Drukuj
Sierpień 2009 autor: Monika(_kot) Śniedziewska-Lerczak

Mijamy się nie poznawszy siebie

Biblionezka

Księga innych ludzi
oryg. The Book of Other People
pod red. Zadie Smith
Tłum. Olga Masoń-Kędzierska, Anna Sak, Iwona Sumera
Wydawnictwo Znak, Kraków 2009, str. 288

 Zadie Smith znana jest polskiemu czytelnikowi głównie ze swego głośnego debiutu, jakim była powieść Białe zęby, którą do dziś przetłumaczono już na 27 języków.

Brytyjka zawojowała literacki rynek historią o trzech wielopokoleniowych rodzinach emigrantów mieszkających we współczesnym Londynie. Tym samym zburzyła mit o spójnym, jednolitym i konserwatywnym społeczeństwie brytyjskim, pokazując jak na przestrzeni ostatnich lat stało się wielorasowym tyglem i jak coraz większego znaczenia nabierają mniejszości narodowe. Jest to opowieść o tożsamości, poruszająca wciąż palący temat tolerancji i różnic kulturowych przeobrażających ten kraj. W ojczyźnie pisarki (rocznik 1975) był to jeden z najbardziej spektakularnych debiutów ostatnich lat i odbił się szerokim echem w mediach, czyniąc nieznaną studentkę literatury angielskiej w King's College w Cambridge osobistością i ważnym głosem młodego pokolenia.

Kolejne lata przyniosły w dorobku Smith nowe powieści. Trzecia - O pięknie (On Beauty) –  została nominowana do prestiżowej Booker Prize. Od czasu, kiedy sama zdecydowała się wykładać literaturę na Uniwersytecie Harvarda, do swojej działalności pisarskiej włączyła również felietony, recenzje i redagowanie książek.

Choć sławę dała jej ojczysta ziemia, pracę naukową podjęła w Ameryce. Uważa, że tylko tam ma się możliwość pełnego rozwoju i najlepsze warunki do aktywnej pracy twórczej. Według Smith w Anglii znacznie trudniej się publikuje, bo choć to kraj, w którym intelektualne dysputy są na porządku dziennym i mają długie i piękne tradycje, to jednak literaci są bardzo elitarnym klubem i najlepiej czują się we własnym gronie, dla którego pożywką są plotki z ich środowiska. Ameryka daje Smith pełną swobodę tworzenia i umożliwia wydawanie dzieł bardziej ambitnych i poważnych. Tradycja angielskiej literatury, cenionej i honorowanej prestiżowymi nagrodami (na bazie której twórczość pisarki wyrosła), okazuje się w ostatecznym rozrachunku przekleństwem i murem, za którym żyją elity literackie nieskore do przyjmowania nowych osób, naruszających i tak zmurszałe już podwaliny.

Od jej debiutu minęło już 10 lat. Ostatnio Brytyjka zdecydowała się porzucić prozę na rzecz akademickich rozważań. Choć wciąż sporo publikuje, nie uważa że potrafiłaby dobrze przekazać młodemu pokoleniu swoją wiedzę o pisaniu. Zaczynając pisać, głęboko wierzy, że rodzi się dzieło nowe i świeże, ale kiedy praca dobiega końca, wyraźnie czuje, że powstała kolejna powieść taka sama jak wcześniej.

W Polsce wydawcą książek Zadie Smith jest krakowskie wydawnictwo Znak, obchodzące w tym roku swoje pięćdziesięciolecie. Jednak nie nowa powieść, ale zbiór opowiadań pod jej redakcją trafił w tym roku na księgarskie półki. Oczywiście Smith, kierująca tym przedsięwzięciem, włączyła do tej antologii również jedno własne opowiadanie.

Czy mamy dziś  do czynienia z wtórną i powielającą się Zadie Smith? Tego nie dowiemy się po lekturze zbioru Księgi innych ludzi. Jedno opowiadanie stanowi zbyt mało materiału badawczego. Smith zaprosiła do współpracy mniej i bardziej znanych pisarzy anglojęzycznych, którzy – choć tworzą w tym samym języku – pochodzą z różnych kultur, mają indywidualne doświadczenia i różne światopoglądy. To stanowiło doskonałą bazę, żeby pozyskać teksty ciekawe i niesztampowe. Nie jest przypadkiem, że na kartach tej antologii sąsiadują obok siebie teksty Davida Mitchella, Nicka Hornby'ego, Hari Kunzru, Jonathana Lethema, Colma Toibina czy Davida Eggers'a – założyciela  niezależnego wydawnictwa McSweeney's. Zresztą krótkie biogramy wszystkich autorów znajdują się na końcowych stronach książki.

Smith wyznaczyła im zadanie stworzenia bohatera (albo charakteru). Instrukcja brzmiała krótko i rzeczowo: zmyślcie  kogoś. Dla każdego literata to chleb powszedni. Przecież oni wszyscy tak naprawdę żyją ze zmyślania. Dodatkowo pisarze mieli swoim opowiadaniom nadać taki tytuł, żeby prezentował nowo stworzonego bohatera. Mogło to być imię i nazwisko, przydomek, pseudonim czy inne słowo jednoznacznie skojarzone z wymyśloną postacią. Więcej ograniczeń nie było. Wytyczne nie dotyczyły płci, wieku, narodowości, koloru skóry czy zawodu. Nie narzucono również gatunku literackiego. Dlatego w zbiorze znajdziemy m.in. dwie historie opowiedziane w postaci komiksu, a opowiadanie Nicka Hornby'ego jest zilustrowane portretami występujących w nim osób.

Zaproszeni pisarze dostosowali się do założeń inicjatorki publikacji. Każdy z nich stworzył bohatera i nadał mu określony charakter. Ostatecznie otrzymaliśmy zbiór historii, na których swe piętno odcisnęli tak różni pisarze, że normalnie trudno byłoby znaleźć  książkę, gdzie mogliby obok siebie figurować.
    Bohaterowie ponad dwudziestu opowiadań to też zdecydowanie różne istoty. Dzieli je niemal wszystko, łączy zaś fakt, że narodziły się z ogromnej wyobraźni twórców, tak różnych jak powołane do życia na kartach postacie. Bardzo trafnie jego charakter oddaje przyciągający wzrok tytuł (autorstwa pisarza i poety Nicka Lairda – co Smiths podkreśla w końcowych podziękowaniach)  i ciekawa okładka.

Jak każda antologia, także Księga...  zawiera teksty o zróżnicowanym poziomie.  Obok wspaniałych fabuł mamy teksty genialne językowo i stylistycznie. Sąsiadują z nimi historie proste i mniej wyrafinowane warsztatowo, ale z wyrazistymi, świetnie nakreślonymi postaciami. A bohater liczy się tutaj najbardziej. Zresztą ocena zawsze i tak  w ostatecznym rozrachunku należy do indywidualnego czytelnika. Dla mnie w pięciostopniowej skali ocen zbiór pod redakcją Smith spokojnie dostaje mocną czwórkę. 

Tekstom z Księgi... bliżej do naturalizmu niż upiększania rzeczywostości czy poprawiania jej niedoskonałości. Podczas lektury stąpamy na granicy jawy i snu, normalności i szaleństwa, miłości i wyrafinowanej zdrady, przyjaźni i czynów destrukcyjnych. Czytanie tej antologii przypomina anonimowe odwiedziny w domach losowo wybranych dwudziestu kilku osób. Wkraczamy w światy zupełnie różnych, nieznanych osobowości i znajdujemy się w nich w roli podglądacza. Ale czyż nie to każdy z nas tak naprawdę lubi robić? Świadczy przecież o tym ogromna popularność na całym świecie programów typu reality show. Księga... pozwala nam się przyglądać chłodnym okiem widza, bez ingerowania w życie bohaterów. Opowiadania, jak każdy spektakl dziejący się tu i teraz, wzbudzają żywe emocje. Sytuacje, których jesteśmy świadkami, poruszają szczerością, brakiem skrępowania, czasami wręcz krępującym ekshibicjonizmem.

Zadie Smith w tegorocznym wywiadzie dla Gazety Wyborczej powiedziała, że pisanie jest bardziej depresyjne niż czytanie. Być może pisząc przeżywamy wszystko podwójnie i mocniej, ale tak czy inaczej Księga innych ludzi nie należy do lektur optymistycznych i podnoszących na duchu. Przytłoczył mnie mrok większości opowieści, smutny, wręcz przesądzony i nie do odwrócenia los bohaterów, ciężar ich złych doświadczeń, niemoc wobec nadchodzących dni. Jedyne co wyzwala, co jest ponad tematykę, to styl wszystkich zebranych tu pisarzy. To, jakim operują językiem, ukazuje pełny wachlarz możliwości i wybitną zdolność panowania nad słowem pisanym. To wszystko daje przyjemność obcowania z literaturą ambitną. Mimo wszechobecnego smutku można wejść w pewien rytm, a może nawet nałóg pokonywania poszczególnych opowiadań. Czasami ma się wrażenie, jakbyśmy przesuwali wzrokiem po towarzyszacych nam pasażerach metra czy pociągu. Na jednych twarzach zatrzymujemy się dłużej i próbujemy odgadnąć kim są, wręcz chciwie penetrujemy ich umysły. Na inne tylko rzucimy okiem, by zaraz odszukać kogoś ciekawszego, bardziej intrygującego. Dlatego to normalne, że po tak wielu różnych opowiadaniach, tylko niektóre zostaną w pamięci. To one skłonią nas do refleksji, pomyślimy o bohaterze jeszcze następnego dnia, może rozważymy jego charakter i bagaż doświadczeń pod kątem własnego życia.

Dla mnie zdecydowanie najmocniejszym atutem  tej antologii okazała się historia autorstwa Irlandczyka Colma Toibina Donal Webster oraz Parkus Tooth Jonathana Lethema, znanego z powieści Twierdza samotności. Bardzo podobał mi się również Frank A.I. Kennedy. Z pewnością ilu czytelników, tyle byłoby typów i rankingów.

Ale nie dla schlebiania gustom czytelnika powstały te miniatury. Warto tutaj dodać, że wszyscy pisarze  wykonali swą pracę zupełnie charytatywnie. Wydawnictwo wsparła organizacja non profit dbająca o umiejętności kreatywnego pisania wśród młodzieży w wieku 6-18 lat. Ciekawie pisze o tym Zadie Smith we wstępie: [...] Zgodnie z tradycją pisarze odrzucają sam pomysł pisania za darmo. [...] być może jednak płynie jakaś rzadka korzyść z pisania w sposób, w jaki się pisało na samym początku, kiedy pisanie było tylko pisaniem, a nie osobliwym rodzajem zatrudnienia.

Mam nadzieję, że większość z odbiorców Księgi innych ludzi dostrzeże tę pierwotną radość ukrytą w mrokach poszczególnych opowiadań, gdzie nie było narzuconych schematów, długości tekstu ani musu dopasowywania się do życzeń wydawcy. Wolność tworzenia dała bardzo ciekawe efekty, bo pisarze poczuli możność pobudzenia do życia bohaterów wyłonionych z nagłębszych zakamarkow ich duszy, z ich prawdziwego "ja". Takie postacie są bardzo autentyczne i wiarygodne, dlatego łatwo przekonują do siebie czytelników.  Zapewniam, że emocji przy lekturze Księgi... nie zabraknie. W końcu pieczę nad wszystkim miała osoba, która na co dzień żyje ze słowa pisanego i bardzo mocno bierze sobie do serca słowa innej wybitnej mistrzyni słów – Virginii Woolf – że z książek więcej uczymy się przez przeżywanie niż analizowanie. Zatem odłóżmy akademickie rozważania na bok i po prostu przeżyjmy Księgę innych ludzi.