Drukuj
Lipiec 2008 autor: Bernadeta Jonkisz

Magiczne pracownie

...i społeczeństwo


   Gdy jestem naprawdę zmęczona, wtedy siadam i po prostu patrzę. Patrzę, słucham i czekam, bardzo mi to pomaga. Nie muszę długo czekać, momentalnie kilka tak bliskich mi osób podchodzi i zaczyna rozmowę. Czasem to nie jest rozmowa, tylko takie ich sformułowania – slogany na wszystko. Mało ważne, ale coś wtedy staje się ważniejsze, od czegoś, co jeszcze przed chwilką było na pierwszym miejscu.


   Niemal wszystko się zmieniło w moim życiu od momentu, kiedy weszłam w ośrodkowy świat. Na nowo uczę się prawdziwej bliskości z drugim człowiekiem. Uczę się cieszenia z wszystkiego, co jest, wyrażania emocji na zewnątrz, rozmawiania, przede wszystkim jednak uczę się słuchania. O milionach codziennych problemów, trudów nie do zniesienia, schodów nie do pokonania, o nieszczęśliwych miłościach i rozstaniach, o złym, obcym świecie...

   Ośrodkowy świat, świat osób niepełnosprawnych umysłowo, osób z zaburzeniami psychicznymi to świat moich przyjaciół. 
   Ośrodek CARITAS Matka Boża Różańcowa w Pszczynie istnieje od 1994 roku. I od tego czasu co roku pojawia się coś nowego, co wspólnie wypracowaliśmy i co daje nam radość. W ramach Ośrodka funkcjonują Warsztaty Terapii Zajęciowej, Środowiskowe Domy Samopomocy w Pszczynie i w Woli oraz Świetlica Środowiskowa. Każda z tych placówek powstawała stopniowo i była efektem wspólnej pracy, wysiłku, ale przede wszystkim opieki Opatrzności, która cały czas czuwa nad Ośrodkiem.

   Ośrodek – to głównie osobowości podopiecznych, niesamowite i niepowtarzalne, zaskakujące i zastanawiające. Dziewięćdziesięciu podopiecznych codziennie wchodzi w ceglane mury na ul. Św. Jadwigi i zaczyna swoją pracę, swoje życie. Wszystko ma swój rytm, swój czas, swoje miejsce.
   Cały Ośrodek podzielony jest na pracownie tematyczne. W każdej pracowni jest terapeuta i pięciu uczestników. Pracownia to jakby inny świat za zamkniętymi drzwiami, ze swoim klimatem, zapachem i niepowtarzalną atmosferą. Podróż ośrodkowym korytarzem, kiedy można otwierać drzwi do poszczególnych pracowni i za każdym razem odkryć coś nowego, ma coś z magii. I to wszystko nie jest zasługą jednej osoby, tworzą ją zarówno terapeuci jak i podopieczni.



   Pracownie gospodarstwa domowego – w Ośrodku funkcjonują trzy takie pracownie, każda inna, wyjątkowa. Codziennie nowa przygoda z gotowaniem uwieńczona wspólnym posiłkiem, dla niektórych jedynym posiłkiem w ciągu dnia. Na początku jest zdziwienie podopiecznych, że oni też mogą obierać ziemniaki, gotować, nakrywać do stołu, zmywać naczynia itp. Trwa to dłużej, ruchy są wolniejsze, mniej precyzyjne, czasem coś się przypali, stłuczek już nie liczymy – ale nasz podopieczny czuje się potrzebny, umie zrobić coś sam i nie jest już tak zależny od drugiej osoby. Uczymy się świętować. Smutne, że niektórzy doświadczają tego dopiero w wieku trzydziestu lat. Obchodzimy urodziny, pieczemy ciasto, zapalamy świeczki, śpiewamy "Sto lat". Mamy kolację wigilijną z tradycyjnym karpiem i opłatkiem, mamy śniadanie wielkanocne z jajkiem i barankami pięknie ozdobionymi; czasem tylko oczy goździkowe wbite gdzieś z tyłu i trzeba potajemnie poprawić, bo ktoś tak się starał. 
  
   Pracownia ceramiki – zapiera dech w piersiach. Mnóstwo glinianych aniołów, każdy inny, każdy przez kogoś innego zrobiony. Niesamowite drobiazgi, wszystkie są czyjąś dumą – wisiorki, korale, bransoletki. Ramki na zdjęcia, misy "ślimakowe" – a wszystko tworzone w wyjątkowej atmosferze małej galeryjki z niepowtarzalnym klimatem. 

   Pracownie terapii manualnej i papieroplastyki – również trzy w całym Ośrodku, wypełnione mnóstwem prac. Farby, kredki, papier, nożyczki to narzędzia każdego uczestnika zajęć w tych pracowniach. Wszyscy wspólnie przygotowują prace – arcydzieła na różne konkursy i na specjalne okazje. Pięknymi obrazami ozdabiają ściany Ośrodka. Stoły zawalone są mnóstwem kwiatków, kartek, rafii, a wszystko po to, aby każdy mógł stać się na chwilę artystą i wylać na papier swoje emocje. 
  
   Pracownia ogrodnicza – to takie małe farmy, gdzie każdy podopieczny czuje się ogrodnikiem. Od rana w pracowniach prawdziwy ruch, czyszczenie sprzętu ogrodniczego, podlewanie. A gdy robi się ciut cieplej, nasza brygada ogrodnicza wyrusza do ośrodkowych ogródków, gdzie rosną pod czułym okiem podopiecznych maliny, szczypiorek, cebula, fasolka, sałata, koperek, ogórki... jednym słowem raj dla pracowni gospodarstwa domowego. Podopieczni uwielbiają kosić trawę. Sami tworzą listy osób, które, gdy tylko trawa podrośnie, w roboczych ubraniach dumnie zabierają się za samodzielne koszenie. Letnią porą wyjeżdżamy też na zbiórki owoców. Zbieramy jabłka, porzeczki, ziemniaki, itp. pod hasłem oszczędności. A i niemałej rozrywki, bo trzeba wiedzieć, że dla naszych podopiecznych każdy taki wyjazd jest przygodą, czymś, co różni się od ich codzienności, niejednokrotnie ograniczonej do zamkniętego pokoju. 
  
   Pracownia zoologiczna – to prawdziwe zoo. Mnóstwo przeróżnych zwierząt, dzięki którym podopieczni uczą się odpowiedzialności oraz codziennego, nieraz mozolnego dbania o swoich ulubieńców. Żółwie, papugi, kanarki, króliki, myszki, rybki – raj dla osób, które kochają zwierzęta. Pracownia tajemnicza i ciekawa, bo zza zamkniętych drzwi dobywają się dziwne, nieodgadnione głosy poszczególnych zwierząt, które tworzą swoisty chór czy orkiestrę. 

   Pracownia techniczna – ulubiona pracownia wszystkich chłopców. To magazyn pełen młotków, wiertarek, gwoździ, śrub. To ekipa w granatowych ubraniach roboczych, która remontuje nasz Ośrodek, maluje ściany, zbija z drzewa różne rzeczy, gipsuje, porządkuje, itp. To chłopcy, którzy chcą się poczuć jak dorośli mężczyźni i pracować tak jak oni, oczywiście w miarę swoich możliwości. Ta pracownia im to umożliwia, daję szansę fizycznego wyżycia się w pracy, daję radość, że coś pożytecznego się zrobiło. 

   Pracownia krawiecka – raj igły i nici. To niebo dla osób, które uwielbiają przygodę z wyszywaniem, przyszywaniem, obszywaniem. To również miejsce, gdzie można się wyciszyć, przemyśleć parę spraw. Tu podopieczni pod okiem terapeuty szyją przepięknie zdobione poduszki, torebki, tu powstają stroje sceniczne. Miejsce, gdzie każdy powoli zbliża się do maszyny do szycia, wolno przełamuje strach, a potem cały Ośrodek podziwia pierwszą samodzielnie uszytą rzecz, oklaskując i chwaląc bezgranicznie. 

   Pracownia artterapii – garderoba pełna strojów – dziwnych i z różnych epok. W ciągu sekundy można się przenieść w całkiem inny świat, zakładając peruki, fraki, okulary. Ale to też miejsce prób, kilkadziesiąt prób przed występem. To układanie scenariuszy z uwzględnieniem możliwości podopiecznych. To pomysł na teatr, który czasem przychodzi znienacka, a potem stopniowo nabiera realnych kształtów. Od razu widzi się swoich podopiecznych w poszczególnych rolach, zmienia się szczegóły, aby każdy mógł wystąpić. Bo dla niektórych to zbyt dużo tekstu, a ktoś nie potrafi tak szybko chodzić. Zaczynają się zmiany, próby, a potem występ, brawa i znów dopalacz na następną trudną, mozolną pracę.



   Trudno w krótkim artykule umieścić wszystkie emocje i opisać życie, które codziennie toczy się tu własnym rytmem. Próbuję, ale za każdym razem czuję żal, taki wyrzut, że w słowach za mało ciepła, że nie umiem przekazać tej energii, która tu codziennie płynie z serc i daje siłę na następne dni, do następnych działań. 
  
   Dla mnie osobiście największym motorem do pracy i największą miłością są "Folkowianie" – zespół integracyjno-folklorystyczny, który śpiewa ludowe piosenki Ziemi Pszczyńskiej. Teraz zespół liczy trzydziestu członków, w tym podopiecznych, terapeutów i wolontariuszy Środowiskowych Domów Samopomocy z Pszczyny i z Woli. Raz w tygodniu mamy próby, rocznie około 15 koncertów razem z projektami realizowanymi z zespołami rockowymi i szantowymi. Za nami występy w Krakowie, Łodzi, Pszczynie, Wodzisławiu Śląskim. A przed nami Kazimierz Dolny nad Wisłą i Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych. Wielka radość, spełnienie marzeń, ale i sporo pracy, próby, teksty – trudne, bo strasznie tego dużo, ale śpiewając uczymy się szybciej. No i odwieczny problem, pieniądze, których zawsze brak.

…cichutko kapie szczęście do serc,
gdy nasze folklorystyczne muzykowanie
staje się dobrą zabawą, radością,
spełnieniem, celem, a przede wszystkim lekiem,
który ma magiczną moc…

   Taki napis widnieje na folderze zespołu "Folkowianie" i taką funkcję spełnia ten zespół, będący dla uczestników dumą, radością, pasją. Przynależność do zespołu uczy też obowiązkowości, wytrwałości, sprawia, że niepełnosprawność przestaje być ważna, a na scenie jest nawet niezauważalna. 

   Jestem szczęśliwa, że mogę tu być i dzielić życie tych, którzy uchodzą za pokrzywdzonych przez los, bo są niepełnosprawni. Jestem wdzięczna, że mogę wzbogacać ich życie, przełamywać bariery, burzyć ogromny mur oddzielający ich od świata. 
   Wspólne bycie, oddziaływanie na siebie, które ma magiczną moc. Bycie w Ośrodku zmienia. Kiedyś ktoś, kto od dłuższego czasu przebywał w środowisku osób niepełnosprawnych, powiedział mi: Zobaczysz po pewnym czasie, wszystko, co kiedyś cię bawiło, śmieszyło, coś, co było ważne, najważniejsze zmieni się. Inne wartości zaczną być na pierwszym miejscu, inne uczucia zaczną wirować w twoim sercu. I tak jest faktycznie, za tę zmianę dziękuję niemalże codziennie, mimo trudu, zmęczenia – dziękuję.


Zdjęcia z archiwum autory