Drukuj
Maj 2008 autor: Agata Łapcik

Widok z drzewa

   W jego oczach podniecenie mieszało się ze strachem. Patrzył prosto w moje. Nie mówił nic. Jeszcze chwila, jeszcze moment i się stanie.
   Szum drzewa był tak cichy, tak tajemniczy. Łechtał nasze najgłębsze uczucia. Przerażał i jednocześnie ciekawił. Uwielbialiśmy to uczucie narastającego napięcia, to wyczekiwanie. Finał się nie liczył... Liczyło się czekanie.



   Dzieciństwo to wspomnienie miękkiego i puszystego misia, absolutnej ciszy, gdy budziłam się w nocy, i zapachu rąk mojej matki. Teraz już wiem, że był to zapach cebuli.  Moje ręce pachną podobnie.

   Dzieciństwo  jest  mglistym wrażeniem tego, co chcieliśmy zapamiętać. Nieważne jak bardzo złe czy dobre były te wspomnienia. Z czasem nabierają one innego smaku, zapachu i kolorów. Niektóre blakną, a niektóre wyostrzają się nienaturalnie. Są jednak momenty w naszym życiu, gdy zupełnie niespodziewanie coś sobie przypominamy. Przerażeni autentycznością tego wspomnienia, z całą pewnością stwierdzamy, że to nie mogło się wydarzyć. Wmawiamy sobie, że to tylko wytwór naszej wyobraźni. Przecież byliśmy inni,  grzeczniejsi, sprytniejsi, mądrzejsi, bardziej łobuziarscy... mieliśmy inne dzieciństwo. Inne, lepsze. Odrzucamy takie wspomnienie daleko w kąt, chcąc dalej wierzyć w przerysowany naszym wyobrażeniem sen o dzieciństwie...  Niewielu z nas, zatrzymując się przy tych niespodziewanych wspomnieniach, z pokorą przyjmuje fakt, że było inaczej, niż chcieliśmy to zapamiętać.. I czasem w duchu żałujemy, że pozwolili zhańbić święty sakrament dzieciństwa.  Bo teraz już nic nie jest takie dziewiczo białe.


   W jego oczach podniecenie mieszało się ze strachem. Patrzył prosto w moje. Nie mówił nic. Jeszcze chwila, jeszcze moment i się stanie.
   Szum drzewa był tak cichy, tak tajemniczy. Łechtał nasze najgłębsze uczucia. Przerażał i jednocześnie ciekawił. Uwielbialiśmy to uczucie narastającego napięcia, to wyczekiwanie. Finał się nie liczył... Liczyło się czekanie. To, jak wpatrywaliśmy się w siebie, jak rozumieliśmy bez słów, a każdy miesień naszych twarzy drgał znacząco.
   Był bardzo piegowaty, brzydki, ale kochałam go jak nikogo, jak nikogo...

   Stuk puk, stuk puk... Popatrzył na mnie i uśmiechnął się zuchwale. Już za chwilę... Jeszcze moment. Zacisnęłam dłonie na konarze drzewa... GŁUPIA KROWA!!!!! – wrzasnął.
    Idący drogą rolnik zatrzymał się przerażony. Krocząca ciężko obok Mećka nawet nie zauważyła, że przystanął. Dopiero gdy szarpnęła sznurem, mężczyzna oprzytomniał. Rozejrzał się i wymamrotał cos pod nosem. Ruszyli dalej.
– Chyba nas nie widział – szepnął.
   Trzymałam się mocno drzewa, bo nie mogłam już powstrzymać śmiechu, przerażenia i podniecenia, który rozładowałby tę chwilę napięcia.
 – Ale się wystraszył –  w końcu wybuchnęliśmy śmiechem, gdy człowiek zniknął za skrajem lasu.
– Krowa jakaś taka łaciata była – dodałam.
   Widziałam dumę i radość w tych blado niebieskich oczach. Ja też byłam dumna. Mój młodszy brat wrzasnął. I to jak!
– Dobra, leziemy do domu? – zapytał.
– Nie, niech się pomartwią.

   Siedzieliśmy na tym drzewie wiele godzin, gadając o krowie, człowieku, o tym że przyjdą wilki i nas zjedzą i że zjedlibyśmy parówki. Gdy ujrzeliśmy ojca, który krążył po polu szukając nas i wołając, znów poczuliśmy napięcie. Ale tym razem niemiłe, ssące od środka i pełne obaw. Wiedzieliśmy co się wydarzy. I gdy tak patrzyliśmy sobie prosto w oczy, zauważyłam łzy w kącikach.
– Ciii... Moja wina – szepnęłam. – Złaź.

   Minęło 20 lat. On nie pamięta, nie zastanawiał się nad tym, "to bzdury" – mówił. Nie pamiętał krowy. Nie pamiętał, że tak bardzo byłam dumna, tak bardzo go kochałam i tak bardzo nie chciałam, żeby się bał. "Nieistotne" –  powiedział. "Nie ważne".

   Dzieciństwo jest naszą przystanią przed dorosłością, naszym wyznacznikiem późniejszych uczuć i wyborów. Tworzy relacje i niezapomniane więzi... Czyżby??...
   Moje boleśnie autentyczne wspomnienie, dla niego było tylko mglistą odbitką sprzed lat.

   A może prawdziwy był tylko widok z drzewa?



Ilustrowała: AnetaHg