Drukuj
Listopad 2007 autor: Joanna Titeux

Kolorowa owieczka

Porada miesiąca

mojemu Tacie


   Każde dziecko wie, że mleko pochodzi od krowy. Tłuste od tłustej, chude oczywiście od chudej. Podobnie jest z wełną – białą dają białe owce, czarną – czarne, a kolorową – kolorowe...



    Należę do nerwusów. Nie ma szans, bym spokojnie wysiedziała przed telewizorem. Muszę czymś zająć ręce. Chipsy, piwo i pilot jakoś nie są w stanie zadziałać uspokajająco. Świetnie w tej roli sprawdzają się dwa patyki i sznurek. Dziergam już od wielu lat. Ostatnio nie poświęcałam tej czynności  zbyt wiele uwagi, traktując ją właśnie jako zajęcie dla rąk podczas oglądania tv.

    Naszło mnie niedawno na cieniowaną włóczkę. Ponieważ jedyny sensowny sklep dla dziergaczy w moim miasteczku padł kilkanaście miesięcy temu ofiarą recesji, pozostał mi tylko internet. Google, jak zwykle świetnie poinformowany, podał mi prawie niekończącą się listę źródeł. Okazuje się, że na rynku włóczek namnożyło się ostatnimi czasy kolorowych owieczek, a w sieci – włóczkowych blogów. Kolorowe owieczki, niestety, dość wysoko się cenią, poza tym mało która jest w stanie spełnić wszystkie moje (często sprzeczne) wymagania, szybko więc odłożyłam plany zakupowe ad acta.

   Jednak ... blogi dla dziergaczy pełne były informacji nie tylko o prawych i lewych oczkach, rodzajach włóczek i gazetach z wzorami, ale też o przędzeniu i farbowaniu włóczki. Obudziło to moją ciekawość, podsycaną dodatkowo przez zosiosamowatość i – jak po nitce do kłębka – przewędrowałam niezliczoną ilość dobrych internetowych rad, skompilowałam dwa najbardziej odpowiadające mi przepisy (ze strony –  nomen-omen – Virus Creativus oraz blogerki Wolly Wormhead), po czym spróbowałam ufarbować kupioną włóczkę.

 

    Opisaną niżej metodą farbować można wszelkie włókna odzwierzęce, czyli jedwab i różne wełny.

   Potrzebować będziemy:


   Najpierw należy moczyć wełnę w letniej wodzie przez około pół godziny. Do kąpieli można dodać trochę ałunu lub detergentu, ja zrezygnowałam z tego zabiegu. W czasie, gdy wełna się moczy, można przygotować pole bitwy – czyli wyłożyć blat starymi gazetami, a te z kolei dokładnie przykryć folią do żywności.W zasięgu ręki umieścić farby i ręcznik kuchenny oraz założyć rękawiczki.


   Gdy wełna nasiąknie wodą, wyjmujemy ją, lekko wyżymamy (powinna być porządnie wilgotna, ale nie kapać) i nakładamy farbę. Ja robiłam to pipetką, ale można też użyć kubeczka lub łyżeczki. Farbę rozprowadzamy, delikatnie ugniatając pasmo włóczki. Jeśli chcemy uzyskać cieniowanie, nakładamy kilka różnych kolorów w pewnych odstępach i ugniatając mieszamy je ze sobą. Koniecznie należy sprawdzić, czy przędza wewnątrz pasma też jest pokryta farbą, może się okazać, że z zewnątrz pasmo wygląda pięknie, a wewnętrzne włókna pozostały nieufarbowane.



   Gdy włóczka cała jest pokryta farbą, wkładamy ją do garnka, w którym będziemy utrwalać kolor. Tu mała uwaga – w przypadku włóczki cieniowanej trzeba uważać, by kłaść kolejne pasma przędzy w ten sam sposób, czyli tak, żeby te same kolory sąsiadowały ze sobą,  lub utrwalać każde pasmo osobno, inaczej kolory mogą się mieszać. Układając pasma warstwami w garnku robiłam to "jak bądź", przez co otrzymałam pięć różnie zabarwionych motków, mimo że nakładałam farby w identyczny sposób.


   Do dolnego garnka wlewamy trochę wody, całość nakrywamy przykrywką i stawiamy na ogniu. Farbowana przędza w żadnym wypadku nie powinna mieć kontaktu z wodą! Jak tylko woda zacznie parować, zmniejszamy płomień tak, żeby woda "mrugała". Utrwalać należy długo, minimum godzinę. Oczywiście, warto od czasu do czasu skontrolować poziom wody, żeby nie przypalić przędzy ani garnka.
   Utrwaloną włóczkę najlepiej pozostawić w garnku do ostudzenia. Im wolniej stygnie, tym mniej "stresuje" się włókno i kolor ma szanse lepiej się utrwalić. Osoby niecierpliwe mogą jednak wstawić gorący garnek do zlewu i przepłukać przędzę wodą, najlepiej letnią, żeby prędzej ostygła. Przy okazji będzie widać, ile farby się wypłukuje – nie powinno jej być dużo.

   Moja wełna miała możliwość stygnąć przez całą noc, a gdy następnego popołudnia powiesiłam ją, by wyschła, kapiąca woda miała na tyle słaby turkusowy odcień, że zdecydowałam się resztki farby wypłukać dopiero po przerobieniu włóczki na koc.


   Co prawda nie będzie to mój wymarzony Lizard Ridge, jako że cieniowanie mojego produktu ma zdecydowanie za krótki przebieg, ale na pewno uda mi się znaleźć  inne zastosowanie.
   Gwoli sprawiedliwości muszę dodać, że farbowanie wełny w domu ma trzy wady – pierwszą jest wszechobecny zapach lanoliny, drugą – fakt, że farbowana wełna schnie przysłowiowy ruski rok, a trzecią – farbowanie uzależnia.


Zdjęcia autory

zajrzyj do blogu: Counting Lambs

Zobacz też:
Przy pomocy dwóch patyków i sznurka