Jak to na sabatach czarownic bywało

Spis treści
Jak to na sabatach czarownic bywało
Page 2
Wszystkie strony


   Taką swoją Łysą Górę ma każdy kraj, każdy region. Do najbardziej znanych w Polsce należy oczywiście "prawdziwa” Łysa Góra, zwana też Łyścem, w Górach Świętokrzyskich: Sławne miejsce zgromadzeń jest Łysa Góra w Sandomierskiem, tam we czwartek po nowiu księżyca, z odległych stron Polski spieszą na biesiady ­– pisze Kazimierz W. Wójcicki, jeden z pierwszych polskich dziewiętnastowiecznych ludoznawców, zbieracz podań i legend.


Hej, siostrzyce, czarownice, 
Dalej, żwawo na Łysicę.
Na pomiotła, na pożogi,
Niech ludziska pomrą z trwogi.

Na łopacie wiedźma gna...
Hopsasa, hopsasa.
Na wyścigi pędzą strzygi,
Mkną przez krzaki wilkołaki,
Bladolice topielice
suną chyłkiem na Łysicę

(za: J. Stankiewicz, Legendy świętokrzyskie)

   Przełom października i listopada to czas, kiedy odżywają podania o czarownicach zbierających się na sabatach na Łysej Górze. Taką swoją Łysą Górę ma każdy kraj, każdy region. Do najbardziej znanych w Polsce należy oczywiście "prawdziwa" Łysa Góra, zwana też Łyścem, w Górach Świętokrzyskich: Sławne miejsce zgromadzeń jest Łysa Góra w Sandomierskiem, tam we czwartek po nowiu księżyca, z odległych stron Polski spieszą na biesiady ­– pisze Kazimierz W. Wójcicki, jeden z pierwszych polskich dziewiętnastowiecznych ludoznawców, zbieracz podań i legend. I dodaje, że Łyse Góry ma i Ruś swoje, równie jak Żmudzini. 

   Protokoły z procesów czarownic z XVII i XVIII w. wymieniają jeszcze inne "Łyse Góry". Na "Łysy Górze ku Kaliszowi na Sobocie" bywała oskarżona o czary Anna Ratajka, która przed sądem wójtowskim miasta Pyzdr w 1699 r. zeznała, że latała tam z kobietami, które "od dawna to [czyli latać] umieją", a na "Łysy Górze" nieszczęśliwe towarzystwo z drugimi odprawowały, bankietów tamże i tańców zażywały. Towarzyszki namówiły też oskarżoną, aby zabrała ze sobą na Łysą Górę dziecko, które tam miało być ofiarowane diabłu. 

   Podobne zeznania uzyskano wcześniej w 1679 r. przed sądem wójtowskim w Warcie w czasie procesu Maruszy Nowaczki ze wsi Kobierzycka względem czarownictwa. Oskarżona miała szkodować tak we dworze j. mci na dobytkach, jako jemu samemu na zdrowiu i innym ludziom (...) i jego małżonce przyczyną do śmierci nieboszczce była. Marusza zeznała, że wraz z innymi kobietami była na Łysej Górze, gdzie zbierają się również czarownice z inszych wsiów. Na Łysej Górze bywają też panowie w modrych sukniach, którzy emablują kobiety i całe towarzystwo tańczy, racząc się miodem pitnym. 

   Inna Łysa Góra znajdowała się niedaleko wsi Gorzuchów w Wielkopolsce. Tam, jak wynika z akt procesu, który odbył się w 1761 r., czarownice zapomniawszy bojaźni boskiej i przykazań jego artykułów wiary świętej katolickiej, a przywiązawszy się do czarta (...) wyrzekły się Pana Boga i Matki Najświętszej i Wszystkich Świętych Pańskich za podpuszczeniem tego czarta przeklętego i mając społeczeństwo z nim tak na Łysej Górze, jako i po innych miejscach czarują (za: O. Kolberg). 

   Miano Łysej Góry mogło zyskać niemal każde wzniesienie, jakie znajdowało się w okolicy; tak można było też nazywać każde miejsce, w którym – jak wierzono – czarownice spotykają się z diabłami dla złości (...) i zazdrości niepohamowanej, dla lubieżności i rozkoszy mizernej (J.K. Haur), a więc i las, i rozstaje dróg, i cmentarz, i wieś, i okolica za wsią, gdzie stawiano szubienicę, i młyn, i stodoła, a nawet piwnica. W Polsce, zwłaszcza w XVII w., Łyse Góry umiejscawiano w okolicach "skażonych zarazą luterską" oraz tam, gdzie arianie mieli swoje zbory (M. Rożek) i gdzie odbywały się synody różnowiercze nazywane przez lud "sejmami piekielnymi". Lokalizacja taka nie była przypadkowa. Wiązała się z obawą katolików przed "obcymi" i przed bałwochwalstwem, ostro zwalczanymi przez Kościół katolicki w dobie kontrreformacji. W takim kontekście zupełnie nie dziwi lokalizacja najbardziej znanej Łysej Góry w okolicach Sandomierza, miasta, w którym w 1570 r. "diabelskie wiary" (luteranie i kalwini) zawiązali "sojusz sił piekielnych" przeciw katolikom. 

   Za czasów pogańskich na świętokrzyskiej Łysej Górze znajdowała się świątynia, o czym wspomina nawet Jan Długosz: Na jej [Łysej Góry] szczycie znajdować się miała bożnica w bałwochwalstwie żyjących Słowian, gdzie bożkom Lelum i Polelum ofiary czyniono i podług innych czczono tu bożyszcza: Świst, Poświst, Pogoda ...
   Ks. Benedykt Chmielowski w Nowych Atenach albo Akademii wszelkiej sciencyi pełnej (połowa XVIII w.) precyzuje, że czczono trzy bóstwa pogańskie: Tam Dąbrówka Chrześcijanka, Xiężna Polska obaliła Bałwany Łady, Body, Leli. Jeszcze bardziej interesująca, zwłaszcza w kontekście sabatów czarownic, jest wcześniejsza wzmianka Chmielowskiego: Był tam niegdy Polaków Asylum Forteca i Antemurał, jako z kamieni wielkich i murów trzech olim [niegdyś] górę tę otaczających łatwo wnosić. Tam bogata mieszkając Pani, a tryumfując z Nieprzyjaciół, udała się za Dianę Boginię, od pospólstwa odbierając cultum, za to a DEO deorum [przez Boga bogów/Boga Najwyższego] piorunem zabita, według Kronik tamecznych.  
   Kluczowe znaczenie ma tu postać rzymskiej bogini Diany, z którą utożsamiała się owa "bogata pani". Z Dianą związane są bowiem podania o towarzyszącym jej orszaku "pań nocnych" (nocticulae, noctis dominae), które razem ze swoją przewodniczką latały na pewnych zwierzętach po niebie.

sabat czarownic, ilustracja z traktatu F.M. Guazzo ok. 1624

   W antycznym Rzymie panowało przekonanie, że niektóre kobiety mogą w nocy przemieniać się w ptaki o wielkiej głowie, nieruchomych oczach, z pazurami i dziobem drapieżnika, podobne do sów (strix – sowa, puchacz), które żywią się ludzką krwią; z tego zrodziła się potem wiara w strzygi – striges, które w starożytności postrzegano nieco inaczej niż w słowiańskich podaniach ludowych. Pierwowzorem striges jest Polifonte, która wedle Metamorfoz Antoninusza Liberalisa, za praktykowanie kanibalizmu ukarana została przemianą w sowę swoim nocnym krzykiem (...) zwiastującą ludziom wojnę i zagładę.
   O striges wspominają, choć w różny sposób, pisarze łacińscy – Plaut (Pseudolus), Seneka (Hercules Furens), Horacy (Epodes), Petroniusz (Satyricon) Lukian (Pharsalia) i Owidiusz (Fasti). Ten ostatni np. zgodnie z panującym przekonaniem opisuje je jako straszne istoty nocą porywające dzieci, rozrywające ich ciała i pijące ich krew. Pliniusz w Historii naturalnej wyznaje, że nie wie o nich zbyt wiele ponad to, co już było powiedziane, dodając jednak, że ich imienia używano niekiedy jako przekleństwa. Striges przedstawiano zazwyczaj jako ptaki z kobiecymi piersiami pełnymi trującego mleka, które podają ludzkim niemowlętom, uśmiercając je w ten sposób. 

   Do orszaku Diany zaliczono również lamie (lamiae), wywodzące się z greckich wierzeń i mające podobną kanibalistyczną przeszłość jak striges. Początkowo Lamia uważana była za potwora, który zabijał dzieci i wysysał z nich krew, mógł też wysysać siły witalne z mężczyzn, o czym świadczy etymologia jej imienia. Lamia po grecku oznacza bowiem rekina, a przymiotnik lamuros określa coś żarłocznego chciwego oraz zuchwałego i... lubieżnego. Później, jak można przeczytać u Diodora z Sycylii (I w. pne) w Bibliotece Historii, Lamia utożsamiana była z córką Posejdona i Libii, królową Libii, w której zakochał się sam Zeus. Zazdrosna Hera zabiła jej dzieci, za co królowa, przemieniona w potwora, miała się mścić porywając niemowlęta i wysysając z nich krew. Natomiast echa przekonania o zakusach lamii na mężczyzn pobrzmiewają jeszcze u Filostratosa, który w Żywocie Apoloniusza z Tiany, opisuje wesele młodzieńca imieniem Menippos. Piękna oblubienica okazała się widmem, które usidliwszy rozkoszami Menipposa zamierzało zniszczyć jego ciało, gdyż karmi się ono pięknymi i młodymi ciałami, dopóki jest w nich jeszcze czysta krew. 

   Przejęta ze starożytności wiara w strzygi, lamie, "panie nocne" odbywające loty wraz z Dianą bardzo mocno zakorzeniła się w średniowiecznej Europie, choć została poddana chrześcijańskiej (re)interpretacji. Świadczy o tym Canon episcopi z 906 r.: Pewne kobiety niegodziwe, znieprawione przez Diabła, uwiedzione przez złudzenia i urojenia demonów, wierzą i znają, iż dokonują w godzinach nocnych lotów na pewnych zwierzętach wraz z Dianą, boginią pogan i niezliczonym tłumem kobiet i w martwej ciszy w pewne noce posłuszne jej rozkazom jako swej pani, przebywają wielkie odległości (za: B.P. Lewack).
   Towarzyszki Diany nie miały jednak monopolu na uprawianie podniebnych nocnych eskapad. Rywalizuje z nimi "stowarzyszenie Herodiady”, o którym wspomina Retariusz z Liège, biskup Werony (również X w.) oraz zgromadzenie kobiet określane zbiorowo imieniem nordyckiej bogini Holdy, o którym przeczytać można w nieco późniejszych (XI w.) Dekretach Burcharda z Wormacji. 

   Izydor z Sewilli (VI/VII w.) w swoim dziele Etymologia (Ks. XI O ludziach i potworach) wyraża przekonanie, że z ludzi mogą powstać striges, które dołączają do innych latających istot i za pomocą czarów bądź też za pomocą magicznych napojów sporządzonych z ziół są zdolne całkowicie przemienić się w jakieś dzikie zwierzę. Na to nałożyło się jeszcze fonetyczne podobieństwo grecko-łacińskich striges z rumuńską strigoaică (wiedźmą) i z italską strega (czarownicą). Stąd mniej więcej w XII w. zrodziło się powszechne przeświadczenie, że Dianie, Herodiadzie czy Holdzie, bo postaci te stopiły się w jedną "demoniczną boginię", towarzyszyły właśnie czarownice.

   Zacierały się też różnice w postrzeganiu strzyg czy lamii oraz czarownic. Tym ostatnim zaczęto przypisywać procedery uprawiane dotąd przez istoty mitologiczne: kanibalizm, nekromancję, kidnaping, uwodzenie mężczyzn. Niemal "od zawsze" wierzono, że czarownice służą szatanowi i demonom, inaczej nie posiadłyby umiejętności latania. W gestii diabelskiej leżało bowiem przenoszenie przedmiotów z miejsca na miejsce oraz zmiana własnego miejsca pobytu. Ponadto diabła uważano za pana powietrza, więc wszystko, co odbywało się w powietrzu, miało pochodzić od Złego. Zespolenie mitologii, demonologii i czarownictwa widać już w Canon episcopi, którego autor pisze, że latające niewiasty są kobietami niegodziwymi i znieprawionymi przez diabła, ale dopiero Jan z Salisbury (XII w.) wyraźniej łączy "demoniczną boginię" przewodzącą ciemnościom, a więc mającą te same prerogatywy co "książę ciemności" – szatan, oraz strzygi-czarownice i sabaty: Niektórzy twierdzą, że nocną porą pani nocy albo Herodiada, bądź ta, która przewodzi ciemnościom, zwołuje zgromadzenia i zebrania, gdzie odbywają się wszelakiego rodzaju biesiady i wykonywane są różne czynności stosownie do funkcji każdego uczestnika (...). Poza tym mówią, że strzygom przynoszone są oseski, które one, szkaradnie rozszarpawszy na kawałki, pochłaniają chciwie zgłodniałymi brzuchami. (za: A. do Nola). Później dodano jeszcze oskarżenia o herezję, wydawało się bowiem całkiem naturalne, że diabeł, z którym zadają się czarownice, nakłania je do bałwochwalstwa i apostazji. Stąd zresztą uderzające podobieństwa w opisie spotkań heretyków, zwłaszcza katarów i waldensów, i w opisach sabatów czarownic. 

   Czarownice na sabat na Łysą Górę, niezależnie od tego, gdzie się znajdowała, albo leciały, albo jechały konno, albo na osłach, albo w powozach, którymi powozili czarci, a które zaprzężone były w kozły, czasem korzystały ze świni, psa, kozła, nietoperza lub oczywiście (czarnego) kota. Jako środki transportu przeważały przedmioty o kształcie fallicznym – kije, miotły, ożogi: Czarownice ruskie lecą w stepie, żmudzkie latają na miotłach, litewskie na łopatach, polskie na ożogach, miotłach (K. W. Wójcicki); rzadziej pojawiały się widły, choć jednoznacznie kojarzą się z diabłem.
   Używanie fallicznych środków transportu najprawdopodobniej ma związek z dawnymi kultami płodności. M. Eliade twierdzi nawet, że powodem ścigania czarowników i czarownic przez inkwizycję nie były oskarżenia o oddawanie czci szatanowi i herezję sensu stricto, ale obawa przed odrodzeniem się kultu płodności i pogańskich praktyk zapewniania urodzaju.

   Uczestnictwo w sabatach często nie miało charakteru satanistycznego; pielęgnowano natomiast i przekazywano w ten sposób stare wierzenia i rytuały mające przynieść pomyślność, płodność, dostatek, urodzaj. O takiej proweniencji sabatu świadczyłby również fakt, że odbywały się one najczęściej w lasach, na wzgórzach, w sąsiedztwie kamiennych steli, w pobliżu miejsc, gdzie w czasach pogańskich znajdowały się ośrodki kultu płodności. Z drugiej strony trzeba dodać, że takie spojrzenie kłóci się z pierwotnym wizerunkiem Herodiady, mylonej zresztą ze swoją córką Salome, i częściowo z obrazem Diany. Obie niewiele miały wspólnego z kulturą agrarną, a Diana nigdy nie była typowym bóstwem chtonicznym, jak np. prastara Tellus Mater czy choćby Ceres. Dopiero utożsamienie ich z Hekate, Holdą i Perchtą pozwala zgodzić się z tezą Eliadego (także Frezera, Murraya, Meyera, Runeberga), z zastrzeżeniem, że nie był to powrót do dawnych praktyk, lecz przywrócenie tych praktyk w nowej formie. 

   Aby unieść się w powietrzu niekiedy wystarczyło nasmarować się rosą, na ogół jednak czarownice stosowały specjalne maści: Sadełkiem dzieci niemowląt pobitych nasmarowawszy się (...) przybywają na granice, na góry zwane Górami Wenery – pisze B. Chmielowski, a K. Wójcicki dopowiada: W pierwszej wszelako, ażeby wylatując kominem z domu mogły unieść się w powietrzu, smarowały ciało tłustością z dzieci przed chrztem uduszonych, a dosiadłszy miotły wymawiają zaklęcie: Płot, nie płot, wieś, nie wieś, biesie nieś!
   Oprócz wymienionego składnika do wyrobu "maści latających" wykorzystywano również zioła, nabiał, sery, węże, ptaki, jaszczurki, pióra wronie, wróble i przepiórcze, żabi skrzek i żabie ekskrementy. Maściami smarowano piersi, pachy, czoło, ewentualnie dłonie i stopy. Niedokładne wysmarowanie się groziło upadkiem w czasie lotu i pieszą kontynuacją podróży na miejsce sabatu. Użyte do sporządzenia balsamu substancje zmieszane razem powodowały halucynacje i podniecenie seksualne, zawierały bowiem dużą dawkę atropiny i alkaloidów, solaniny i opium. Stąd te wspominane często urojenia kobiet na temat odbytych lotów i stosunków z diabłami, a być może także na temat innych elementów towarzyszących sabatowi. 

   Godziną rozpoczęcia sabatu była zwykle północ, choć niektóre zgromadzenia trwały już od zmierzchu. Kończono je o świcie, wraz z pierwszym pianiem koguta. Najpopularniejszym dniem zlotów był czwartek, rzadziej wtorek. Częstotliwość sabatów przedstawiała się bardzo różnie. Zebrania mogły odbywać się dwa razy w tygodniu albo tylko trzy razy do roku (np. w noc Walpurgi, w noc świętojańską i w noc św. Łucji). Na dzień lub dwa przed sabatem czarownica otrzymywała stosowne zaproszenie od demona, specjalnie w tym celu do niej wysłanego. Mogła odmówić udziału w zgromadzeniu, ale musiała podać naprawdę ważki powód ku temu.

   O tym, że nie tylko kobiety brały udział w sabatach, świadczy miniatura z piętnastowiecznego Traktatu o zbrodni waldensów, która ukazuje uczestników obu płci przybywających na zgromadzenie – niesionych przez demony lub lecących na pogrzebaczach czy ożogach. Wiadomo też, że niekiedy w sabatach brali udział przedstawiciele wszystkich stanów i niemal wszystkich profesji, łącznie z uczonymi i duchownymi. Sabat, któremu przewodniczył diabeł najczęściej w postaci kozła/capa lub psa, łączył cechy dworskiej ceremonii – składania hołdu władcy – diabłu, elementy rytualnej i/lub rozwiązłej uczty, orgii oraz profanacji mszy.


 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl
404 Not Found
bluehost Affordable, Reliable
Web Hosting Solutions.

404 Error File Not Found

The page you are looking for might have been removed,
had its name changed, or is temporarily unavailable.

Web Hosting provided by Bluehost.com