaskoczył mnie do tego stopnia, że aż nie zauważyłam, jak zmierzył mi ciśnienie aparatem na pompkę, co oczywiście fatalnie świadczyło o jego wyposażeniu.

Dość szybko udało mu się sprowadzić mnie na ziemię, tłumacząc co, gdzie, kiedy i dlaczego. Na koniec poklepał mnie po ramieniu i kazał pojechać na wakacje. Pewno powinnam go była zmienić, bo wykazał się przecież totalną nieodpowiedzialnością…

„Proszę o interpretację wyników!”

To kolejny wątek, jaki pojawił się na forum. Trwała na nim giełda badań, zaleconych przez lekarzy swoim pacjentkom. Porównywane były wyniki i ich interpretacja, bo przecież lekarz może się mylić mówiąc, że wszystko ok. Jeśli którejś zlecono mniejszą liczbę badań, szybko decydowała się na zmianę tego – jakże niekompetentnego – lekarza. Patrzyłam z udziwieniem, jak przerzucają się nazwami chorób, liczbami określającymi poziom wszelkich możliwych krwinek i jak pocieszają się wzajemnie, gdy któraś odbiegała od forumowej normy. Żadna z tego Towarzystwa Kur Mądrzejszych od Jajka nie zauważyła faktu, że uczestniczki forum pochodzą z różnych krajów. A co kraj – to obyczaj oraz inne normy i zalecenia medyczne. Ten fakt przyczynił się do powstania na forum histeriozy, czyli histerii na temat listeriozy.

„Czy w ciąży można jeść sery?”

Wydawać by się mogło, że pytanie bzdurne, bo przecież już każde dziecko wie, że ser to nabiał i samo zdrowie. Nie w ciąży jednak. Na forum pojawiła się informacja, że we Francji sery pleśniowe są na długiej liście produktów zakazanych w stanie błogosławionym. Większość przyjęła tę informację od razu, stwierdzając, że „co za kraj, ta Polska – żadnych rzetelnych ostrzeżeń” i na wszelki wypadek też sobie serków odmówiły. Jednak jakaś bardziej poinformowana wyjaśniła, że w serach czai się bakteria listeria, która wyrządza makabryczne rzeczy kobietom w ciąży. Jako że mój lekarz powiedział mi, że mam jeść co chcę i o serach nawet się nie zająknął, zaintrygował mnie ten problem. Można nawet śmiało powiedzieć, że uległam panice. Skonsultowałam się więc przy okazji z moją ciotką – lekarką z 30-letnim stażem – i zapytałam, co to jest ta cała listerioza. Ciocia powiedziała, że to taka choroba, o której czytała w podręczniku na II roku medycyny i nigdy w życiu nie spotkała się z takim przypadkiem. Bakteria owa tkwi w mleku niepasteryzowanym, z którego robi się serki tylko za granicą, bo w Polsce nie jest ono dopuszczone do obrotu. Oświeciło mnie światło jasniejsze od słonecznego i wyjaśniłam koleżankom na forum, że nic dziwnego, że we Francji się o tym mówi, u nas nie ma po prostu powodu, bo mamy inne zasady żywieniowe. Moje słowa zostały przyjęte z dużą nieufnością, a informacja na opakowaniach serów (skład: mleko pasteryzowane) poddane wątpliwościom. Zrezygnowałam ze śledzenia wątku w momencie, gdy do dyskusji dołączyła się córka właściciela mleczarni.

„Co wolno w ciąży, a czego nie?”

Nie tylko ser jest niedopuszczalny. Lista zakazów i nakazów jest długa i ciągle się wydłuża. Wynika z niej, że bez wątpienia z aktywności fizycznej zalecane jest tylko leżenie na lewym boku, a do jedzenia woda niegazowana i ewentualnie no-spa. Poza tym, oczywiście, wszystkie zajęcia relaksacyjne, z wyjątkiem robienia na drutach, które może spowodować, że się dziecko owinie pępowiną (chyba z nudów). Oczywiście, w razie najmniejszych wątpliwości dzwoń do lekarza w dzień i w nocy, a jeśli nie ufasz jego diagnozom – zmień go, bo niepotrzebny stres szkodzi tobie i twojemu dziecku.


Kobieta w ciąży jest zjawiskiem wyjątkowo wrażliwym i martwiącym się wiecznie o zdrowie swojego dziecka. I dlatego stosunkowo łatwo ulega praniu mózgu, prowadzącemu do tego, że sama najchętniej by sobie ciążę prowadziła, z lekarza wykorzystując tylko wyposażenie. Dlatego właśnie ginekolodzy zabraniają traktować internet jako źródło wszelkiej wiedzy, zamiast zabronić jeść sery pleśniowe. I przede wszystkim każą używać rozumu.

Co dla kobiet, które mimo wszystko rozumu nie używają? No cóż. Istnieje forum „niemowlę”.

„Zielona kupa, czy to dobrze?”

Animacja i kolaż: Joanna Titeux/pinezka.pl