Anioły Incorporated

Jagged Edge

   W mojej tradycyjnej rzeczywistości propagowanie świętości też w dużym stopniu opierało się na komercji. Wystarczy sobie przypomnieć szał odpustowego shoppingu z okazji świąt kościelnych. Niewątpliwie handel dewocjonaliami był (szczególnie dla handlarzy na straganach) przedsięwzięciem bardziej dochodowym, niż duchowym, ale z punktu widzenia pochłaniaczy waty cukrowej, wianuszki obwarzanków, strzelające kapiszony i piłeczki na gumce tak samo, jak różanolice anioły w "złotych" ramkach, na zawsze wpisały się w katolicki folklor odpustowego jarmarku. Na tym samym straganieleżaly taniutkie medaliki z Matką Boską i piszczałki z  ufarbowanych na różowo kondomów.


   Ostatnim razem w Polsce kupiłam dziecku obrazek z Aniołem Stróżem pilnującym w cieniu swych potężnych skrzydeł dwójki dzieci, bawiących się nad urwiskiem. Anioł ma  różane policzki, blond loki opadające na ramiona i różową sukienkę. Taki trochę kiczowaty obrazek, który przypomniał mi dzieciństwo i wiarę w  PRAWDZIWEGO Anioła Stróża, który zawsze stał za nami i choćby nie wiem jak  prędko się odwrócić, to zawsze zdążył umknąć za plecy.
   Dziś anioły są wszędzie. W sklepach z pamiątkami, w księgarniach, w cieście, w tarocie, w gabinetach terapeutów, w internecie. Anioły o wdzięcznych imionach  Samantha, Ashley i Britney. Jak na multikulturalne społeczeństwo przystało, anioły są białe, czarne i native. Anioły bywają bardzo cielesne, jak lubiący sobie golnąć  obwiesiowaty Michael (John Travolta), działający magnetycznie na kobiety w filmie pod tym samym, co jego imię, tytułem. Anioły są męskie i atrakcyjne – patrz Nicolas Cage w City of Angels.  Gdzie nie spojrzeć, anioły dobrze idą!  Są anioły na ból głowy, depresję i po prostu do ozdoby.
   Skąd taka popularność aniołów w społeczeństwie w bardzo dużym stopniu zlaicyzowanym? Być może są odpowiedzią na duchowe potrzeby skomercjalizowanego swiata.
   W mojej tradycyjnej rzeczywistości propagowanie świętości też w dużym stopniu opierało się na komercji. Wystarczy sobie przypomnieć szał odpustowego shoppingu z okazji świąt kościelnych. Niewatpliwie handel dewocjonaliami był (szczególnie dla handlarzy na straganach) przedsięwzięciem bardziej dochodowym, niż duchowym, ale z punktu widzenia pochłaniaczy waty cukrowej, wianuszki obwarzanków, strzelające kapiszony i piłeczki na gumce tak samo, jak różanolice anioły w "złotych" ramkach, na zawsze wpisały się w katolicki folklor odpustowego jarmarku.  Na tym samym straganie leżaly taniutkie medaliki z Matką Boską i piszczałki z  ufarbowanych na różowo kondomów (nawiasem mówiąc, ciekawy motyw na kościelnej imprezie – teraz, po latach, stwierdzam, że wcale niegłupi – doskonale oddaje stosunek Kościoła katolickiego do antykoncepcji).

   Czemu więc te różanolice, trochę kiczowate postacie w różowych podomkach są mi bliższe, niż dzisiejsi cywilni, wielofunkcyjni, jak-najbardziej-płciowi "terapeuci"? Bo ci z mojego obrazka symbolizowali to, co mieli robić – przeprowadzić nad rwącym  strumieniem, podtrzymać nad przepaścią, pośredniczyć między mną a świętością, podczas gdy współczesne Samanthy i Nicole są namiastką świętości, którą za niewielkie pieniądze można sobie kupić. Pewnie jest to, jak wspomniałam, wyrazem tęsknot za religią w coraz bardziej zlaicyzowanym społeczeństwie.
   Bliżej nam jednak do sklepu z suwenirami niż do kościoła. I choć często o tym nie wiemy (a jeszcze częściej wiemy, ale się nie przyznajemy), to jednak kapitalizm zaszczepił w nas cyniczną świadomość, że to, za co się nie zapłaciło, najprawdopodobniej nie działa. Podobnie z terapiami anielskimi, za które słono trzeba płacić; mamy otrzymać wymierny serwis za konkretną gotówkę, podczas gdy komunikacja z Aniołem Stróżem bywa jednak bardziej enigmatyczna i nie zawsze osiąga spodziewane rezultaty . 

   To, że trzeba nam pomocy duchowej, widać choćby po ilościach poradników typu Rozmowy z Bogiem czy Modlitwa na każdy dzień roku wysypujących się z półek księgarskich. Te modlitwy to często po prostu zbiór (zbieranina?) cytatów przywódców duchowych różnych kultur. Modne jest mieszanie tradycji chrześcijańskich z ideami wschodnich religii.
   Zalew tego rodzaju podręczników mówi wiele o spragnionym strawy duchowej, acz konsupmpcyjnym i rozleniwionym społeczeństwie. Pierwsze, to niechęć do wyrzeczeń: tradycyjna religia wydaje się zbyt restrykcyjna – do czegoś tam trzeba się zobowiązać, czegoś sobie odmówić. Zaś prorocy pop-duchowości zabierają nas w  podróż do spirytualnego spełnienia, niczego od nas nie żądając. Wręcz przeciwnie –  zgodnie z ideologią zachodu każde zachowanie jest "OK", wszystkie niedociągnięcia i ułomności moralne są "just fine".
   A jednak poradniki te wyraźnie nawiązują do elementów religijnych, są tam anioły, jest rozwój duszy, są "rozmowy z Bogiem". I choć autorzy poradników mają takie kwalifikacje do grzebania się w ludzkich wnętrzach, jak ja do leczenia zębów, to jednak zwracają się do nas tak autorytatywnym tonem, że gotowi jesteśmy za przewodnik do krainy szcześliwości zapłacić $48.99, szczególnie,  że jako dodatek do książki dostajemy broszkę z aniołem. Absolutnie gratis!

ilustr. spinelli/pinezka.pl

   Innym objawem tego, jak bardzo spragnieni jesteśmy przewodnictwa moralnego, są przeżywające potężny rozkwit kariery tzw. Inspirational Speakers, którzy znaleźli  podatny grunt do głoszenia prawd oczywistych tonem objawienia w wielkich korporacjach, wyjałowionych praniem mózgów i wyścigiem szczurów.
   Korporacje, z ich rozbudowaną hierarchią, tworzą system bardzo niezdrowych zależności międzyludzkich. Przepracowani, wypaleni pracownicy urabiani przez 12-14 godzin dziennie przez speców od corporate image muszą stać się cyniczni, żeby zachować  jako taką równowagę psychiczną. Korporacji opłaca się zatrudnić na 2-3 godziny takiego speakera bo: albo taniej jest zapłacić, uwaga! – $10-15 tys. – gościowi, który duchowym wezwaniem pobudzi załogę do wzmożonej produktywności, albo pracownicy zarabiają wystarczająco dużo, tak, że kolejna podwyżka nie będzie już motywacją do wydajniejszej pracy.

   Tradycyjny Kościół z przesłaniem umiaru, miłości bliźniego i moralnej czystości  zaczyna przegrywać z wyzwaniami coraz bardziej skomercjonalizowanego świata, sterowanego przez potężne korporacje. A jednak potrzeba nam świętości; stąd niewiarygodny sukces speakerów (wystarczy wklepać w googlach hasło: inspirational speakers – wyskoczy tysiące rezultatów), którzy o swojej pracy mówią jako o posłannictwie, lubią porównywać się do apostołów, prezentując jednocześnie image człowieka sukcesu i serwując rzekomo prosty przepis na osiągniecie wymiernych korzyści materialnych (których pragniemy) poprzez rozwój duchowy (którego nam brak  do bólu). Zhomogenizowana religia przekazywana w prezentacjach multimediowych, gdzie LIDERZY (dobre słowo w korporacji) jak Jezus i Matka Teresa przeplatają się z Gandhim i Martinem Lutherem Kingiem (bo dobrze jest uwzględnić wszystkie grupy etniczne). W cenie są cytaty z Lao Tse, nieźle idzie Maya Angelou i Dalajlama. Wyciągnięte tylko to, co jest łatwo przyswajalne i atrakcyjne wizualnie. A do tego jeszcze darmowy lunch, serwowany przez korporacje. 

   Jeśli apostołowie w garniturach Armaniego nie dotarli jeszcze nad Wisłę, to można się ich spodziewać lada chwila, dotrą tam za korporacjami, by wesprzeć duchowo obywateli, którym przestaną wystarczać anioły z pamiątkowego.


Ilustrowała: spinelli/pinezka.pl


Komentarze (1)

Zapisz się do RRS feed tego komentarza

Pokaz/Ukryj Komentarze

Napisz Komentarz

mniejsze | większe

Powered by Azrul's Jom Comment for Joomla!
busy
 
}

info dla autorów

Szanowny Autorze, zapraszamy do współpracy z magazynem pinezka.pl. 
> Tutaj znajdziesz informację < dotyczącą warunków publikacji tekstów oraz współpracy z nami. 

Info i kontakt


 

Kontakt:  
{
logowanie dostępne tylko dla członków redakcji Pinezka.pl