Język obrazkowy



   Mamy oczywiście starego, dobrego Falskiego z mamą i Alą przy kuchni, podczas gdy tata z Olkiem konstruują most i samolot. Trudno, jakoś to dziecku wytłumaczymy, że to dawno i nieprawda. Przełkniemy nawet ukochanego Plastusia-zdrajcę, który by "wolał, żeby Tosia była chłopcem, bo dziewczynki to beksy" – w końcu teraz mamy nowe podręczniki i...

Obrazek 1.

   Idzie wrzesień. Koniec wakacji, zabieramy się za edukację dziecka. Naściągaliśmy z Polski materiałów do nauki czytania i pisania języka polskiego.
   Pomna dyskusji (w której oczywiście "Środa się czepia" ) na temat polskich podręczników szkolnych i prezentowanych przez nie wzorców genderowych, przerzucam kartki książeczek dostarczonych przez dobre ciocie i wujków z Polski.

   Mamy oczywiście starego, dobrego Falskiego z mamą i Alą przy kuchni, podczas gdy tata z Olkiem konstruują most i samolot. Trudno, jakoś to dziecku wytłumaczymy, że to dawno i nieprawda. Przełkniemy nawet ukochanego Plastusia-zdrajcę, który by "wolał, żeby Tosia była chłopcem, bo dziewczynki to beksy" – w końcu teraz mamy nowe podręczniki i...

...i okazuje się, że niewiele się zmieniło.

   U Falskiego dziewczynki często żyją sobie w swoim świecie kotków, lalek i garnków, a chłopcy na osobnych obrazkach zajmują się męskimi sprawami. W nowym,  "nagrodzonym w konkursie" elementarzu Marii Lorek, wydanym w 1999 roku, mamy okazję zaobserwować interakcje tych dwóch odrębnych światów:

   Przez stronę 23 idzie sobie dziewczynka z wózeczkiem. Spuszczone oczka, rumieńce na policzkach i śpiewa swoim lalkom "La la la, luli lale luli". Obok przechodzi chłopczyk, odwraca się, patrzy na dziewczynkę (nie na lalki!) a nad jego głową pojawia się dymek ze słowami "Ale lala..."

   Przez chwilę pomyślałam, że to może jakiś instruktaż do lekcji na temat niewłaściwego zachowania. Ale nie, nikt nie wydaje się zaniepokojony odzywką siedmiolatka, co gorsze wielu z moich znajomych nie mogło się dopatrzeć, co jest nie tak z tym obrazkiem. Elementarz wprowadza dziecko w podstawową wiedzę o świecie – jak mocno muszą być osadzeni w naszych realiach twórcy podręcznika, skoro ktoś ten elementarz zatwierdził, a jeszcze ktoś "nagrodził w konkursie"!

 


Obrazek 2.

   Izabela Jaruga-Nowacka zaprotestowała przeciwko piktogramom używanym w instrukcjach składanych mebli ikeowskich przedstawiających  chłopka ze śrubokrętem lub młotkiem. Według słów pani minister  te obrazki utrwalają stereotyp: kobieta do garów, mężczyzna do narzędzi.

   No i wielki krzyk się podniósł, że baby w polityce zajmują się głupotami za – Jezus Maria! – publiczny pieniądz. Nagle wykonawcy krzyku przypomnieli sobie o maltretowanych żonach, porzuconych dzieciach, że niech się feministki polską nędzą zajmą, a nie pierdołami za – Jezus Maria! – publiczny pieniądz. Ale widać taka już ludzka natura. Zajmie się ktoś ratowaniem ginącej pandy, to mu wytkną, czemu nie bezdomnymi psami w Polsce. Ulituje się nad bezdomnym psem, to niech się lepiej weźmie za głodne dzieci w Afryce. A gdy już zacznie słać czeki do World Vision, to co: w Polsce to nie ma biednych dzieci?!

   W tym samym czasie iluś panów przepierdziało miliony z publicznych pieniędzy w (często bardzo wysokie) stołki. I jakoś nikt nie odkrywa "oczywistej" prawidłowości, że pierdzą, bo mężczyźni z natury nadają się li tylko do pierdzenia w stołek.

   O co apeluje minister Jaruga-Nowacka? O miejsce dla dziewczynki z elementarza w uświęconą ramkę obrazka, historycznie zarezerwowanego dla mężczyzn.

   Okazuje się jednak, że dla szczególnie natrętnych panowie przygotowali własną wersję obrazka:

Obrazek 3.

   A na obrazku trzy wyuzdane, roznegliżowane dziwki z ogórkami w ręku i spienionymi paszczami, którymi oplakatowano Kraków i Warszawę. Napis na plakacie głosi "Jesteś wredna, brzydka i leniwa – zostań feministką". Ale nie podniósł się wrzask świętego oburzenia na Wojciecha Korkucia z tzw. Ruchu Higieny Moralnej, że to wulgarne, obraźliwe, nie ma nic wspólnego z dyskusją o polskim feminizmie, że za pieniądze wdeptane w szlam można było adoptować kilkoro dzieci porzuconych przez żyjące w nędzy matki.

   Za to znów dokopano feministkom. Pełnomocniczka prezydenta stolicy ds. kobiet i rodziny stwierdziła, że gdyby polskie feministki zmieniły swój wizerunek – nie powstałby plakat z napisem: "Jesteś wredna, brzydka i leniwa – zostań feministką". Nie wiem czy Joanna Kluzik-Rostkowska ma dzieci lub wnuki, a jeśli je ma, to czy na niedzielnym spacerze tłumaczy im, że ta zdzira na plakacie z pianą na pysku to min. Środa, ta pośrodku to Agnieszka Graff, a ta po prawej, z biustem na wierzchu, to Kazimiera Szczuka?
   Chociaż nie, pani pełnomocniczka grzecznie zauważa, że np. taka Szczuka to brzydka ani głupia nie jest.

   Jest taki wiersz Zbigniewa Herberta, przypomina mi się kiedy mowa o polskim feminizmie:

"Chciałbym opisać najprostsze wzruszenie
(…)
chciałbym opisać męstwo
nie ciągnąc za sobą zakurzonego lwa"

   Jeśli w Polsce mowa o feminizmie, zaraz wywleka się zakurzoną  (przepraszam) Kazimierę Szczukę. Feministka to funkcja. Jak generał (obcych wojsk) lub minister (nie lubianej partii). A feminizm to jakaś organizacja militarna, ze sztabem głównym w składzie Środa-Szczuka-Dunin. Zwykła kobieta feministką być nie może, bo przecież: Eeee tam, panie, przecież ja mam męża!
   Po takiej Higienie można tylko wypłukać usta mocnym antyseptykiem.

   Na jaki powinny zmienić swój wizerunek polskie feministki, by zadowolić panią od kobiet i rodzin?
   Na dziewczynkę z elementarza? Czy na chłopka z Ikei?


Ilustr. ydorius


Komentarze (0)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl