Kobiecy krąg

Esyfloresy

   Trudno znaleźć czas na podtrzymywanie kontaktów towarzyskich z innymi, równie zabieganymi kobietami. Zgrać w czasie spotkanie na przykład pięciu z nich, przeważnie wymaga wytrwałości i precyzji, charakteryzujących przygotowanie startu wahadłowca. Dlatego Internet jest idealnym medium dla kobiet.


Kiedy czytamy w prasie lub książkach o świecie islamu, często wydaje nam się niepojęte, że można zamykać kobiety w domu i skazywać je na przebywanie wyłącznie w towarzystwie innych kobiet, starannie separując od mężczyzn. Uważamy to za dyskryminację i alergicznie reagujemy na wszelkie jednopłciowe środowiska, uważając je za nienaturalne, a może nawet powodujące patologie. Kilka moich znajomych ciągle źle wspomina edukację w żeńskich szkołach i chociaż pozdawały matury całe lata temu, do tej pory śnią im się koszmary.
   Zamykanie kobiet w żeńskim gronie kojarzy nam się z zamierzchłym patriarchatem, więc wyzwolenie utożsamiamy z przemieszaniem się świata kobiecego ze światem męskim i współczująco myślimy o muzułmańskich kobietach w wydzielonych dla nich miejscach w autobusach i meczetach. Denerwują nas lokale z szyldami, na których widnieje napis "men only", a im bardziej on widnieje, tym bardziej my chciałybyśmy być tam w środku.

A tymczasem w Anglii powstaje, i nie narzeka na brak klientek, przedsiębiorstwo taksówkowe, w którym za kierownicą siadają tylko kobiety i pasażerkami są tylko kobiety. W Japonii jeżdżą wagony metra przeznaczone tylko dla kobiet. W Polsce powstają szkoły nauki jazdy tylko dla kobiet, warsztaty garncarstwa, asertywności, sztuk walki tylko dla kobiet, a "Multikino" ma specjalną ofertę pod nazwą "kino na obcasach".
   Jeśli chcesz załatwić lukratywny kontrakt dla swojej firmy, nie musisz już zabierać kontrahenta na wódkę albo do klubu go-go, bo tym kontrahentem jest coraz częściej kobieta. Możesz więc skorzystać z jednej z ofert salonów kosmetycznych i podpisać umowę w czasie, kiedy kosmetyczki będą wam robić cynamonowy masaż stóp.

Same zaczynamy się separować, bo tak jest bezpieczniej, kobieco, afirmacyjnie. Bo z facetami jest fajnie, ale nie ma to jak spotkanie przy winku w damskim gronie. Bo z facetów nie da się zebrać ad hoc grupy wsparcia, która osądzi, czy powinnaś powiększyć usta, zrobić tipsy, rozwieść się, schudnąć (przytyć) pięć kilo, na poczekaniu, w kiblu lub przebieralni fitness klubu.

Współczesna kobieta żyje w biegu. Praca – trzeba się spełniać zawodowo, dom – ale to nie zwalnia z obowiązku bycia kapłanką domowego ogniska, dodatkowe zajęcia hobbystyczno-ogólnorozwojowe – bo życie ma się w końcu tylko jedno, zwizytowanie centrum handlowego – żeby wiedzieć, co w modzie piszczy, liczne zabiegi kosmetyczne – cokolwiek się w życiu zdarzy, ładnemu zawsze łatwiej. Trudno znaleźć czas na podtrzymywanie kontaktów towarzyskich z innymi, równie zabieganymi kobietami. Zgrać w czasie spotkanie na przykład pięciu z nich, przeważnie wymaga wytrwałości i precyzji, charakteryzujących przygotowanie startu wahadłowca.

Dlatego Internet jest idealnym medium dla kobiet. W żadnym innym miejscu nie można pogadać z setką koleżanek, mając na twarzy odżywczą maseczkę, a na paznokciach – właśnie dosychający lakier. Możemy być jednocześnie w necie i tonąć po uszy w sprawach domowych, jedną ręką opisywać na forum rezultaty właśnie przeprowadzanej diety, a drugą poprawiać dziecku wypracowanie z polskiego. My to potrafimy, mężczyźni nie. No, ale oni pracują jedną półkulą bardziej.

I ani się człowiek obejrzy, już się okazuje, że przynależy do internetowego kobiecego kręgu, który z powodzeniem zaspokaja atawistyczną chęć popląsania wokół naprędce zaimprowizowanego ogniska w towarzystwie prawnuczek Dziwy, spowitych w giezła, z wieńcami na głowach. Identyfikacja z kręgiem wychodzi nam znacznie lepiej niż mężczyznom, ponieważ w przeciwieństwie do nich nie uważamy, że rozmowa na tematy inne niż piłka nożna oraz samochody, przynosi nam jakąś ujmę na honorze. Właściwie pięć minut znajomości z inną kobietą zupełnie wystarczy, aby wyczerpująco omówić wady i zalety różnych metod antykoncepcji, relacje małżeńskie znanych nam osobiście par, a także tych, których zupełnie nie znamy, ale widziałyśmy ich zdjęcia w Vivie. A jeśli te tematy się sprawdzą, pokrewieństwo dusz wynika zupełnie automatycznie i można przejść do szczegółowego omówienia stosowanych obecnie i w przeszłości diet, a także poczynić intymne zwierzenia dotyczące funkcjonowania naszych jelit. 
   W rozmowach, także internetowych, poszukujemy przede wszystkim akceptacji. Konstatacja, że istnieje mnóstwo ludzi, którzy mają podobne do naszego zdanie na jakiś temat, sprawia nam nie tylko przyjemność, ale także ulgę, bo najważniejsze to znaleźć potwierdzenie, że nasz tok myślenia jest słusznym tokiem myślenia, a przynajmniej mieszczącym się w bliżej nieokreślonej normie. Jako kobiety, zostałyśmy przyzwyczajone do bycia niepewnymi swoich opinii, więc aby móc przy nich pozostać, ciągle przeprowadzamy jakieś referenda, na większą lub mniejszą skalę, a Internet, z racji swojej przepustowości, świetnie się do tego celu nadaje. Sprawdzamy więc, czy słusznie zerwałyśmy z facetem, czy fakt, że chcemy rodzić ze znieczuleniem czyni z nas potwory czy nie czyni, czy to, że mając trzydzieści lat, jeszcze sobie niczego nie odessałyśmy, można uważać za normę czy też jesteśmy wybrykiem natury oraz czy pragnienie wyklepania wgniecionych drzwi ma sens czy należy to odłożyć na czas po trzeciej stłuczce. A przy okazji w krótkim czasie możemy ustalić, jak wywabić plamę z kawy, gdzie kupić czekoladową zamszową kurtkę i czy plazma rzeczywiście wychodzi z mody.

Problem w tym, że Internet to nie tylko miły, zaciszny kącik. To także miejsce, w którym, w złudnym poczuciu całkowitej anonimowości, dochodzą do głosu najróżniejsze frustracje i kompleksy. A także wyrzuty sumienia. Bo skoro interesuje nas ta felerna plama z kawy to najwyraźniej znaczy, że jesteśmy płytkie. I co my mówimy tą plamą z kawy? Mówimy nią, że kobiece pogaduszki to nic niewarte blebledzenie, zwykłe ploty z magla, mogące doprowadzić do śmiechopadaczki każdego zagorzałego, a nawet umiarkowanego antyfeministę. Kobieta poświęcająca swoje myśli plamie z kawy lub fasonowi obuwia powinna w zasadzie być pozbawiona czynnego prawa wyborczego, o biernym nie wspomnę. Bo inteligencją najwyraźniej nie grzeszy. Dychotomia rysuje się wyraźnie: albo buty albo intelekt, tertium non datur.
   Pod nieobecność kobiecożernych antyfeministów same sobie możemy naszą płytkość zdiagnozować. I nie tylko, bo net potrafi dookreślić wszelakie problemy każdej dowolnej osoby, szczególnie takie, które jej samej do głowy by nie przyszły. Lubisz sobie posiedzieć czasem wieczorkiem z kieliszkiem wina? No to jesteś alkoholiczką. Jeśli jest to wino chilijskie, jesteś również faszystką i mało ci było tamtych ofiar, to jeszcze czyhasz na życie dzieciątek nienarodzonych, przebrzydła libertynko, paskudna feministko z owłosionymi nogami, antypatriotyczna małpo, której nikt nie zechciał z powodu koszmarnej brzydoty.

Jeśli po takiej odpowiedzi zaczynasz w osłupieniu przyglądać się swoim dopiero co wydepilowanym nogom i liczyć w myślach, ile  kobiet przemocą zawlokłaś na zabieg przerwania ciąży w ostatnim tygodniu, próbując dociec, jaki wpływ ma kieliszek wina wypity przedwczoraj na sytuację w Chile  trzydzieści trzy lata temu, to takie rozmyślanie jest czystą abstrakcją. Choćbyś następne trzydzieści trzy lata nad tym myślała, to i tak nie dojdziesz logiki takiego toku rozumowania – i nie ma znaczenia, że Pinochet już nie żyje. Internet pełen jest domorosłych talentów psychoterapeutycznych, które wprawdzie nigdy cię nie widziały i pojęcia nie mają o twoim życiu, ale chętnie dopatrzą się w twoich wypowiedziach toksycznych związków, fatalnego dzieciństwa i dziadka w Wehrmachcie. I to wszystko ochoczo ci opowiedzą, szczególnie jeśli akurat nie jesteś zainteresowana.
   Potrafią także przepowiadać przyszłość. Na przykład wiedzą dokładnie, że z osoby, która nie lubi własnych ust, masz szanse stać się wkrótce uzależnionym od operacji plastycznych klonem Michaela. Irytujące jest to, że czasem marzysz o tym, żeby coś dało się szybciutko załatwić przez sieć, zdalnie, na przykład musisz na dniach zrobić uzupełnienie żelu, a nie masz jak wyrwać się do manikurzystki. Ale żelu ci nikt na forum nie położy. O tym trzeba mieć jako takie pojęcie i łatwo spaprać. A żeby w osobowości pogrzebać – o, tutaj co trzecia osoba jest ekspertem.

Kobiecy krąg nieumiejętnie obsługiwany może stać się kręgiem, na który łakomym okiem mógłby spojrzeć Dante, gdyby tylko nie zawinął się na tamten świat jeszcze przed Pinochetem. I Sartre mógłby dorzucić to i owo, jako rozwinięcie swojej tezy, że piekło to inni, ale też nie zdążył.
   X napisała, że kupiła sobie kosztowną torebkę i wyśmiewa się z podróbek, więc natychmiast okazuje się sfrustrowaną snobką, która buduje sobie poczucie własnej wartości na krzywdzie tych, których nie stać. Y uważa, że gadanie o torebkach w sytuacji, gdy Etiopczycy głodują, jest głupie i płytkie, a Z przychyla się do tej opinii, z tym że jest zdania, że każda kobieta, która nie realizuje się życiowo metodą patrzenia na uśmiechnięte twarzyczki swoich pięciorga dzieci, jest idiotką. Zaczynają się tworzyć frakcje i kliki, snobizm X zostaje dokładnie omówiony w 134 postach, a wszyscy, którzy popierają zakup kosztownej torebki okazują się też sfrustrowani i na dodatek podejrzanie podatni na wpływy, a to – wiadomo – może prowadzić do narkomanii, alkoholizmu i niepohamowanej chęci wymordowania bezbronnych chilijskich dzieci nienarodzonych. Awantura kończy się "Murami" Kaczmarskiego, następuje dokładny podział "ten z nami, ten przeciw nam" i wszystkie poobrażane obiecują sobie w duchu, albo i artykułując na piśmie, że już więcej ich noga tu nie postanie i wolą sobie poobcinać palce niż jeszcze kiedykolwiek coś napisać.

   Bez względu na opinię, jaką mamy o islamie, patriarchacie i zniewoleniu, ciągnie nas do innych kobiet. Szybko się z nimi rozumiemy, mamy wspólne tematy, a jak się wszystkie skończą to zawsze można pogadać o dzieciach. Ale czasem bywa, że inna kobieta okazuje się najsurowszą sędzią i najzagorzalszą obrończynią atawistycznych podziałów na świat lepszy – męski oraz gorszy – kobiecy. Nie jest skłonna wytknąć mężczyźnie, że od tygodni nie mówi o niczym innym jak tylko o mundialu, ale bez oporów wytknie kobiecie, że już dwa razy w jednej rozmowie wzmiankowała o kremie z filtrem. Pozostając mentalnie w kobiecym getcie, narzucającym ciągłą konieczność usprawiedliwiania się, dyskryminujemy same siebie, dyskredytujemy swoją płeć, zamiast afirmować jej pole zainteresowania, w którym bez problemu mieszczą się i szminki powiększające usta, i doktorat z fizyki kwantowej.
   Szminka powiększająca usta nie umniejszy naszej wartości w ludzkim wymiarze, ale upychanie gdzieś wstydliwie, z tyłu, tej części naszej osobowości, która jest tą szminka zainteresowana – owszem.

Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl