Drukuj
Grudzień 2007 autor: Anna Maria Tuckett

Co ma piernik do puddingu, czyli angielsko-polskie Boże Narodzenie


 

   Wigilia nie jest w jakiś szczególny sposób celebrowana na Wyspach Brytyjskich, zatem siłą rzeczy w naszym polsko-angielskim stadle przyjęła się polska uroczysta kolacja. Prawdę mówiąc, dla Brytyjczyków Christmas Eve jest okazją do pofolgowania sobie, bo przecież mają w perspektywie dwa dni wolnego, zatem często pierwszy dzień Bożego Narodzenia witają Alka-Selzerem.

   W moim domu urządzamy polską Wigilię, z dwunastoma polskimi potrawami, chociaż nieortodoksyjnie: zamiast karpia zwykle jest łosoś czy inna łatwo tu dostępna ryba, poza tym korniszony czy inne przegryzki awansują do miana potrawy. Moja angielska druga połowa odmawia nawet spróbowania karpia, a ja tej niesmacznej, pełnej ości ryby nigdy nie lubiłam, zatem jej braku nikt dotkliwie nie odczuwa. Angielska rodzina żartuje nawet, że moi krajanie jedzą ryby ozdobne – karpie kojarzą im się z koi carps, popularnymi w UK kolorowymi karpiami trzymanymi w stawach ogrodowych. Nie umknął też ich uwadze aliteracyjny humor zestawienia crap (nieeleganckie określenie śmieci) – carp.

   Mój mąż gotuje lepiej i częściej niż ja, i choć nie miał wprawy, nasza pierwsza wspólna polska wieczerza wigilijna w Anglii nie okazała się dla niego zbyt trudnym wyzwaniem – jego barszcz miał całkiem autentyczny smak, a grzybowa i pasztet sporządzone według podarowanej mu przeze mnie The practical encyclopedia of East European cooking zyskałyby aprobatę nawet kulinarnych purystów. Wiem od znajomych Polek z mieszanych związków, że niejedna osoba dziwiła się skromności i "wiejskiemu" charakterowi polskiej Wigilii. Dla Wyspiarzy paradoksalne jest to, że od święta jemy takie proste i dla nich nieapetyczne potrawy jak kapusta, karp, kompot z suszu czy kluski z makiem, zaś na co dzień jadamy bardziej wykwintnie.
   Aby dogodzić angielskim podniebieniom, w wielu polsko-brytyjskich domach menu ewoluowało i niewiele pozostało z tradycyjnych potraw, chociaż post zwykle nadal obowiązuje.

   Przyznam, że nie upieram się przy opłatku, ale jestem wyjątkiem – dla Polaków jest to bliska sercu i pielęgnowana także w UK tradycja, może dlatego, że na wskroś polska. Ze względu na mojego synka w tym roku położę opłatek na wigilijny stół.
   Polacy otwierają prezenty w Wigilię, Brytyjczycy zaś wczesnym rankiem 25 grudnia – wczesnym, bo dzieci z podniecenia nie mogą spać i budzą się często o 5 czy 6 rano. Poprzedniego dnia na Wyspach wiesza się także nad kominkiem Christmas stocking, czyli pończochę bożonarodzeniową, przypominającą jednak bardziej skarpetę wyjątkowo dużych rozmiarów. O ile pod choinką znajdują się z reguły główne podarunki, pończochę w nocy rodzice wypełniają tzw. wypełniaczami, czyli stocking fillers – mandarynkami, czekoladkami, małymi zabawkami i innymi drobiazgami. Dlaczego pończocha? Według legendy, Św. Mikołaj zostawił swoje pierwsze prezenty trzem biednym pannom bez posagu – były to złote monety, które święty niepostrzeżenie włożył do ich wypranych pończoch, suszących się przy palenisku.

Christmas stocking

   Dylemat związany z otwieraniem prezentów rozwiązaliśmy w naszym domu tak, że w Wigilię otwieramy po jednym prezencie, a resztę w następny poranek (o ile starcza nam samodyscypliny), no i wieszamy Christmas stocking. Gdy nasz synek podrośnie, w wigilijny wieczór zaczniemy zostawiać przy kominku szklaneczkę sherry i mince pie (ciastko) oraz marchewki dla zmęczonego daleką podróżą Świętego Mikołaja i jego reniferów – jest to uroczy zwyczaj, który jeszcze chyba nie dotarł do Polski. W Polsce zdarza się dawanie dzieciom "w prezencie" symbolicznej rózgi – w niektórych miejscach w UK przejęto natomiast włoski obyczaj wrzucania do pończochy niesfornych dzieci a lump of coal czyli grudki węgla, choć obecnie robi się to już coraz rzadziej.
   Wieszanie w domu jemioły to zwyczaj pochodzący właśnie z Wysp Brytyjskich, wywodzący się prawdopodobnie z wierzeń druidów, dla których jemioła miała właściwości magiczne: chroniła przed złymi urokami, uzdrawiała i zapewniała płodność ludziom i zwierzętom. Dziś jest to także obyczaj praktykowany w Polsce i, podobnie jak choinka, jest wspólną tradycją.
   Wigilia jest polska, zatem najważniejszy dla Brytyjczyków dzień świąt – Christmas Day jest właściwie we wszystkich znanych mi dwunarodowych rodzinach świętowany w zgodzie z  tutejszymi tradycjami.

   Kulminacją dnia jest Christmas Lunch, na który podaje się indyka, kaczkę, gęś, udziec barani lub pieczoną szynkę – oczywiście nie wszystkie te potrawy, bo byłaby to iście gargantuiczna uczta, ale jedną lub dwie. Dodatki do mięsa to gotowana brukselka, pieczone ziemniaki, sos z chleba (bread sauce), galaretka żurawinowa i inne. Stół zwykle ugina się pod ciężarem świątecznych frykasów, a nastrój jest cokolwiek rozpustny. Przed posiłkiem biesiadnicy zakładają papierowe korony wyjęte z Christmas crackers, zapewne po to, by każdy wyglądał równie głupawo. Na deser serwuje się bardzo treściwy, alkoholowy Christmas pudding, dodatkowo okraszony masłem z brandy (brandy butter) lub fruit cake, choć w ostatnich czasach popularność zyskują lżejsze ciasta, np. zapożyczona z Włoch pyszna panetone. W Christmas pudding powinna być schowana sześciopensówka (sixpence), choć dziś jest to zazwyczaj inna moneta – osoba, która znajdzie ją w swojej porcji, będzie miała szczęście przez cały rok. Po tak obfitym posiłku wiele rodzin udaje się na wspólny spacer.
   Drugi dzień świąt, czyli Boxing Day, to w UK, jak i w Polsce, czas na odpoczynek po przedświątecznej bieganinie i, co tu dużo ukrywać, na pojadanie resztek z poprzednich dwóch dni.


   Święta w UK mają wiele uroku, a dobrze upieczony indyk ma smakową przewagę nad karpiem. Ale najlepiej spędzać Boże Narodzenie w ojczyźnie (niestety, dobrze o tym wiedzą linie lotnicze) – co do tego wszyscy są zgodni. Dorastając, tracimy magię świąt i jako dorośli zawsze tęsknimy za atmosferą pamiętaną z dzieciństwa. To jedyny czas w roku, w którym tęsknią za krajem nawet ci emigranci, którzy nie chcą wrócić do Polski. Mieszkałam w różnych krajach Europy i przekonałam się, że uczucie, iż nigdzie nie ma takiej bożonarodzeniowej atmosfery, jak w kraju naszego pochodzenia, jest wspólne wszystkim ludziom.