Marijohanna: Wydaje mi się, że ty nie za bardzo czujesz problem… Nie powinniśmy traktować niepełnosprawnych odmiennie, bo oni (tajemniczy oni – nie można mówić za wszystkich) tego nie chcą. Ale oni są ODMIENNI, przez swoją niepełnosprawność! Choć tego nie chcą. Na moim uniwerku zorganizowano kiedyś taki eksperyment. Zdrowi studenci cały dzień jeździli na wózkach. O wynikach chyba nie muszę pisać. A mieszkam w dosyć rozwiniętym w kierunku ułatwienia niepełnosprawnym życia kraju.
Dlatego twój przykład o sparaliżowanym chłopcu w tym kontekście uważam za niefortunny. Spinelli napisała już, dlaczego. Każdy z klasy może wyjść. On nie. Więc przynajmniej może się wyłączyć.
W Niemczech była podobna akcja reklamowa. Jednakże rozumiałam ją całkiem inaczej, a mianowicie przesłanka brzmiała: „my też jesteśmy ludźmi, a nie obywatelami drugiej kategorii”. Przykład z autem można podczepić pod kategorię: „jak zwalczać chamstwo”. Nie ma to nic wspólnego z niepełnosprawnymi.

JK: Nie zgodzę się z tobą, ponieważ ten film pokazywał jak reaguje zdrowy człowiek na niepełnosprawnego – nie zwróci mu uwagi, mimo że ma prawo i ten zasłużył, tylko dlatego, że ma do czynienia z niepełnosprawnym. Nie ma to nic wspólnego ze zwalczaniem chamstwa, tylko z reagowaniem na niepełnosprawnych, bo był emitowany w ramach akcji Świat bez barier.

>>dlatego twój przykład o sparaliżowanym chłopcu w tym kontekście uważam za niefortunny. Spinelli napisała już, dlaczego. Każdy z klasy może wyjść. On nie. Więc przynajmniej może się wyłączyć>>

On może w każdej chwili wyjść, wyłączając cały komputer i odłączając się od przekazu. Natomiast może też uczestniczyć w lekcji niewidzialny dla innych, a sam może ich oglądać. To tak, jakby zdrowy uczeń uczestniczył w zajęciach zaglądając przez przysłowiową dziurkę od klucza. Dlatego uważam, że przykład jest dobry.
Dokładnie to samo dotyczy każdego chorego człowieka, inwalidy na wózku czy o kulach. Jeśli byłaby taka potrzeba, pomoc lekarska byłaby zapewniona (przynajmniej w teorii, bo w Polsce to utopia). Nie znaczy to jednak, że chciałaś właśnie, aby nauczyciel non stop martwił się o ciebie i traktował cię inaczej.
Nikt też nie burzy się, że niepełnosprawni mają np. podjazdy, szersze drzwi itd., czyli że świat jest przystosowany do ich możliwości. Burzyć może, co najwyżej, ciągła próba dogodzenia im w każdym najdrobniejszym szczególe. Jeszcze raz odwołuję się do ciotki Joasi.
Przesłanka, którą zrozumiałaś z filmu emitowanego w twoim kraju, mówi o tym samym, co ta polska.

>>na moim uniwerku zorganizowano kiedyś taki eksperyment. Zdrowi studenci cały dzień jeździli na wózkach. O wynikach chyba nie musze pisać. A mieszkam w dosyć rozwiniętym w kierunku ułatwienia niepełnosprawnym życia kraju>>

Owszem, są odmienni, dlatego ułatwiamy im życie poprzez (mizerne w Polsce) próby ułatwienia im życia. Ale ponieważ siłą rzeczy są inni i wyróżniają się z tłumu, nie chcą być traktowani jak jeszcze bardziej INNI.

Marijohanna: Joanna, jeśli ty uważasz, że normalne jest wyskoczenie z samochodu i zruganie, zrobienie awantury bliźniemu, to ja z tobą dyskutować nie będę. Może ten człowiek z reklamy zawstydził się, bo do jego mózgu dotarło, że zachowuje się nie fair ogólnie, gdy zobaczył niepełnosprawnego, ale rozumiem, że program miał z góry założoną politykę i taka była przesłanka, bo się nazywa „bez barier”.

AF: Ale właśnie o to zdaje się w tym wszystkim chodzi: a skąd zwykły człowiek ma czuć problem, skoro praktycznie bardzo niewiele o nim wie? Więc można by go przybliżyć, zaczynając właśnie od punktu widzenia człowieka, który niekoniecznie „czuje”.
To zdaje się nie było tak, że Joanna sobie siedziała i myślała „napisałabym coś o niepełnosprawnych” i postanowiła to zilustrować tym przykładem, tylko ten konkretny przypadek – jaki jest, taki jest – wywołał u niej takie, a nie inne przemyślenia. I jest dobrym wstępem do dyskusji. Nie puszczałabym tego tak, jak jest, myślę że trzeba się temu dać rozwinąć.


* Jeśli zajrzymy do artykułu z GW, przeczytamy komentarz chłopca do całego projektu wideolekcji. Należy jednak pamiętać, że GW starała się pokazać projekt TYLKO od najlepszej strony, więc wyrwana z kontekstu wypowiedź ucznia może nie oddawać jego zdania na ten temat – przyp. aut.

 

Część III. Szerszy kontekst

Dyskusja, naszym zdaniem, odsłoniła pewną ważną myśl-wniosek autorstwa Joanny Titeux, którą można tak rozszerzyć: Może by zacząć kopać większość społeczeństwa w cztery litery, żeby też zaczęła się pytać o to, czego tak naprawdę chcą niepełnosprawni i jak odbierają wszelkie starania osób zdrowych?
Na forum pod artykułem w Gazecie Wyborczej w wersji online (który stał się pretekstem do napisania Świata z barierami) pojawiła się taka wypowiedź:

Wideolekcje lekarstwem dla uczniów zamkniętych …
Autor: Gość: Ewelizarda IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl
Data: 04.02.2005 15:37

Boże, ale wiocha!!!!!!!! Zamiast dostosowywać ten kraj to zmierzamy jak zwykle do izolacji!!!!!!!!! Pewnie – zaraz ktoś powie, że to lepsze niż siedzenie w domu, ale, na Boga, ja też jeżdżę na wózku i nie dałabym tak sobą zmanipulować, żeby siedzieć nawet wtedy w domu, kiedy można z niego wyjść!!!!!!! Co za bzdura i marnotrawienie pieniędzy. Dostosujcie szkołę, a nie jakieś wydziwianie!!!!!

Na portalu www.niepelnosprawni.info 15-letnia Justyna pisze: „Dla ludzi fakt, iż jestem osobą niepełnosprawną, a w dodatku nie mogę porozumiewać się w konwencjonalny sposób, oznacza również, że nie mogę czuć się oszukana, zraniona, że nie można mnie obrazić. (…) Nie oczekuję jednak litości, współczucia. Oczekuję normalnego traktowania, pomocy w sytuacjach, w których sama nie mogę sobie poradzić. Pomocy, jakiej udzielają sobie ludzie zdrowi, gdy nie wystarcza im sił, lub gdy robią coś wspólnie.” (cały list tutaj )

A niedawno w Wysokich Obcasach opublikowano list – apel** Izabeli Siemaszko, oto fragment:

 

Miejsce akcji 1: ulice Warszawy. – A ten wózek to już tak do końca życia? – Boże! Taka młoda i na wózku! Jak pani sobie z tym nieszczęściem radzi?
Czym sobie zasłużyłam na to niezdrowe zainteresowanie? Przecież nawet nie wyglądam na nieszczęśliwą. Co uprawnia do nietaktownych pytań zadawanych nieznajomej osobie na ulicy? Odpowiadam: „Jestem efektem ubocznym eksperymentów szalonego naukowca genetyka” lub „Ratowałam dzieci z pożaru” albo „Spadochron mi się nie otworzył”. Wywołuję tym konsternację lub święte oburzenie, ale to moja reakcja obronna.

Miejsce akcji 2: Teatr Mały szczycący się tym, że jest przystosowany dla niepełnosprawnych. – Proszę, tu jest „specjalne” miejsce dla „wózka”. „Wózek” rozgląda się i co widzi? Miejsce oznaczone stygmatyzującym znaczkiem w odległym od reszty widowni rogu, za barierką, która irytująco przesłania scenę. Przecież tak jak inni widzowie mam bilet i prawo do wyboru miejsca. Za takie traktowanie w Stanach wytaczane są procesy. W nowoczesnych multikinach mam prawo i obowiązek do zajmowania miejsc w pierwszym rzędzie, gdzie ekran mam na nosie i nic nie widzę. A wystarczyłoby zainwestować w wypinane fotele. Koedukacyjne toalety są tylko dla niepełnosprawnych (na wszelki wypadek niezamykane od wewnątrz). Czy niepełnosprawni to istoty bezpłciowe?

To tylko próbka zachowań wobec „kulawych” – każda z nas ma w zanadrzu tysiące takich sytuacji. Ich powtarzalność powoduje, że dystansujemy się i obśmiewamy, ale na to potrzeba było czasu. Rozmawiamy często o tym, że przy okazji działań na rzecz tzw. integracji traktuje się niepełnosprawnych przedmiotowo, a nie podmiotowo (…).

Większość społeczeństwa może nie myśli tak, jak współczujące panie czy architekci i organizatorzy widowni w teatrze, opisani w powyższym liście. Tak, jak ten kierowca w filmie propagującym normalne traktowanie niepełnosprawnych, który nie odróżnia zwykłej wrażliwości i grzeczności od „litowania się” nad tymi, którzy tej litości nie chcą. Chcą natomiast być podmiotem prawdziwej empatii i pomocy, na jakie może liczyć każdy z nas.
Nasza redakcyjna dyskusja pokazała, że tematów zbieżnych z samym „problemem niepełnosprawnych” jest dużo. Być może nie da się dyskutować o stosunku do człowieka na wózku, głuchoniemego czy niewidomego, bez poruszania wielu innych, pozornie drugorzędnych kwestii – jak wrażliwość i troska o innego człowieka w ogóle, jak wchodzenie w czyjąś skórę, jak patrzenie na innych przede wszystkim przez pryzmat ich podmiotowości. Te sprawy i ich określenie są nie do oddzielenia zarówno od rozmowy na temat „przywilejów” i ułatwień, jak i o tak abstrakcyjnej, ale bardzo istotnej kwestii poziomu ogólnej (społecznej?) empatii, wrażliwości, refleksji i wiedzy o różnych konsekwencjach i sposobach życia w stanie niepełnej sprawności.
Warto zastanowić się nad pezytykami, które tkwią w naszych głowach. Bo tak naprawdę, myślenie że niepełnosprawni muszą być głaskani, jest pezytykiem, który tkwi również w głowach samych niepełnosprawnych.

—-
* Wideolekcje lekarstwem dla uczniów zamkniętych w domach [w:] Gazeta Wyborcza, 4. 02. 2005

** Kobiety niepełnosprawne, fragment Listu do redakcji, opublikowany w numerze 9 (307) Wysokich Obcasów (dodatek do Gazety Wyborczej), 5 marca 2005 r.

Część I: Joanna Krzciuk
Współpraca przy opracowaniu części II, III i IV: Aleksandra Bartelska